Godryk
Mar 30, 2004, 8:10:17 AM
|--<PYTANIA>---------------------------------------------------------------
| W odpowiedzi należy podać autora i tytuł książki lub opowiadania
| - po jednym punkcie za każde. W przypadku cykli powieściowych
| ma to być tytuł tomu, za sam cykl - pół punktu, w przypadku
| opowiadań wystarczy także tytuł zbioru, a jeśli ktoś pamięta i tytuł
| zbioru, i opowiadania, otrzyma dodatkowe pół punktu. Prócz tego
| można zebrać sporo punktów za odpowiedzi na pytania dodatkowe,
| umieszczone pod cytatami. Oczywiście, sprawdzanie w książkach,
| szukanie w Internecie, pytanie znajomych i korzystanie
| z jakichkolwiek podpowiedzi jest zabronione pod glątwą.
|
|--<1.>--------------------------------------------------------------------
| "Dom był pełen zakamarków i niespodzianek, wielki, z rodzaju tych
| wielkich domów, co to zdają się nigdy nie mieć końca. Jak można się
| było spodziewać kilkoro pierwszych drzwi, które otworzyli, wiodło
| do pustych sypialni, wkrótce jednak doszli do bardzo długiego pokoju
| pełnego obrazów na ścianach; odkryli tu kompletną starą zbroję.
| Dalej był pokój obity zieloną tkaniną, ze stojącą w rogu harfą,
| następnie przejście prowadzące trzy stopnie w dół, a potem pięć
| stopni w górę, za nim niewielka komnata z drzwiami na balkon,
| a dalej cały szereg połączonych ze sobą pomieszczeń z półkami
| pełnymi książek, przeważnie bardzo starych, niektóre z nich były
| z pewnością większe od Biblii w kościele. Wkrótce potem dotarli
| do prawie pustego pokoju, w którym stała stara szafa z dużym lustrem
| w drzwiach. Nie było tu nic więcej, jeśli nie liczyć stojącej
| na parapecie pustej butelki z niebieskiego szkła.
|
| - Tu nic nie ma! - stwierdził Piotr i wszyscy poszli dalej. Wszyscy
| - oprócz Łucji, która [...]"
|
| (No właśnie, co zrobiła Łucja? 2 punkty za wyczerpującą odpowiedź
| oraz po 1 punkcie za tytuł i autora - razem 4 punkty.)
|--<2.>--------------------------------------------------------------------
| "Z chwilą gdy kobieta dała znać M., żeby szedł za nią, tłum
| rozproszył się natychmiast. Zaprowadziła M. do chaty, w której stało
| malowane na czerwono łóżko, olbrzymia skrzynia do ziarna z wypalonej
| gliny, ozdobiona dziwacznym wypukłym deseniem, około pół tuzina
| miedzianych rondli, posążek bożka w niewielkiej niszy, a na ścianie
| prawdziwe lusterko, jedno z takich, które sprzedają podczas
| jarmarków.
| Dała mu duży kubek mleka i trochę chleba, a położywszy dłoń na jego
| głowie, patrzyła mu w oczy. Myślała, że to może naprawdę jej syn,
| którego tygrys porwał i uniósł w głąb dżungli, a który do niej
| wrócił, nazwała go przeto po imieniu:
|
| - Nathoo, Nathoo!
|
| Ale M. niczym nie zdradzał, że zna to imię.
| [...]
| M. czuł się nieswój, gdyż po raz pierwszy w życiu znalazł się pod
| dachem; dopiero spojrzawszy na słomianą strzechę, doszedł
| do przekonania, że będzie mógł zrobić w niej otwór, jeżeli się
| zechce wydostać, a zresztą i okno nie miało mocnych zamknięć.
| [...]
| W chwili udania się na spoczynek powstała trudność, gdyż M. za nic
| w świecie nie chciał spać uwięziony w chacie, która przypominała
| mu pułapkę na pantery, i gdy drzwi przymknięto, uciekł przez okno."
|
| (1 punkt za imię M., dodatkowe 2 punkty za imię kobiety. Razem
| 5 - a nawet 5,5 - pkt.)
|--<3.>--------------------------------------------------------------------
| "Nieraz już próbowałem wydostać się z szałasu, ale nie
| wiedziałem, jak to zrobić. Przez okno nawet pies by się nie
| przecisnął. Przez komin nie dałbym rady, taki był wąski. Drzwi były
| zbite z mocnych desek dębowych, a tatko jak odchodził, dobrze
| uważał, żeby nie zostawić w szałasie noża czy innego jakiegoś
| narzędzia. Myślę, że przeszukałem szałas najmniej ze sto razy;
| właściwie w nieobecności tatki zawsze to robiłem, bo mi przy tym
| zajęciu czas jakoś szybciej schodził. Ale teraz znalazłem coś
| wreszcie - starą i zardzewiałą piłę bez rączki; leżała wsunięta
| między krokiew a gonty dachu. Oczyściłem ją tłuszczem i wziąłem się
| do roboty. W głębi szałasu za stołem wisiała przybita do ściany
| derka końska, bo inaczej wiatr wdzierałby się przez szpary między
| belkami i gasiłby świecę. Wlazłem pod stół, podniosłem derkę
| i zabrałem się do wypiłowywania części grubej belki tuż nad ziemią
| - tak szeroko, żebym się mógł potem przecisnąć. Cóż, nielicha
| to była robota, ale już ją prawie kończyłem, kiedy w lesie rozległy
| się strzały. To tatko wracał do szałasu."
|
| (1 punkt za pełne imię i nazwisko narratora - razem 3 punkty.)
|--<4.>--------------------------------------------------------------------
| "We drzwiach triclinium pacholęta z włosami w złotych siatkach
| kładły wieńce z róź na głowy przybyłych, ostrzegając ich zarazem
| wedle zwyczaju, by przestępowali próg prawą nogą. W sali rozchodził
| się lekki zapach fiołków; światła płonęły w różnokolorowych szkłach
| aleksandryjskich. Przy ławach stały greckie dziewczątka, mające
| zwilżać woniami stopy gości. Pod ścianami cytrzyści i śpiewacy
| ateńscy czekali znaku swego chorowoda.
|
| Nakrycie stołu jaśniało przepychem, lecz przepych ów nie raził, nie
| ciążył nikomu i zdawał się sam przez się wykwitać. Wesołość
| i swoboda rozlewały się wraz z wonią fiołków po sali. Goście,
| wchodząc tu, czuli, że nie zawiśnie nad nimi ni przymus, ni groźba,
| jak to bywało u cezara, gdzie nie dość trafne pochwały śpiewu lub
| wierszy można było życiem przypłacić."
|
| (2 punkty za wyjaśnienie, czyj to dom i z jakiej okazji wyprawiono
| ucztę - razem 4 punkty.)
|--<5.>--------------------------------------------------------------------
| "Balkonem zwały się dwa pokoje na górze, przeznaczone
| na przysięgłe mieszkanie kawalerskie. Kawaler tam, na dole, nie był
| tolerowany na noc wcale.
|
| Jeśli na dole nocowały osobniki płci męskiej, to takie, które
| o swojej męskości same musiały mieć grube wątpliwości - rożne
| kanoniki, różne doktory łyse a dychawiczne, mecenasy i kauzyperdy
| trzy ćwierci do śmierci. Nocowały też tam godne małżeństwa, którym
| się słało najpompatyczniejsze atłasowe kołdry, opięte w holenderskie
| prześcieradła, stawiało ogromne świeczniki i kładło na umywalce
| mydło migdałowe w cynfolii.
|
| Cała męska reszta, bez względu na to, ile tego zjechało sztuk,
| lokowana była na balkonie.
|
| Lokum to było godne i wygodne. Okiennice były postrzelane jak sito
| rewolwerowymi kulami, na podłodze rozżarzonym pogrzebaczem
| powypalane inicjały i sentencje. Łoża były szerokie, jesionowe, piec
| rozsiadły jak się patrzy, okna małe, podzielone na szybki,
| do których cisnęły się jesienią dojrzałe gałęzie cukrówek
| - najwcześniejszych gruszek.
|
| Balkon miał jedną małą niewygodę, której inaczej niż zakamieniałą
| tradycją wytłumaczyć nie można: przedmiot nader w sypialni
| potrzebny, a nawet konieczny, był zawsze, bez względu na ilość
| nocujących, jeden. Ustawiany ceremonialnie na środku pokoju, nie
| mógł sprostać zapotrzebowaniom i stawał się zazdrośnie strzeżonym
| monopolem starszych panów.
| My, młodzież, musieliśmy w nagłych chwilach życiowych emigrować
| na zewnątrz, gdzie było bliżej do komina na dachu (nogę tylko przez
| balustradę przełożyć) niż na ziemię na dół."
|
| (Dodatkowe pytanie za 1 punkt - w jakim majątku mieścił się opisany
| "balkon"? Razem 3 punkty.)
|--<6.>--------------------------------------------------------------------
| "Mój dom to tylko stary domek kolejarski z salonem, sypialnią
| i kuchnią. Ale jest drewniany, a ściany w środku są z sosnowych
| desek. Dokładnie tak jak lubię. Nie cierpię gipsowych ścian.
| Są takie... och, nie wiem, jakieś takie zimne i nieprzyjemne.
|
| Przywiozłam z domu obraz dziewczyny na huśtawce, z zamkiem i takimi
| ładnymi niebieskimi banieczkami w tle, i chciałam go tu powiesić,
| ale pielegniarka powiedziała, że dziewczyna jest naga do pasa
| i że to nieprzyzwoite. Wiesz, mam ten obraz od pięćdziesięciu lat
| i nawet nie wiedziałam, że ona jest goła. Jeżeli chcesz znać moje
| zdanie, to nie wydaje mi się, by tutejsi mężczyźni mieli na tyle
| dobry wzrok, by dojrzeć, że ona ma gołe piersi. No, ale to dom
| metodystów, więc musiałam ją schować do szafy razem z kamieniami
| żółciowymi.
| Cieszę się, że wrócę do domu... Oczywiście jest tam straszny bajzel.
| Przez pewien czas nie mogłam zamiatać. Kiedyś rzuciłam szczotką
| w jakieś stare, skrzeczące sójki, które się biły i, wyobraź sobie,
| że szczotka utknęła na drzewie. Kiedy wrócę, musze znaleźć kogoś,
| kto mi ją zdejmie.
|
| W każdym razie tamtej nocy, kiedy syn pani Otis zabrał nas do domu
| ze świątecznej herbatki w kościele, zawiózł nas do torów kolejowych,
| tam, gdzie kiedyś była kawiarnia, a potem na Pierwszą Ulicę, koło
| starego domu Threadgoode'ów. Oczywiście prawie cały dom jest teraz
| pozabijany deskami i już się wali, ale kiedy jechaliśmy ulicą,
| światło reflektorów padło na okna w taki sposób, że przez minutkę
| dom wyglądał jak kiedyś, jakieś siedemdziesiąt lat temu, cały
| rozświetlony, pełen śmiechu i wrzawy. Prawie słyszałam ten śmiech
| i jak Essie Rue w saloniku bębni w pianino <<Buffalo Gal>>, <<Won't
| You Come Out Tonight>> albo <<The Big Rock Candy Mountain>>,
| i prawie widziałam, jak Idgie Threadgoode siedzi na wiśni, wyjąc jak
| pies za każdym razem, kiedy Essie Rue zaczyna śpiewać. Zawsze
| mówiła, że Essie Rue tak samo umie śpiewać, jak krowy tańczyć.
| Pewnie to przez tę przejażdżkę koło domu i tęsknotę wszystko zaczęło
| mi się przypominać..."
|
| (Dwa pytania za 2 punkty każde: jak miała na imię narratorka, oraz
| w jakiej miejscowości stał dom Threadgoode'ów? Razem 6 punktów.)
|--<7.>--------------------------------------------------------------------
| "Był tam ogród z sadami i klombami, a także mały czarny domek.
|
| Prowadziła do niego wąska ścieżka.
| [...]
| Z jakiegoś powodu R. oczekiwał, że ogród na platformie będzie pełen
| martwych kwiatów. Tymczasem był dobrze utrzymany i zadbany,
| najwyraźniej przez kogoś, kto potrafił dobierać kolory... pod
| warunkiem, że były to głęboki fiolet, czerń nocy albo biel całunu.
| Olbrzymie lilie perfumowały atmosferę. Pośrodku świeżo skoszonego
| trawnika stał zegar słoneczny z gnomonem.
| [...]
| R. przebiegł na palcach do drzwi naprzeciw i otworzył je ostrożnie.
| Odsłoniły kamienny korytarz, prowadzący do sporego przedpokoju.
| [...]
| Sam przedpokój...
|
| Nie chodziło nawet o to, że był wyraźnie większy, niż wydawał się
| z zewnątrz cały domek. [...] Nie szło o wystrój - w stylu Wczesnej
| Krypty, oparty głównie o czarne draperie.
|
| To zegar. Bardzo duży, zajmował miejsce pomiędzy krętymi liniami
| drewnianych schodów, rzeźbionych w przeczy, które normalni ludzie
| widują tylko po ciężkim seansie czegoś nielegalnego.
|
| Zegar miał bardzo długie wahadło i to wahadło kołysało się
| w powolnym tik-tak, od którego cierpły zęby... Było to bowiem takie
| posępne, irytujące tykanie, które chciało absolutnie wyraźnie dać
| człowiekowi do zrozumienia, że każdy tik i każdy tak odbiera
| mu kolejną sekundę życia. Ten dźwięk sugerował niezwykle
| przekonująco, że gdzieś w hipotetycznej klepsydrze znowu osypało się
| spod niego kilka ziarenek piasku."
|
| (Po jednym punkcie za odpowiedzi, kim był R. i do kogo należał
| domek? Razem 4 pkt.)
|--<8.>--------------------------------------------------------------------
| "Pokój ów miał ściany koloru zielonego, co z trudem można było
| dostrzec pod patyną lat. Był to pokój wąski, wysoki i umeblowany bez
| przekonania. Zawierał dwa tapczany, szafę trzydrzwiową, wielkie
| biurko, stół i dwa krzesła wyściełane - wszystko
| w charakterystycznym i cenionym przez znawców stylu lat
| pięćdziesiątych naszego stulecia.[...]
|
| [...]Mieszkanie miało kaflowe piece, do których węgiel trzeba było
| zdobywać podstępem i szantażem, po zdobyciu zsypywać do piwnicy,
| a następnie wnosić codziennie w kubełkach do mieszkania. Jednakże
| ten mankament był dla B. jedynie źródłem ukojenia i zachwytów. Czyż
| mogło istnieć bowiem coś rozkoszniejszego niż ciepły piec z pięknych
| starych kafli, do którego tak błogo przytulić się plecami w mroźny
| wieczór zimowy! Podobnie spaczone widzenie rzeczywistości
| przejawiali ci beznadziejnie nieżyciowi lokatorzy w odniesieniu
| do rozmamłanego i wiecznie grożącego wybuchem piecyka w łazience
| (który ich zdaniem był prześlicznym mosiężnym zabytkiem niemieckiej
| secesji), podłóg spróchniałych i wymagających ustawicznego
| pastowania (lecz jakże miło skrzypiących pod nogami), sufitów
| z kurzem osadzającym się złośliwie na gipsowych stiukach
| i girlandkach (ale cóż za rozkosz obudzić się rano i ujrzeć nad sobą
| coś tak różnego od stropów żelbetowych z rurami kanalizacyjnymi!)
| i tak dalej, i tak dalej. Dodatkowym mankamentem mieszkania była
| okoliczność, że remontowano je zapewne w latach dwudziestych.
|
| [...] Na całe szczęście, rodzina B. była tak umęczona
| spółdzielczo-osiedlowym betonem, że nowe mieszkanie podobało się
| wszystkim, nawet w obecnym stanie. Podobało się zresztą nawet osobom
| bardziej życiowo zaradnym, niż ci fantaści. Każdy, kto pobył w nim
| choćby pół godziny, wychodził pełen uznania dla jego przytulności,
| urody i nieokreślonego wdzięku, jakim oddychał tu każdy kąt. Nie
| zdawano sobie przy tym sprawy, że podobne cechy miałoby każde
| mieszkanie tej rodziny i że wrażenie przytulności nie rodziło się
| bynajmniej w umeblowaniu czy dywanach. Przytulnie było po prostu
| z tymi ludźmi - niezamożnymi, niezaradnymi i pozbawionymi siły
| przebicia. To dlatego goście u B. siedzieli zawsze dłużej, niż
| wypadało, a niejeden z nich zasiedział się i do późnej nocy, choć
| często jako jedyny poczęstunek wjeżdżała na stół herbata i chleb
| z dżemem."
|
| (To było łatwe, więc dodatkowo tylko 1 punkt - wymienić wszystkich
| B. Razem 3 punkty.)
|--<9.>--------------------------------------------------------------------
| "Mieszkali w starym dwupiętrowym domu, byłym magazynie,
| o scianach z surowych desek i dwuspadowym cynkowym dachu, na którym
| siadały sępy, wyglądając portowych odpadków. Został zbudowany
| w czasach, kiedy rzeka była na tyle żeglowna, iż barki, a nawet
| niektóre statki pełnomorskie zapuszczały się aż tutaj przez bagniska
| estuarium. Gdy Ibrahim Nasar przybył pod koniec wojen domowych
| z ostatnimi Arabami, morskie statki nie przypływały już wskutek
| zmiany nurtu, wobec czego magazyn stał bezużyteczny. Ibrahim Nasar
| kupił go niemal za darmo, planując założenie w nim sklepu
| z artykułami importowanymi, którego nigdy nie otworzył, i dopiero
| przed ślubem przerobił go na dom mieszkalny. Na parterze urządził
| salon do wszystkiego, w głębi dobudował stajnię dla czterech koni,
| służbówki i folwarczną kuchnię z oknami wychodzącymi na port, przez
| które o każdej porze wpadał fetor wód. W salonie pozostawił jedynie
| kręcone schody wyłowione po jakiejś katastrofie okrętowej.
| Na piętrze, gdzie przedtem mieściły się biura urzędu celnego,
| urządził dwa obszerne pokoje i pięć kajut dla gromady dzieci, które
| chciał mieć, a nad rosnącymi na placu drzewami migdałowymi zbudował
| balkon, gdzie Placida Linero siadywała w marcowe popołudnia, by tam
| znaleźć ulgę w swej samotności. Od frontu zachował główne drzwi
| i dorobił dwa wysokie okna z toczonymi gałkami. Pozostawił też tylne
| drzwi, podwyższając je nieco, tak by mieścił się w nich koń,
| zachował również część dawnego nabrzeża. Właśnie te drzwi były
| najczęściej używane, choć nie dlatego, iż były najprostszym wejściem
| do stajni i kuchni, lecz przede wszystkim dlatego, że bezpośrednio
| wychodziły na ulicę nowego portu, oszczędzając drogi przez plac.
| Główne drzwi, poza świątecznymi okazjami, zawsze były zamknięte
| i zaryglowane. Pomimo tego, właśnie od ich strony, a nie przy
| tylnych drzwiach, czekali na Santiago Nasara ludzie, którzy mieli
| go zabić, i właśnie nimi wyszedł Santiago Nasar na uroczystość
| powitania biskupa, aczkolwiek musiał okrążyc dom, żeby dojść
| do portu."
|
| (Pytanie dodatkowe za 3 punkty: co się stało, gdy Santiago Nasar
| wyszedł przez główne drzwi? Razem 5 pkt.)
|--<10.>-------------------------------------------------------------------
| "Budowa gniazda posuwa się w dobrym tempie. Oboje kręcą się przy
| nim całymi dniami. A. wolno pomagać w transporcie, ale nie ma prawa
| niczego układać w gnieździe. P. ma ściśle określoną koncepcję, jak
| co powinno być. A. podfruwa na górę ze strzępkiem szmatki,
| a P. zabiera mu go z dzióbka. Zdaje się, że A. ma tylko ogólną wizję
| budowy, a brak mu koncepcji.
| Kiedy zbliżam się, żeby zajrzeć do gniazda, P. nie podnosi alarmu
| i wydaje się bardzo z siebie dumna. Nie przeplata paseczków tkaniny,
| tylko nakłada je starannie jeden na drugi tak, że tworzą w końcu
| zwartą, konkretną fakturę. A. jest mniej zachwycony moim wścibstwem.
| Cały czas stoi na szczycie klatki, racząc mnie najgroźniejszym
| spojrzeniem, na jakie go stać. P. nadaje gniazdku kształt głębokiej
| studzienki, o obwodzie nieco mniejszym niż obwód jej klatki
| piersiowej i nieznacznym zwężeniu u szczytu. Wnętrze przypomina
| formę na mały wazonik. We wtorek wieczorem widzę, że praca
| skończona."
|
| (Pytanie dodatkowe za 1 punkt - kim są i jak się nazywają A. i P.?
| Razem 3 pkt.)
|--<11.>-------------------------------------------------------------------
| "Dom, w którym dawniej mieszkał Pohlmann, znajdował się
| po zburzonej stronie placu. Górne piętra zawaliły się i zasypały
| wejście. Wydawało się, że nikt tutaj nie mieszka. Graeber chciał już
| odejść, gdy nagle odkrył wąską wydeptaną ścieżkę przez rumowisko.
| Odgarnięta dróżka wiodła do tylnych drzwi, które się zachowały.
| Zastukał. Nikt nie odpowiedział. Zastukał ponownie. Po chwili
| usłyszał szmery. Zabrzęczał łańcuch i drzwi ostrożnie uchylono.
| Przez szparę wyjrzał jakiś stary człowiek.
| [...]
| Pohlmann tak się postarzał, ze trudno go było poznać. Graeber
| patrzył na niego w milczeniu. Doznawał wrażenia, że znalazł się
| w innym świecie. Sprawiała to nie tylko cisza i ta niezwykła,
| światłem naftowej lampy rozjaśniona izba, która po jaskrawym słońcu
| ulicy przypominała katakumby, było to jeszcze coś innego: brązowe
| i złocone rzędy książek stojących wzdłuż ścian, pulpit do czytania,
| staloryty z Weimaru i ów starzec o siwych włosach i pobrużdżonej
| twarzy, woskowej jak u człowieka przebywającego od lat w więzieniu.
| Pohlmann podchwycił spojrzenie Graebera.
| - Miałem szczęście. Uratowałem prawie wszystkie książki."
|
| (Pytanie dodatkowe za 2 punkty: kim był Pohlmann dla Graebera? Razem
| 4 pkt.)
|--<12.>-------------------------------------------------------------------
| "Pan Karol, oprócz willi, pieknej żony i kota, posiadał także
| dwa samochody, gosposię na stałe i jakiś tajemniczy, ogromny majątek
| w rozmaitej walucie. Majątek trzymał w domu, zabezpieczony w sposób
| nader przemyślny. W przeciwieństwie do pana Lenarczyka był zdania,
| iż przed złodziejami można i trzeba się chronić, zamontował sobie
| zatem liczne i skomplikowane zamki u drzwi, instalację alarmową oraz
| sejf w gabinecie, wbudowany w ścianę, ukryty za jakimiś półkami,
| otwierany za pomocą kombinacji liczbowej.
|
| Życie domowe zorganizowane było również z myślą o ochronie mienia.
| Pan Karol kategorycznie wymagał, żeby zawsze była w domu
| przynajmniej jedna osoba, wychodząc ze słusznego założenia,
| zę instalacja alarmowa tylko wówczas ma jakiś sens, kiedy ktoś
| ją może usłyszeć. [...] Ogród składał się z pięknego trawnika, kilku
| krzewów różanych i kilku srebrnych świerków. Jedyne wysokie drzewo,
| które kiedys rosło przy samej ścianie budynku, pan Karol
| z ostrożności kazał ściąć, likwidując w ten sposób ewentualną
| możliwość dostania się do wnętrza willi przez dach. Stworzył sobie
| bez mała twierdzę.
|
| Mankamentem był brak złego psa. Psa pan Karol musiał się wyrzec
| ze względu na Kasię. Kasia stanowiła przedmiot uwielbienia, treść
| życia i największe szczęście jego żony, żona zaś z kolei była
| treścią życia pana Karola. [...]
|
| Willa na Goszczyńskiego okazała się niedostępna. Przełażenie przez
| bramę od strony ulicy było wykluczone, latarnia świeciła jasno,
| wszyscy dokoła mieli doskonały widok na włamywaczy, z innych stron
| zaś najmniejszy nawet nacisk na ogrodzenie wywoływał w głębi domu
| jakieś straszne dźwięki. Wycie, brzęczenie i inne ostrzegawcze
| odgłosy. Niewątpliwie był to obiekt najbardziej atrakcyjny, ale też
| i najlepiej strzeżony. Siedząc za żywopłotem z lornetką, Baśka
| przeprowadziła rozpoznanie i upewniła się, że skarbiec pana domu
| znajduje się na parterze i ma postać sejfu, ukrytego za regałem
| z książkami. [...]
|
| Niedostepność willi z sejfem zirytowała ją tak, ze coraz gwałtowniej
| zaczęła domagać się napadu.[...]"
| (Dwa pytania dodatkowe: kim była Kasia i w jakich okolicznościach
| udało się obrabować niedostępną willę? Każda odpowiedź to 1 punkt,
| razem 4 pkt.)
|--<13.>-------------------------------------------------------------------
| "Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;
| Świeciły się z daleka pobielane ściany,
| Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni
| Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni.
| Dom mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi,
| I stodołę miał wielką, i przy niej trzy stogi
| Użątku, co pod strzechą zmieścić się nie może;
| [...]
| Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza,
| Że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza."
|
| (To proste, więc 2 punkty za podanie dwóch wersów poprzedzających
| cytat - opisujących okolicę, w której stoi tenże dom. Razem 4 pkt.)
|--<14.>-------------------------------------------------------------------
| "Gerald przymknął oczy i w ciszy leżących odłogiem pól poczuł,
| że znalazł wreszcie spokojną przystań. Tutaj, pod jego stopami
| wyrośnie dom z pobielanej cegły. Po drugiej stronie drogi staną nowe
| płoty, odgradzające pastwiska dla bydła i rasowych koni, a czerwone
| zbocza pagórków łagodnie spadające ku rzece będą lśniły w słońcu
| białością edredonu - porośnie je bawełna, całe mile bawełny![...]
|
| [...]Plantacja rozszerzała się stopniowo, bo Gerald skupywał
| pobliskie grunta i wreszcie nadszedł czas, gdy biały dom przerodził
| się z marzenia w rzeczywistość.
| Zbudowany został pracą niewolników; był niezgrabnym, rozłożystym
| budynkiem - stał na wzniesieniu, górującym nad zieloną ziemią
| pastewną, która dochodziła aż do rzeki. Gerald jednak był nim
| zachwycony, bo już, choć nowy, nosił na sobie patynę lat. Stare
| dęby, pod którymi przechodzili byli Indianie, ciasno otaczały dom
| i krzyżowały nad dachem swe gałęzie. Oczyszczony z chwastów trawnik
| zielenił się koniczyną i trawą bermudzką. Gerald pilnował osobiście,
| aby był należycie strzyżony. [...] Ilekroć Gerald skręcał kłusem
| w stronę domu i widział prześwitujący między gałęziami włąsny swój
| dach, serce jego napełniało się taką dumą, jak gdyby widział
| go po raz pierwszy.
|
| Bo wszystko to stworzył on sam - mały, porywczy Gerald."
|
| (Pytania dodatkowe każde za 1 punkt, bo proste - jak się nazywał ten
| dom, a właściwie ta posiadłość, oraz w jaki sposób Gerald wszedł
| w jej posiadanie? Razem 4 punkty.)
|--<15.>-------------------------------------------------------------------
| "Nazajutrz podobnie: gdy idziemy oglądać domek, nasz dom - Dory
| i mój - nie czuję się zupełnie jego panem. Wydaje mi się, ze ktoś
| pozwolił go zwiedzać, i wciąż czekam, aż zjawi się prawdziwy pan
| domu i powie, że rad jest mnie u siebie widzieć. A jaki to uroczy
| domek, w którym wszystko błyszczy nowością, kwiaty na dywanach zdają
| się być świeżutko zerwane, a listki na tapetach lśnią swą zielenią;
| niepokalanej białości muślinowe firanki ozdabiają okna,
| a na wieszadle wisi już ogrodowy kapelusz Dory z błękitnymi
| wstążkami (jakże cudnie było jej w tym kapeluszu, wówczas gdy się
| w niej zakochałem), pudło z gitara stoi w kącie, jak gsdyby w jej
| dawnym domu, i wszyscy potykają się o pagodę Jipa, o wiele za dużą
| w stosunku do reszty mebli."
|
| (Pytanie dodatkowe również za 1 punkt - kim jest Jip? Razem 3 pkt.)
|--<16.>-------------------------------------------------------------------
| "Powiesił ręcznik na suszarce, a dywanik kąpielowy przełożył
| przez brzeg wanny i posypał go gruboziarnistą solą, żeby zwrócił
| całą pochłoniętą wodę. Dywanik zaczął się ślinić, wypuszczając całe
| kiście banieczek mydlanych.
|
| Wyszedł z łazienki i udał się do kuchni, aby nadzorować ostatnie
| przygotowania do posiłku. [...]
|
| Korytarz prowadzący do kuchni był jasny i oszklony z obydwu stron,
| a z każdej świeciło jedno słonko, Colin lubił światło. Ze wszystkich
| możliwych miejsc wystawały krany ze starannie wyczyszczonego
| mosiądzu. Igraszki promieni słonecznych na kurkach dawały bajecznie
| piękne efekty. Kuchenne myszki lubiły tańczyć przy dźwiękach, jakie
| wydawało światło słoneczne padajac na krany, i uganiały się
| za małymi kuleczkami powstałymi z promyków, które rozpryskiwały się
| na posadzce jak strumyki żółtej rtęci. Przechodząc Colin pogłaskał
| jedną z myszy; miała bardzo długie czarne wąsy, była szara,
| szczupła, o cudownie błyszaczącym futerku. Kucharz doskonale
| je karmił, jednakże nie pozwalał, aby zbytnio utyły. Myszy nie
| hałasowały w ciągu dnia i bawiły się wyłącznie na korytarzu.
|
| Colin popchnął emaliowane drzwi kuchni. Kucharz Mikołaj czuwał nad
| swoją tablicą rozdzielczą. Siedział przed pulpitem, również
| emaliowanym na żółto, na którym znajdowały się zegary odpowiadające
| poszczególnym przyrządom kuchennym, ciągnącym się wzdłuż ścian.
| Wskazówka kuchenki elektrycznej, nastawionej na pieczoną indyczkę,
| wahała się między <<prawie>> a <<już>>. Wkrótce należało ją wyjąć."
|
| (Pytanie dodatkowe - za 2 punkty - jak miała na imię siostrzenica
| kucharza? Razem 4 pkt.)
|--<17.>-------------------------------------------------------------------
| "W lewo, w prawo, pod warkoczami brzóz, przez wieńce i bramy
| z kwitnącej czeremchy, aż zaczerniał wielki krzyż dębowy z figurą
| pod daszkiem i roztoczyła się szeroka polana, ścianą boru odcięta,
| a w jej głębi chata leśnych ludzi.
|
| Ściany złociły się patyną żywicznych bali, i, jak koronka, snuły się
| po nich pnące róże i wino. Niska, dostatnia, z podniesieniem
| wygodnym, ale jeszcze po zimowemu zawarta, ubezpieczona okiennicami.
|
| Przed nią był ogródek, otoczony płotem, <<wirydarzyk Żórawia>>,
| który tam hodował różne leśne kwiaty, starannie uzbierane
| i przesadzone, i lipa cieniła ją nieco od skwaru południa."
|
| (Pytanie dodatkowe za 3 punkty - jak brzmiały imiona pozostałych
| mieszkańców chaty?)
|--<18.>-------------------------------------------------------------------
| "Opowiem o krótkim postoju gdzieś w świecie. Zdarzyło się
| to w Argentynie, nieopodal Concordia, ale mogło się zdarzyć gdzie
| indziej: tajemnica jest elementem świata.
|
| Wylądowałem na polu i nie przypuszczałem, że czeka mnie
| czarodziejska bajka. [...]
|
| [...] za zakrętem wyłoniła się nagle kępka drzew w blasku księżyca,
| za drzewami - dom. Dziwny dom! Przysadzisty, masywny, niemal
| twierdza. Zamek jakby wyjęty z legendy, wystarczyło przejść przez
| bramę, aby znaleźć schronienie równie spokojne, pewne, bezpieczne
| jak klasztor.
| [...]
| Wszystko było tu bowiem zapuszczone, i to zapuszczone prześlicznie,
| na podobieństwo starego omszałego drzewa, nieco popękanego
| ze starości, na podobieństwo drewnianej ławki, na której zakochani
| siadują od wielu pokoleń. Boazerie były wytarte, okiennice stoczone
| przez korniki, krzesła połamane. Nie naprawiano tutaj niczego,
| pucowano natomiast wszystko żarliwie. Cały dom lśnił czystością.
| [...]
| Przeszliśmy do jadalni. Idąc z jednego pokoju do drugiego wdychałem
| unoszący się wszędzie jak kadzidło zapach starych księgozbiorów,
| który przekładam nad wszystkie aromaty świata. Szczególnie
| zachwyciło mnie przenoszenie lamp. Jak w najdawniejszych czasach
| mego dzieciństwa dźwigano z pokoju do pokoju prawdziwe ciężkie
| lampy, które rzucały na ściany przedziwne, drgające cienie.[...]
|
| Dziewczęta znów się zjawiły, równie tajemniczo i cicho, jak były
| znikły.[...]
|
| Dwie ciche wrózki tak uważnie śledziły każdy mój kęs, tak często
| łapałem ich ukradkowe spojrzenia, że wreszcie zaniemówiłem. Zapadła
| cisza i w tej ciszy coś syknęło cichutko na posadzce, zaszeleściło
| pod stołem, potem umilkło. Zaintrygowany, podniosłem oczy. Wówczas,
| zadowolona prawdopodobnie z wyników obserwacji, ale zdecydowana
| na ostatnią próbę, młodsza siostra, wbijając w kromkę chleba swoje
| młode, drapieżne zęby, wyjaśniła mi po prostu, z pogodnym uśmiechem
| obliczonym zresztą na oszołomienie barbarzyńcy, jeśli mimo wszystko
| nim byłem:[...]"
|
| (Jak brzmiało wyjaśnienie? 3 punkty, razem 5 pkt.)
|--<19.>-------------------------------------------------------------------
| "Pełne wielkich szaf, głębokich kanap, bladych luster
| i tandetnych palm sztucznych, mieszkanie nasze coraz bardziej
| popadało w stan zaniedbania wskutek opieszałości matki,
| przesiadującej w sklepie, i niedbalstwa smukłonogiej A., która, nie
| nadzorowana przez nikogo, spędzała dnie przed lustrami na rozwlekłej
| toalecie, zostawiając wszędzie jej ślady w postaci wyczesanych
| włosów, grzebieni, porzuconych pantofelków i gorsetów.
|
| Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów, gdyż nigdy
| nie pamiętano, ile z nich wynajęte było obcym lokatorom. Nieraz
| otwierano przypadkiem którąś z tych izb zapomnianych i znajdowaną
| ją pustą; lokator dawno się wyprowadził, a w nietkniętych
| od miesięcy szufladach dokonywano niespodzianych odkryć.
| W dolnych pokojach mieszkali subiekci i nieraz w nocy budziły nas
| ich jęki, wydawane pod wpływem zmory sennej. W zimie była jeszcze
| na dworze noc, gdy ojciec schodził do tych zimnych i ciemnych
| pokojów, płosząc przed sobą świecą stada cieni, ulatujacych bokami
| po podłodze i ścianach; szedł budzić ciężko chrapiących z twardego
| jak kamień snu."
|
| (Za 1 punkt - jak miała na imię i kim była A.? Razem 3 punkty.)
|--<20.>-------------------------------------------------------------------
| "[...] o, po trzykroć romantyczny mistrzu, czyż nie chcesz
| we dnie przechadzać się ze swoją przyjaciółką pod drzewami wiśni,
| które właśnie zaczynają okrywać się kwiatem, a wieczorami słuchać
| muzyki Schuberta? Czyż nie będzie ci miło pisać gęsim piórem przy
| świecach? Czyż nie chcesz jak Faust zasiąść nad retortą i żywić
| nadzieję, ze uda ci się stworzyć nowego homunculusa? Tam, tylko tam!
| Tam czeka już na was dom i stary sługa, goreją świece, które wkrótce
| pogasną, ponieważ już niebawem powitacie świt.[...]
|
| [...]Popatrz, oto jest już przed tobą twój wieczysty dom, który
| otrzymałeś w nagrodę. Widzę już okno weneckie i dzikie wino, które
| wspina się aż po sam dach. Oto twój dom, oto twój wieczysty
| dom.[...]"
|
| (Pytanie dodatkowe za 2 punkty - kto to mówi? Razem 4 pkt.)
|--<KONIEC>----------------------------------------------------------------
Miłej zabawy i powodzenia!
--
Godryk / S.M.O.K. prfs-f / god...@sf-f.pl / Tomek Marcinkowski
______________________________________________________________
>>> [ trwałość ] <<<
>>> [ czym jest na świecie trwałość ] <<<
Godryk
Apr 1, 2004, 9:36:59 PM
Wszyscy, którzy wyślą dziś odpowiedzi, dostaną o połowę więcej
punktów.
BTW, nie wiem, czy ktoś już tu napisał: Zysk obniżył dziś ceny
w księgarni internetowej. Każda książka jest przeceniona o 50%
- a niektóre nawet bardziej. Ja w każdym razie idę kupować.
--
Godryk / S.M.O.K. prfs-f / god...@sf-f.pl / Tomek Marcinkowski
______________________________________________________________
>>> [ Pytania są tendencyjne! ] <<<
Godryk
Apr 5, 2004, 6:45:05 AM
Na wstępie zaznaczam, ze primaaprilisowa promocja była żartem, mającym
na celu ożywienie atmosfery i przypomnienie o konkursie. Kilka osób
dzięki niej odpowiedzi wysłało, więc swoje zadanie spełniła.
A oto lista prawidłowych odpowiedzi:
1. C. S. Lewis "Lew, czarownica i stara szafa" (tłum. Andrzej
Polkowski). Łucja weszła do szafy, zdziwiła się, że ta szafa jest
tak głęboka, zaczęła szukać jej dna i tak trafiła do Narnii.
W wyczerpującej odpowiedzi trzeba było podać, ze weszła do szafy
i że odkryła Narnię. Pytanie, jak widać, proste - dwanaście
odpowiedzi, trafność (wśród tych, którzy odpowiedzieli) - 91%.
Za wyjątkowo wyczerpujące streszczenie Chabala otrzymuje dodatkowe
pół punktu.
2. Rudyard Kipling "Księga dżungli", dokładniej - "Hejże na tygrysa"
(tłum. Józef Czekalski). Mowgli i Messua. Że M. to Mowgli,
odpowiedziało szesnaście osób. Messuę znały 2 osoby. Trafność - 65%.
3. Mark Twain "Przygody Hucka" (tłum. Krystyna Tarnowska).
Huckelberry Finn. Na to pytanie odpowiedziało pięć osób, trafność
- 67%.
4. Henryk Sienkiewicz, "Quo vadis". Dom Petroniusza i jego uczta
pożegnalna. Niektórych myliły Greczynki ( ;-) ), inni typowali ucztę
weselną. Odpowiedziało piętnaście osób, trafność - 83%.
5. Melchior Wańkowicz "Szczenięce lata". Dwór w Nowotrzebach.
To było drugie z kolei pytanie, jeśli chodzi o trudność. Tylko trzy
osoby zaryzykowały odpowiedź, z czego dwie trafiły. Ale wyłącznie
w nazwisko autora. Trafność - 22%. A to naoczne świadectwo miejsc
i zdarzeń, sięgających korzeniami sarmackiej Rusi i Litwy, podane
z właściwym Wańkowiczowi humorem...
6. Fannie Flagg, "Smażone zielone pomidory" (tłum. Aldona Biała).
Ninny, czyli Virginia, i Whistle Stop. Tu było nieźle. Spośród
siedmiorga odpowiadających tytuł i nazwisko autorki znali wszyscy,
dwie osoby wiedziały, gdzie stał dom. Dwie osoby podały jako imię
Cleo (co wyceniałem na pół punktu, bo Amerykanie miewali zwyczaj
przedstawiać żonę imieniem męża). Jedna osoba pamiętała, że Ninny.
Przepraszam - używając określenia "narratorka" miałem na myśli osobę
snującą opowieść, nie trzecioosobowego narratora powieści jako
takiej. Trafność - 58%. Urok opowieści - 150%.
7. Terry Pratchett, "Blask fantastyczny" (tłum. Piotr W. Cholewa).
Rincewind i domek Śmierci. To było podchwytliwe, bo nie wszyscy
pamiętają, że Rincewind dociera za Dwukwiatem aż do domku Śmierci,
gdzie wita go Ysabell. Dziewięć odpowiedzi, trafność - 76%.
8. Małgorzata Musierowicz, "Kwiat kalafiora". Mama Emilia (Mila),
tata Ignacy, córki - Gabrysia, Ida, Patrycja (Pulpecja) i Natalia
(Nutria). Trzynaście odpowiedzi, trafność - 78%. Dodatkowe brawa
i pół punktu dla Srebrnej za wymienienie _wszystkich_ Borejków i ich
latorośli.
9. Gabriel Garcia Marquez "Kronika zapowiedzianej śmierci" (tłum.
Carlos Marrodan Casas). Gdy wyszedł, nic się nie stało. Mordercy
poczekali, aż pójdzie na nabrzeże, popatrzy na przepływający statek
biskupa i wróci. Zabili go dopiero, gdy chciał wejść. Więc
za odpowiedź 'zabili go' można było dostać 1 punkt; dodatkowy punkt
za określenie kto i za co. W sumie 12 odpowiedzi, trafność - 48%.
Lekko oniryczne klimaty Marqueza, jak zawsze. Kryminalna historia
jest pretekstem - tak naprawdę chodzi o zrozumienie, dlaczego się
to stało...
10. Wiliam Wharton "Ptasiek" (tłum. Jolanta Kozak). Kanarki Alfonso
i Ptasia. To też nie było łatwe - mało kto pamiętał imiona
i gatunek. Osiem odpowiedzi, trafność - 40%. A przecież tyle osób
czytało Ptaśka...
11. Erich Maria Remarque "Czas życia i czas śmierci" (tłum. Juliusz
Stroynowski). Nauczycielem historii i religii. Jedno
z najtrudniejszych pytań - cztery odpowiedzi, trafność - 59%.
Boleśnie prawdziwa i smutna książka. Jak zwykle u Remarque'a, ale
tu - bardziej...
12. Joanna Chmielewska "Upiorny legat". Kasia była kotką perską.
Willa stanęła otworem, gdy Kasia weszła na drzewo i nie umiała sama
zejść, a domownicy pojechali na ratunek, zostawiając pusty dom
i otwarte drzwi. Trzynaście osób odpowiedziało, trafność - 76%.
13. Adam Mickiewicz "Pan Tadeusz" - "Śród takich pól przed laty, nad
brzegiem ruczaju, / Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju"...
Odpowiedzieli wszyscy, siedem osób podało poprawny cytat. A jeden
znawca podał - zamiast dwóch wersów określających lokalizację
- wszystkie opuszczone wersy, więc choć nie o to chodziło, dostał
dodatkowy punkt na pocieszenie.
14. Margaret Mitchell "Przeminęło z wiatrem" (tłum. Celina
Wieniewska). Oczywiście, Tara. I oczywiście, wygrał w karty. Pięć
osób odpowiedziało, trafność - 75%. Mitchell stworzyła antypatyczną
główną bohaterkę - upartą egoistkę, żądną bogactwa i gotową zrobić
prawie wszystko dla osiągnięcia celu - która okazała się ulubienicą
tłumów i przykładem wytrwałości dla paru pokoleń czytelniczek. :-)
15. Charles Dickens "Dawid Copperfield" (tłum. Karolina Beylin).
Pudlem Dory. Że psem, pisali prawie wszyscy z siedmiorga
odpowiadających, trafność - 67%.
16. Boris Vian "Piana złudzeń" (tłum. Marek Puszczewicz). Aliza.
bardzo trudne pytanie, ale trzy osoby próbowały. Imienia nie
pamiętał nikt. Trafność - 25%. Zaspojluję, że to surrealistyczny
pierwowzór "Ybir Fgbel". Pełna ciepła, choć smutna baśń o przyjaźni
i miłości.
17. Maria Rodziewiczówna "Lato leśnych ludzi". Rosomak, Pantera
i Coto, później nazwany Orlikiem. Odpowiedziało dziesięć osób, ale
tylko jedna pamietała o Coto (a tylko cztery próbowały podać
przezwiska mieszkańców). Trafność - 54%.
18. Antoine de Saint-Exupery "Ziemia, planeta ludzi" (tłum.
W i Z. Bieńkowscy). "To żmije". Jeden z najpiękniejszych fragmentów
przepięknej książki. Nikt nie trafił, dwie osoby próbowały, ale
zmyliła je Argentyna. A to wspomnienie z czasów, gdy Exupery latał
z pocztą po Ameryce Południowej...
19. Bruno Schulz "Sklepy cynamonowe". Adela, służąca. Trzy całkiem
niezłe odpowiedzi, trafność - 83%. Plastyczność i dynamika opisów
powala na kolana już czwarte pokolenie czytelników...
20. Michaił Bułhakow "Mistrz i Małgorzata" (tłum. Irena Lewandowska,
Witold Dąbrowski). Tu był haczyk - pierwszy fragment wypowiada
Woland, drugi - Małgorzata. Tylko Michał Jankowski się na tym poznał
(i wysłał poprawkę). Osiem odpowiedzi, jedno całkowite pudło,
Wolanda pamiętało 7 osób. Trafność - 69%. Tej książki chyba nie muszę
reklamować.
A oto wyniki. W nawiasach liczba punktów po uwzględnieniu
primaaprilisowej promocji.
1. Michał Jankowski 61,0 (91,00)
2. Andrzej Kałwa 46,0
3. Chabala 40,5 (60,75)
4. glubelek 35,0
5. ISIA 29,5
6. Zuzanka 29,0 (43,50)
7. Srebrna 26,0
8. Anita Korzeniowska 24,5
9. Szymon Sokół 23,0
10. Mirosław Chojnacki 23,0 (34,50)
11. Yola 21,0
12. Wojciech Setlak 21,0
13. Tomasz Konatkowski 19,5
14. Woly 17,0
15. Sigurd 16,0
16. Aga B. 16,0
17. Monikas 15,0 (22,50)
Jeśli gdzieś się pomyliłem, coś pominąłem - bardzo proszę
o reklamacje. Ale żadna reklamacja nie jest w stanie zmienić faktu,
że zwycięzcą jest Michał Jankowski i że jemu przypada zaszczyt
organizacji następnego konkursu.
Konkurs nie był łatwy - ale bardzo trudny chyba też nie? Starałem
się wybrać książki - lub cykle - ciekawe. Większość z wykorzystanych
książek to czołówka moich ulubionych. Będę szczęśliwy, jeśli dzięki
temu konkursowi ktoś inny oceni je równie wysoko...
Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom za udział. I za odwagę.
Szczególne gratulacje, jeśli chodzi o odwagę, składam Andrzejowi
Kałwie, Zuzance, Tomkowi Konatkowskiemu i Wojtkowi Setlakowi.
Bo strzelali. I nawet czasem trafiali... :-)
--
Godryk / S.M.O.K. prfs-f / god...@sf-f.pl / Tomek Marcinkowski
______________________________________________________________
>>> [ spisane będą czyny i rozmowy ] <<<