[Konkurs] Jajo
Czajka
Sep 30, 2008, 9:20:07 PM
Jajo
Miałam właśnie już nie robić konkursów, zwłaszcza nielegalnych, kiedy nagle
przeczytałam w książce prześliczny fragment o jaju i pomyślałam sobie, że
mogę Was zapytać, co czytam. Kiedy sobie przypomniałam, że przecież ja wiem,
co czytam, było za późno, bo okazało się, że miałam już przygotowanych dużo
fragmentów z jajami.

Najwyraźniej jaj w literaturze jest dużo i pełnią w niej liczne i różnorodne
role od walecznych po miłosne.

Skoro więc jajo u płota, zapraszam na poniższy nabiał zagadkowy, pytań
dodatkowych nie ma, podanie prawidłowego autora jeden punkt i podanie tytułu
jeden punkt.

Odpowiedzi można umieszczać na piśmie i wtedy proszę adresować:

czajka...@tlen.pl

można też zgadywać w umyśle, ale wtedy nie ma punktu, chyba że po znajomości
i za dodatkową opłatą. Termin, powiedzmy, do piątego października, czyli
niedzieli, do godziny dwudziestej czwartej w nocy, jeżeli ktoś jeszcze nie
śpi. I co to ja jeszcze miałam? A, konkursów już nie robić. Ale jaja.


1.

- On rzuca w krasnala - wyjawił posępnie. - Wątrobą.

- Hę?!...

- A jak nie wątrobą, to jajami. Albo pomidorem.

- W krasnala?


2.

Używać jedynie można

Czosnek z Megary, na poły

Pomieszany z pachnącymi zioły.

Do tego dodać należy

Jaj, mindu i szyszek sosny.

Będzie z tego pożyteczny

I smaczny napój miłosny.


3.

– Żebyście waćpaństwo wiedzieli, ile kul leży na majdanie, to przechodzi
imaginację! Nie przejdziesz, żebyś się nie potknął.

– Widziałem i ja to – odrzekł Iks – bom też wstawszy przeszedł się kęs po
obozie. Przez dwa lata kury w całym powiecie lwowskim tyle jaj nie nanoszą.
Ej, żeby to tak były jaja, dopiero byśmy używali na jajecznicy! A trzeba
waćpanom wiedzieć, że ja za miskę jajecznicy największy specjał oddam.
Żołnierska we mnie natura, tak jak i w was. Zjem chętnie co dobrego, byle
dużo. Dlatego też i do bitwy skorszy jestem od dzisiejszych młodzików
piecuchów, co to niecułki ulęgałek nie zje, żeby się zaraz za żywot nie
trzymał.


4.

Jedzenie było dobre i naprawdę urozmaicone. Wydaje mi się, że przeważała
tendencja do zbyt długiego karmienia małych dzieci mlekiem i skrobią, ale ja
sama od wczesnych lat znałam smak steku z kolacji przynoszonej na górę Niani
i mało wypieczony rostbef należał do ulubionych przeze mnie potraw.
Konsumowano też całe góry devonshirskiej śmietany, która, jak mawiała mama,
jest o wiele smaczniejsza od tranu. Czasem jadło się ją na chlebie, a czasem
łyżką. Niestety! Dzisiaj w Devonshire nie uświadczysz prawdziwej
devonshirskiej śmietany - w każdym razie takiej jak dawniej bywała - zebranej
warstwami z mleka, podgrzanej, z żółtym kożuszkiem na wierzchu i w
porcelanowej fasce. Nie ma wątpliwości, że najulubieńszym moim przysmakiem
była i jest, i zapewne zawsze będzie, właśnie śmietana.

Mama, która dbała o różnorodność jedzenia, podobnie jak we wszystkim innym,
ulegała od czasu do czasu nowym maniom. W pewnym okresie liczyła się
zasada: „jajko jest bardziej pożywne". Zgodnie z nią jedliśmy jajka
praktycznie biorąc przy każdym posiłku, dopóki nie zbuntował się przeciw nim
ojciec. Potem nastał okres rybny, kiedy żyliśmy solą i witlinkiem, bo miały
świetnie wpływać na nasze mózgi. Jednakże po wypróbowaniu rozmaitych diet
mama powracała do normalnej kuchni; zupełnie tak samo, jak ciągając ojca
przez teozofię, Kościół unitariański, niemal wstępując w szeregi katolików,
przez flirt z buddyzmem, wróciła w końcu potulnie na łono Kościoła
anglikańskiego.


5.

- Czy umiesz znosić jaja?
- Nie!
- A więc przynajmniej stul buzię!
A kot powiedział:

- Czy umiesz się nastroszyć, miauczeć i sypać iskry?
- Nie!
- A więc zachowaj swoje zdanie dla siebie, kiedy rozsądni ludzie mówią!
Iksiątko siedziało w kącie i smuciło się. Wtedy myślało o świeżym powietrzu,
o słońcu i poczuło gwałtowną chęć pływania po wodzie. Aż wreszcie nie mogło
się powstrzymać, aby nie powiedzieć tego kwoce.
- Co ci przyszło do głowy? Nie masz nic do roboty i dlatego kaprysisz.
Składaj jaja albo mrucz, to ci przejdzie.


6.

- Jesteście Turkami - rzekłam - urodzonymi w Morei?

- Bynajmniej - odpowiedział ten, który dotąd się jeszcze nie był odezwał -
nie jesteśmy wcale Turkami, ale Grekami, rodem z Sparty i wylęgłymi z jednego
jaja.

- Z jednego jaja?

- Ach, boska Rebeko - przerwał drugi - możesz-że tak długo nas nie poznawać?
Jestem Polluks, to zaś mój brat.

Strach ścisnął mnie za gardło. Poskoczyłam z krzesła i schroniłam się do kąta
izby. Mniemane bliźnięta przybrały kształty zwierciadlane, roztoczyły
skrzydła i poczułam, że unoszą mnie w powietrze, ale szczęśliwym natchnieniem
wymówiłam święte słowo, które ja i mój brat jedni tylko znamy spomiędzy
wszystkich kabalistów. Natychmiast zostałam strącona na ziemię. Upadek ten
pozbawił mnie zmysłów i twoje dopiero starania mi je powróciły. Głos
wewnętrzny przekonywa mnie, że nic nie straciłam z tego, com powinna była
zachować, ale zmęczona jestem tymi wszystkimi nadzwyczajnymi zjawiskami.


7.

Tymczasem wszakże jeść mu się zachciało okrutnie. Patrzy, upatruje, czym by
się posilił, aż widzi: leży coś we mchu. A była to ta sama górka, na której
Iks kraje świata rysował i drogę do wiosny mierzył. Patrzy Igrek, a tu coś
okrągłego leży. Myśli: "Jaje!" A była to owa kula ziemska, z wapna przez męża
uczonego sporządzona. "Osobliwsze jakoweś jaje! - myśli Igrek. - Krety poryły
czy co?" Tłucze: wapno! Tego już mu było zanadto, więc z gniewu na mchu się
wyciągnął, głowę ręką podparł i zasnął.


8.

- A te czekoladki wylatują nad pola i miasteczka. Spadają jak z nieba, kiedy
dzwony dzwonią. Niektóre uderzają w ziemię i rozlatują się na kawałki. Ale
dzieci robią gniazdka, wieszają je wysoko na drzewach, żeby do nich "Wpadały
jajka i kury, i króliki czekoladowe pralinki, i quimauves z migdałami...

Jeannot odwrócił się do mnie, ożywiony, uśmiechając się coraz szerzej.

- Fajne!

- To jest historyczne wytłumaczenie, dlaczego dostaje się czekoladę na
Wielkanoc.

Z czcią nieomal i zarazem ostro, bo z nagłą pewnością, powiedział:

- Niech pani to zrobi! Proszę, niech pani to zrobi. Odwracam się, żeby
obtoczyć trufle w kakao.


9.

Wiedział on o rozprawach żołnierzy w szynkowniach, a w tej chwili zrozumiał,
że stała się jakaś przykrość następcy tronu, którego wojsko ubóstwiało. Gdy
więc dosięgnął stojącej nad brzegiem garstki zbrojnych, przybrał minę bardzo
zagniewaną i wściekle machając rękoma zawołał:

- Waleczni żołnierze greccy!... - parszywe psy, oby was trąd stoczył...
Jeżeli od tej pory którykolwiek Grek wymówi w szynku imię następcy tronu,
rozbiję mu dzban o łeb, a skorupy wpakuję do gardła i - won z pułku!...

Będziesz jeden z drugim świnie pasł u egipskiego chłopa, a w twoim hełmie
kury będą składały jaja. Taki los czeka głupich żołdaków, którzy nie umieją
powściągać swego języka. A teraz - lewo - w tył - zwrot! - i marsz na czółno
bodaj was mór pobił! Żołnierz jego świątobliwości powinien przede wszystkim
pić za zdrowie faraona i pomyślność dostojnego (…). Oby żyli wiecznie!...

- Niech żyją wiecznie!... - powtórzyli żołnierze.


10.

Ten ptak obmyśla rzecz następującą, jak oni opowiadają, ale ja nie mogę w to
uwierzyć. Nadlatując z Arabii, przynosi swego ojca, spowitego w mirrę, do
świątyni Heliosa i tam go grzebie. Przynosi zaś w ten sposób: Naprzód lepi z
mirry jajo tak wielkie, jakie zdoła unieść, potem próbuje je nieść, a po
dokonanej próbie wydrąża jajo i wkłada w nie swego ojca, po czym inną mirrą
zalepia to miejsce jaja, gdzie je wydrążył i włożył ojca; gdy ojciec tam
spocznie, jest jajo tak samo ciężkie jak przedtem. Zalepiwszy więc jajo,
zanosi ojca do Egiptu
do świątyni Heliosa. To więc, jak opowiadają, ptak ten czyni.


11.

Ojciec Mróz poruszył palcem.

Rapier-stalaktyt przemarza przez ziemię, pozostawiając za sobą na powierzchni
mierzłota ścieg kruszonu posoplowego.

W, potem B symetryczne, potem C jak pół skorupki jajka, potem Z dwóch szron-
zygzaków złożone...

Trwa to minuty i minuty.

W B C Z J M Y W N I E M I

Sięga się na czysty śnieg krok dalej.

DLACZEGO

Ojciec patrzy.

J A J A J A J A J A J A J A


12.

Na jedenaście tysięcy liczą ludzi, którzy różnymi czasy woleli śmierć ponieść
aniżeli poddać się prawu tłuczenia jaj z cieńszego końca.


13.

Wierzę, iż są na świecie potwory zrodzone z ludzkich istot. Niektóre widuje
się czasem, pokraczne, przerażające, o ogromnych głowach lub drobnych
ciałkach; jedne rodzą się bez rąk, bez nóg, inne z trzema rękami, jeszcze
inne z ogonem albo ustami w najdziwniejszych miejscach. Są to przypadki i nie
wynikają z niczyjej winy, jak niegdyś mniemano. Za dawnych czasów ludzie
dopatrywali się w tym wiadomej kary za ukryte grzechy.

Ale podobnie jak istnieją potwory fizyczne, czy nie mogą narodzić się potwory
umysłowe albo psychiczne? Twarz i ciało mogą być doskonałe, lecz jeśli
wykoślawiony gen lub zdeformowane jajeczko może wytworzyć fizycznego potwora,
to czyż ten sam proces nie może wytworzyć zdeformowanej duszy?


14.

Nie miał żadnych mistycznych wyobrażeń na temat żółwi, chociaż od wielu lat
pływał w łodziach żółwiowych. Współczuł im wszystkim, nawet tym olbrzymom,
które były długie jak czółno i ważyły tonę. Większość ludzi nie ma serca do
żółwi, ponieważ serce żółwia zwykło bić godzinami, kiedy już rozcięto i
wypatroszono zwierzę. Ale stary myślał: "I ja też mam takie serce, a nasze
ręce i nogi są do siebie podobne". Zjadał białe jaja żółwie, żeby się
wzmocnić. Jadł je przez cały maj, aby we wrześniu i październiku mieć dosyć
sił na prawdziwie wielkie ryby.


15.

Podobna historia zdarzyła się z innym wynalazkiem. Kroiliśmy ugotowane
ziemniaki do jakiejś sałatki. Były lepkie i mokre, więc szło nam bardzo
opornie. Wpadłem na pomysł, że można by włożyć w ramkę kilka noży, równolegle
do siebie, i za jednym zamachem pokrajać całego ziemniaka. Zastanawiałem się
nad tym przez długi czas, aż wreszcie wymyśliłem układ równoległych drucików
w ramce.

Poszedłem do sklepu żelaznego, żeby kupić noże albo druty i zobaczyłem
dokładnie takie urządzenie, o jakie mi chodziło: do krajania jajek. Następnym
razem, gdy robiliśmy sałatkę ziemniaczaną, wyjąłem moją krajarkę do jajek,
błyskawicznie poszatkowałem ziemniaki i odniosłem szefowi kuchni. Szefem
kuchni był Niemiec, wielki dryblas i straszny despota. Wypadł z kuchni cały
czerwony, żyły na szyi powychodziły mu na wierzch z wściekłości.

- Co mi tu dajesz za ziemniaki? - mówi. - Czemu nie są pokrajane?

Były pokrajane, ale pozlepiały się.

- Jak mam je porozdzielać? - pyta.

- Niech pan je włoży do wody - podpowiadam.

- DO WODY? CHRRRRRRRRRR!


16.

Ogłuszony ciosem Iks przyglądał się bezmyślnie piastowanej w ręku słuchawce
telefonicznej. - Słuchajcie, on się chyba rzeczywiście czymś zatruł -
powiedziała siedząca naprzeciwko niego Igreka. - Popatrzcie, jaki blady.
Pozostali dwaj odwrócili się w kierunku Iksa z umiarkowanym zainteresowaniem.
Służbowe sprawy niejednokrotnie wywoływały bladość na licach zaangażowanych w
nie osób i zdziwienie wzbudziłoby raczej, gdyby Iks kwitł rumieńcem. - Jak
się nawet zatruł, to chyba czymś, co najgorzej wpływa na umysł - powiedział
J., przyglądając mu się krytycznie. - Przyznaj się, gdzieś się wczoraj tak
zalał? Wyglądasz już nawet nie na kaca, ale na delirium. - Może się nie
zalał, może jadł nieświeże jajka - powiedział łagodnie K. - To podobno
powoduje otępienie umysłowe.


17.

Osobiście wolę tę rzymską, niczego nie pomijającą dokładność niż metodę
Homera i w ogóle Greków, albowiem zaczynają oni od razu od środka, a później,
zależnie od tego, co im strzeli do głowy, cofają się lub wybiegają naprzód.
Nieraz przychodziło mi na myśl, aby dla tych współrodaków, którzy nie mają
szczęścia znać języka greckiego, napisać łacińską prozą historię trojańską.

Zacząłbym od jajka, z którego wykluła się Helena, a skończyłbym na jabłkach
podanych na deser podczas uczty wyprawionej przez Odyseusza po powrocie do
domu i pokonaniu zalotników. Wypadki, pomijane przez Homera lub zbywane kilku
słowami, uzupełniłbym naturalnie według późniejszych poetów lub wcześniej
żyjącego Daresa. Opowiadanie jego, choć pełne poetyckiej fantazji wydaje mi
się wiarygodniejsze niż Homera. Dares bowiem brał osobiście udział w wojnie
najpierw po stronie trojańskiej, a następnie greckiej.


18.

– Poeta Hoha śnił kiedyś, że jest motylem, a potem obudził się i
powiedział: „Czy jestem człowiekiem, który śnił, że jest motylem, czy może
motylem, który śni, że jest człowiekiem?" – rzekł Lobsang, próbując nadążyć.

– Naprawdę? – spytała z ożywieniem Iksa. – I czym był?

– Kto to wie...

– A jak pisał swoje wiersze?

– Pędzelkiem, oczywiście.

– Nie trzepotał, wykonując bogate w informację figury w powietrzu albo
składając jajeczka na liściach kapusty?

– Nikt nigdy o tym nie wspominał.


19.

Ale nie mogę wstrzymać się od śmiechu,
Kiedy przypomnę sobie, jak to ona
Przestała krzyczeć i odpowiedziała:
"Tak". Miała jednak guz jak kurze jaje,
Siniec porządny i płakała gorzko;
Ale gdy mąż mój rzekł: "Plackiem dziś padasz,
A jak dorośniesz, to na wznak upadniesz,
Nieprawdaż, Iksiu?", tak i niebożątko
Zaraz ucichło i odrzekło: "tak"


20.

Mój zegarek przez to jest jeszcze taki fajny, że ma dużą wskazówkę, która
kręci się szybciej niż dwie mniejsze - na tamte trzeba długo i uważnie
patrzeć, żeby zauważyć, że i one się poruszają. Zapytałem mamy, do czego
służy duża wskazówka, a mama powiedziała, że to bardzo praktyczne, bo
wiadomo, kiedy wyjmować z wody jajka, żeby były na miękko.

Szkoda, że o 7.32, kiedy usiedliśmy do stołu, mama i ja, nie było jajek na
miękko. Jadłem i cały czas patrzyłem na mój zegarek i mama powiedziała, żebym
się pospieszył, bo zupa ostygnie; skończyłem więc zupę, a duża wskazówka
przez ten czas obróciła się na zegarku dwa razy i jeszcze kawałek. O 7.51
mama przyniosła fajne ciasto, które zostało z obiadu. Wstaliśmy od stołu o
7.58. Mama pozwoliła mi pobawić się trochę - przykładałem ucho do zegarka,
żeby usłyszeć tik-tak; a potem o 8.15 mama powiedziała, żebym poszedł spać.
Byłem taki zadowolony, jak wtedy, kiedy dostałem wieczne pióro, które
wszędzie robiło plamy. Chciałem spać z zegarkiem na ręku, ale mama
powiedziała, że to nie jest dobre dla zegarka, położyłem go więc na nocnym
stoliku, tak, że mogłem go widzieć, kiedy leżałem na boku, i mama zgasiła
światło o 8.38.


21.

Potem Alicja rozstawała się z młodym inżynierem i wracała do siebie. Czasami
zabierała Cypriana do zagrody, w której hodowała małe stadko strusi; zagroda
ta położona była u stóp wzgórza, na którym stał dom Johna Watkinsa.
Dziewczyna lubiła te dziwaczne ptaki o małej, białej główce wznoszącej się
nad czarnym tułowiem, o grubych, sztywnych nogach, z kępami żółtawych piór
przy skrzydłach i ogonie; już od roku czy dwóch zajmowała się hodowlą tych
szczudłonogich olbrzymów. Bawiło ją, gdy samice, wysiedziawszy swoje
olbrzymie jaja, z całą gromadą piskląt przybiegały do jedzenia, zupełnie
jakby to były kury lub indyki. Cyprian przychodził tu z nią czasami i lubił
głaskać jednego z najładniejszych strusi z czarną głową i złotymi oczyma,
owego ulubionego Dadę, który właśnie połknął kulę z kości słoniowej, używaną
przez Alicję do cerowania pończoch.


22.

Michał nie wiedział, jak wyrazić to, co czuł. Wy­dawało mu się, że ten, kto
kocha, bezustannie daje. Obdarowywał ją więc niespodziankami, wyszukiwał dla
niej w rzece błyszczące kamienie, wycinał fujarki z wierzby, robił wydmuszki
z jajek, składał ptaki z pa­pieru, kupował w Kielcach zabawki - robił to, co
mogło spodobać się małej dziewczynce. Ale przede wszystkim zależało mu na
rzeczach wielkich, takich, które są trwałe, a przy tym piękne, takich, z
którymi obcuje bardziej czas niż człowiek. Te rzeczy miałyby zatrzymać w
czasie jego miłość na zawsze. I zatrzymać na zawsze w czasie Misie. Dzięki
nim ich miłość stałaby się wieczna.


23.

Algebrę można stosować do obłoków; z promieniowania gwiazdy korzysta róża;
żaden myśliciel nie ośmieliłby się twier­dzić, że woń głogów nie ma wpływu na
gwiezdne konstelacje. Któż może zbadać, jaką drogą przebiega atom? Nie wiemy,
czy powstawanie świata nie jest zależne od spadania ziaren piasku. Któż zna
wzajemne przypływy i odpływy rzeczy nieskończenie wielkich i nieskończenie
małych, któż zna echa, jakie wywołu­ją przyczyny w otchłaniach istot i
lawinach wszechświata? Drobny żuczek ma swoje znaczenie; to, co małe, jest
wielkie; co wielkie - jest małe; wszystko musi pozostawać w równowa­dze;
przerażająca to wizja dla umysłu. Między istotami a rze­czami istnieje cudowna
zależność; w tej niewyczerpanej całości - od słońca do mszycy - nikt nikim
nie gardzi; jedni potrzebują drugich. Światło, unosząc w błękity wonie
ziemskie, wie, co z nimi czyni; noc rozdaje materię gwiezdną uśpionym
kwiatom. Każdy fruwający ptak ma przywiązaną do nóżki nić nieskończo­ności.
Narodzinami jest powstanie meteora i uderzenie dziobka pisklęcia jaskółki,
które rozbija skorupkę jajka; natura jednocze­śnie wydaje robaka i stwarza
Sokratesa. Gdzie się kończy tele­skop, zaczyna się mikroskop. Który z nich
dalej sięga? Wybie­rajcie.


24.

- Wrócę, kiej mi tylko zapłacą za chłopa, to juści, że wrócę, a niech tam to
miasteczko Iks mór nie minie, niech ją ta ogień spali, niech ich tam Pan
Jezus niczego nie żałuje, coby wszystkie wy zdychały, co do jednego.

- Cicho bądźcie, nie macie za co przeklinać - szepnął nieco podrażniony.

- Ni mam za co? - wykrzyknęła zdumiona, podnosząc na niego bladą, brzydką,
przegryzioną przez nędzę twarz i zapłakane, wyblakłe, niebieskie oczy. - A
to, wielmożny panie, my na wsi byli ino komorniki, bo mój miał trzy morgi
grontu, co mu przyszły w schedzie po ojcu, to że nie było za co postawić
chałupy, tośwa mieszkali u stryjecznych swoich. Myśwa żyli z wyrobku ino, ale
zawżdy człowiek mieszkał po ludzku i kartofli gdzie przysądził na odrobek, i
gąskę się uchowało albo i świniaka, i jajko miał swoje, i krowę mieliśwa, a
tutaj co? Harował nieborak od świtu do nocy i jeść nie było co, żyliśmy kiej
te dziady ostatnie, a nie kiej krześcianie, kiej psy, a nie kiej gospodarze
poczciwi.


25.

— Czy Karolus leczy też zwierzęta? — zapytałem Majtę.

— Głupi jesteś, te zwierzęta to honorarium. Babcia mówiła, że Karolus leczy
wprawdzie za darmo, z samej miłości do ludzi, ale trzeba mu zwracać za
lekarstwa. Ponieważ nie bierze pieniędzy, więc ludzie dają mu prezenty. Każdy
stara się dać jak najwięcej, bo jak mało daje, to mu Karolus przepisuje
bardzo gorzkie lekarstwo. A babcia jest strasznie oszczędna, więc przy
pierwszej wizycie wręczyła Karolusowi tylko pięć jajek i Karolus przepisał
jej na wątrobę wstrętne lekarstwo z utartego żołądka i żółci kurzej i kazał
zażywać trzy razy dziennie, i babcia zgorzkniała już zupełnie. Więc na drugi
raz kupiła za całą emeryturę koszulę i skarpetki elastyczne oraz mydełko
zagraniczne, i dała Karolusowi. Karolus był bardzo zadowolony, bo dba o
wygląd i o czystość i nie zapisał babci żółci, a tylko utarty żołądek kurzy z
cynamonem i cytryną oraz oliwę do popijania i jakąś nalewkę ziołową.

— I co, pomogło?

— Od razu! Nie miała już goryczy. To nawet było niezłe w smaku.

— Próbowałeś?

Majta zmieszał się nieco.

— Nie... to znaczy tylko trochę, wiesz, tak z ciekawości naukowej.


Pozdrawiam
Czajka

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
	

[Konkurs] Jajo
Czajka
Oct 6, 2008, 12:06:01 PM
I jak na każde jajo przyjdą kiedyś twarde czasy, tak na każdy konkurs
przyjdzie koniec, a po każdej niedzieli poniedziałek. A czasem wszystko naraz
i wtedy nazywa się to poniedziałkową Galą Złotych Jaj razem ze złotą myślą
konkursową:
"A to znam, ale nie wiem co to."

Czasem jajo miało kluczyk, czasem haczyk, czasem wszystko naraz. Nikt na
szczęście nie obrzucił mnie wątrobą, tylko kilkoma trudnymi pytaniami:

Czyżbym znał odpowiedzi wyłącznie na nieparzyste pytania?
No a gdzie jest Kubuś, kukułki i Proust?
Twój alternatywny mail "alezaraz" to skrót od "Ale zaraza"?
Gdzie jest krach na rynku jajczarskim? (na regale)

W wyniku losowania, a nie, nie, przepraszam, w wyniku Waszych odpowiedzi i
arkusza kalkulacyjnego został wyłoniony ołówkiem najgłówniejszy specjalista
od jaj literackich (brawa, szampany i konfetti), a został nim


1. Michał Jankowski______________37

zaraz potem wyłonili się znawcy jaj pomniejsi

2. Woy_________________________31
3. Azja_________________________28
4. Imka_________________________26
5. Paweł Wolniewicz______________21
6. Hania B.______________________21
7. Emkawu______________________20
8. Szymon Sokół_________________17
9. Gosia Wolniewicz______________17
10. Marcin Faustyn_______________16
11. Grzegorz Bednarczyk__________11
12. Jan Rudziński________________10
13. Elenoir______________________9
14. Kaja________________________8


Został też wyłoniony w wyniku cedowania przepisowy organizator konkursu
legalnego i tym samym konkursy nielegalne uznaje się (na razie) za zamknięte.
Wszystkich zainteresowanych zapraszam na oglądanie jaj odkrytych i jawnych.
Jajecznicę każdy przynosi we własnym zakresie.


1.
- On rzuca w krasnala - wyjawił posępnie. - Wątrobą.


Terry Pratchett??? Tak jak autora jestem prawie pewna, tak pojęcia nie mam
gdzie tego krasnala tak poniewierali. Po czym wszyscy gromko zakrzyknęli "Bić
klasnala!" i zgadli. Albo nie.

Córka Robrojka, Małgorzata Musierowicz 4/14
____________________________________________________________
2.
Używać jedynie można czosnek z Megary

Po czosnku do kłębka przez Szekspira, Kurczę - mi to się kojarzy albo z jakąś
operą albo z czymś staropolskim, więc: albo po prostu "Napój miłosny"
Dionizettiego albo kurczę takie opisy jak kawa i bigos - no to strzelam
że "Pan Tadeusz" Mickiewicza, aż do - Owidiuszem mi to pachnie, a jak
Owidiuszem, to "Sztuka kochania". I faktycznie, jak czosnek, to tylko
kochanie.

Sztuka kochania, Owidiusz 2/14
____________________________________________________________


3.
- Żebyście waćpaństwo wiedzieli, ile kul leży na majdanie,


Tu grupa była bardzo czujna:
E, no to to banaaaalne. Wojak Szwejk, Hasek? (tzn. Przygody Dobrego Wojaka
Szwejka)

Ogniem i mieczem, Henryk Sienkiewicz 10/14
____________________________________________________________


4.
Jedzenie było dobre i naprawdę urozmaicone.


Niektórzy strzelali w Durrella, niektórzy w plebanię w Haworth, ci co nie
czytali Ani do końca strzelali w samą Anię sierotkę, a niektórzy cierpieli od
steku. W końcu wylazła im z tego Agatha Christie, Autobiografia, bo jak na
listy Jane Austen to akapit wyznaniowy był jednak za frywolny

Autobiografia, Agatha Christie 2/14
____________________________________________________________


5.
- Czy umiesz znosić jaja?


Alicja w krainie czarów?

Brzydkie kaczątko, J.Ch. Andersen 12/14
____________________________________________________________


6.
- Jesteście Turkami - rzekłam - urodzonymi w Morei?



Rękopis znaleziony w Saragossie, Jan Potocki 6/14
____________________________________________________________


7.
Tymczasem wszakże jeść mu się zachciało okrutnie.


Koncept nadający się świetnie do "Dzienników gwiazdowych".
Gustaw Morcinek, O tym jak jeden chłop miał trzech synów
Jejkuu jak to się nazywało w szkole średniej było - Mikołaja
Doświadczyńskiego przypadki - wzorowane na Kandydzie.
A to ani nie Lem, ani Kandyd, tylko po prostu Koszałek-Opałek szukał wiosny.

O krasnoludkach i sierotce Marysi, Maria Konopnicka 4/14
____________________________________________________________


8.
- A te czekoladki wylatują nad pola i miasteczka.


Najpierw myślałam, że to Proust, bo jakoś tam mi pasowały te trufle obtaczane
w kakao, ale zmieniłam zdanie.
I słusznie.

Czekolada, Joanne Harris 5/14
____________________________________________________________


9.
Wiedział on o rozprawach żołnierzy w szynkowniach,


Fuj, faraon! - tak przeklinała mała Lotta
Zdrowie faraona i egipski chłop są dość sugestywni
Nie mam pojęcia, gdzie może być faraon.
Faraon Prusa? Za proste...
Tylko Bolesław Prus, Faraon

Faraon, Bolesław Prus 11/14
____________________________________________________________


10.
Ten ptak obmyśla rzecz następującą, jak oni opowiadają,


Albo tu ten Faraon Prusa.

Dzieje, Herodot 6/14
____________________________________________________________


11.
Ojciec Mróz poruszył palcem.


Ciekawe. Wygląda trochę jak Białoszewski, ale to strzał w bardzo mroczną
ciemność...
Pratchett? Tylko nawet jeśli to nie wiem co.

Lód, Jacek Dukaj 9/14
____________________________________________________________


12.
Na jedenaście tysięcy liczą ludzi, którzy różnymi czasy woleli śmierć
ponieść,


Pojęcia nie mam, ale fajne.

Podróże Guliwera, Jonathan Swift 10/14
____________________________________________________________


13.
Wierzę, iż są na świecie potwory zrodzone z ludzkich istot.


Jakiś Raskolnikow może... w swych rozważaniach o zbrodni i karze?
Bolesław Prus, Lalka
Jednak Izabela była poczciwą panienką w porównaniu i, o dziwo, tylko jedna
dobra odpowiedź

Na wschód od Edenu, John Steinbeck 1/14
____________________________________________________________


14.
Nie miał żadnych mistycznych wyobrażeń na temat żółwi,


Bez problemów

Stary człowiek i morze, Ernest Hemingway 11/14
____________________________________________________________


15.
Podobna historia zdarzyła się z innym wynalazkiem.


Alternatywne zastosowanie jajcarni to mi się tylko z Szuflandią kojarzy

Pan raczy żartować, panie Feynman, Richard P. Feynman 4/14
____________________________________________________________


16.
Ogłuszony ciosem Iks przyglądał się bezmyślnie piastowanej w ręku słuchawce


a cytat wyjątkowo złośliwie dobrany. Pasuje mi i do Lesia i do Dzikiego
białka.

Lesio, Joanna Chmielewska 12/14
____________________________________________________________


17.
Osobiście wolę tę rzymską, niczego nie pomijającą dokładność niż metodę
Homera


Tego nie znam, ale na pewno coś starożytnego. Może to znów ten Schliemann od
Troi?

Ja, Kaludiusz, Robert Graves 1/14
____________________________________________________________


18.
- Poeta Hoha śnił kiedyś, że jest motylem,


Kojarzy mi się to z czymś uparcie, ale na razie nie wiem z czym i czy
rzeczywiście ma mi się to z czym kojarzyć
Murakami? Tylko jeśli to nie wiem jaki tytuł
Nie czytałem, ale to musi być Pratchett
No i był.

Złodziej czasu, Terry Pratchett 3/14
____________________________________________________________


19.
Ale nie mogę wstrzymać się od śmiechu


No mi się z Waligórskim skojarzyło z Dreptakiadą

Romeo i Julia, William Shakespeare 5/14
____________________________________________________________


20.
Mój zegarek przez to jest jeszcze taki fajny, że ma dużą wskazówkę,


Czy na pewno Mikołajek, czy kolejne tomy, nie wiem. Czy na pewno w ogóle
Mikołajek, też nie wiem, ale jeśli to mogę się zastrzelić.
Mikołajek. Nie wiem oczywiście który.
Mikołajka poznało dziewięć osób, ale tylko jedna razem z tytułem

Rekreacje Mikołajka, Sempe & Goscinny 1/14
____________________________________________________________


21.
Potem Alicja rozstawała się z młodym inżynierem i wracała do siebie.


Tego nie znam, ale z powodu strusi obstawiam Karen Blixen
To ktoś oprócz mnie to jeszcze pamięta?!
Ja, co prawda, nie czytałam, ale oglądałam film i wtedy nie da się zapomnieć
końcowej sceny śniadaniowej ze stadem strusi w tle.

Gwiazda Południa, Juliusz Verne 4/14
____________________________________________________________


22.
Michał nie wiedział, jak wyrazić to, co czuł.

Mimo kluczyków kieleckich i czasowych nikt nie zgadł. A dzisiaj dobry czas,
żeby się zapoznać.

Dom dzienny, dom nocny, Olga Tokarczuk 0/14
____________________________________________________________


23.
Algebrę można stosować do obłoków; z promieniowania gwiazdy korzysta róża;


Może ze względu na brak kluczyków zdania były bardzo podzielone nawet między
dziedzinami i w końcu fragment pozostał jajem nierozpoznanym, aczkolwiek
znanym dosyć skądinąd.
Nie wiem, nie czytałem, ale może R. Feynman, Feynmana wykłady z fizyki?
Tego chyba nie znam, ale z powodów ogólnie znanych obstawiałbym Prousta.
Hawking? Krótka historia wszechświata?
Czy to jest Proust, droga Czajko, w stronę Swanna? Gdzieś bowiem musi być
Proust.

Nędznicy, Wiktor Hugo 0/14
____________________________________________________________


24.
- Wrócę, kiej mi tylko zapłacą za chłopa, to juści, że wrócę,


Po stylu - Władysław Reymont, Chłopi. Ale się nie zdziwię jak to będzie
Podstępnie Coś Zupełnie Innego.
I, faktycznie, podstępnie miasteczko Łódź zostało zaiksowane.

Ziemia obiecana, Władysław Reymont 3/14
____________________________________________________________
25.

- Czy Karolus leczy też zwierzęta? - zapytałem Majtę.


Tego nie znam, ale jeszcze Jeżycjady nie było, więc na pewno coś z Jeżycjady.
(ależ było, na początku)
No, Niziurski Edmund, ofkorz. Ale chyba prędzej wyliczyłabym co to NIE jest,
niż powiedziała co to jest...
Chyba "Awantura w Niekłaju".

Jutro klasówka, Edmunt Niziurski 1/14
____________________________________________________________


No i koniec jaja, i koniec zabawy.

Pozdrawiam
Czajka

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/