woy
Dec 19, 2005, 3:16:08 AM
No, to jest konkurs świąteczny. Konkurs z koniem w roli głównej albo z
koniem w tle, ale zawsze obecnym. Jak na święta przystało, jest on dla
wszystkich: i łatwy, i trudny, i banaaalny, i niszowy, i klasyczny, i
współczesny, i fantastyczny, i stary, i nowy, i dla dorosłych, i dla
dzieci... A to wszystko w 18 pytaniach. To konkurs dla prawdziwych
mężczyzn, wśród których, jak powszechnie wiadomo, większość stanowią
kobiety :) . Regulamin znany: nie ściągamy, nie guglamy, od biblioteczki
wara, bo łapy poutrącam. Za autora i tytuł po jednym punkcie, a przy
niektórych pytaniach do zarobienia punkty bonusowe. Razem maksymalnie
można naściubić 43 punkty. W przypadku jednakowej ilości punktów
decyduje godzina wysłania. Jeśli komuś coś się przypomni już po wysłaniu
odpowiedzi, można wysłać uzupełnienie, byle zmieścić się w czasie, ale
wtedy liczy się godzina wysłania tego uzupełnienia. Termin długi, bo
okres przedświąteczny i pracowity, a ponadto niektórzy świeżo zaliczeni
zostali do klasy pracującej i sił w tygodniu nie mają :) . Czekam do 26
grudnia, jak już wyżrecie resztki świątecznych smakołyków i w pasie Wam
ze dwa kilo przybędzie, czyli do godziny 23.59. Do roboty.
Aha, FUT nie ustawiony, bo nie wiem, jak to zrobić w OE. Odpowiedzi
wysyłać do mnie na priva: albo przez Odpowiedz/Reply, albo na adres w
sygnaturce. Odpowiedzi wysłane na grupę będą ignorowane, a ich autor
sklęty od ostatnich.
Najpierw polecimy historycznie, a zaczniemy od prapoczątków:
1.
"- Konie to jest ich życie. Kochają je jak siebie samych - tłumaczył
D. - Tylko około dwudziestu wojowników strzeże koni. Uderzymy na nich
całą naszą siłą, pokonamy, a potem ty, Pałuko, i twoich trzydziestu
ludzi, pognacie konie ku naszej polanie. Wtedy, jak sądzę, wódz Arpad na
czele czterdziestu ludzi, bo tylko tyle koni naliczyłem w obozie, ruszy
swoim i naszym śladem. Reszta Mardów pozostanie w obozie, gdyż są tam
ich kobiety i dzieci. Zresztą, nie potrafią walczyć pieszo, nie
należąteż chyba do dobrych piechurów. Na Arpada zrobimy zasadzkę w
lesie. Starajcie się nikogo nie zabijać, ale chwytać ich na arkan. Chcę
mieć ich żywych. Jeśli nie odzyskają koni, będą musieli poddać się bez
dalszej walki."
Tak się też stało. Ukryci na ośnieżonym stoku wąwozu, niemal niewidoczni
wśród sosen i świerków, widzieli jak Pałuka gnał wąwozem konie Mardów w
stronę ogrodzonej żerdziami polany. Konie zostawiały na śniegu szeroki i
głęboki ślad. Po jakimś czasie ujrzeli czterdziestu jeźdźców i D. bez
trudu domyślił się, który z nich jest Arpadem. Miał pozłacany hełm i
wspaniałego bułanego ogiera pod siodłem. Obok jechała kobieta w wielkiej
futrzanej czapie na głowie i z łukiem w dloni. To była chyba jego żona,
kobieta z kraju Rusów.
Krzyknął głośno D. i uderzywszy Vindosa ostrogami, jednym skokiem
znalazł się na dnie wąwozu i pierś białego ogiera uderzyła w bok konia
Arpada tak mocno, że aż przysiadł na zadzie."
2.
"U skraju lasu, nad rzeką leniwą, która go przerzynała, wśród gęstych
drzew, gdzie cień schował się jeszcze, widać było kupkę gałęzi niby
szałas naprędce sklecony; kilka kołków wbitych w ziemię, na nich nacięte
konary jodłowe... Obok, tuż, było wygasłe ognisko, spopielałe, i kilka w
nim nie dopalonych głowni. Poniżej, w zielonych bujnych trawach, na
sznurach do kołów poprzywiązywanych, pasły się dwa małe, grube, gęstym i
najeżonym jeszcze zimowym włosem okryte konie.
Szelest jakiś w lesie widać je nastraszył, poznały nieprzyjaciela,
nastawiły uszy, rozdęły chrapy, zaczęły niecierpliwie nogami kopać w
ziemię; jeden z nich zarżał, a echo po lesie poniosło ten dziki głos...
który się rozległ i powtórzył słabiej nad łąką...
Z szałasu pokazała się głowa, cała włosami okryta długimi - zarosła
rudo; dwoje oczów ciemnych skierowalo się naprzód ku koniom, potem ku
niebu, ruch dał się słyszeć pod gałęziami. Wkrótce potem, rozgarniając
je, wydobył się spod nich człowiek słusznego wzrostu, krępy i barczysty.
Długim leżeniem i snem skostniałe wyciągnął członki, ziewnął, strząsnął
się, popatrzał na niebo, potem na konie... te zobaczywszy go zwolna
zaczęły zbliżać się ku niemu. Nastawił uszu bacznie. Nic słychać nie
było... prócz szumu lasu, śpiewu ptastwa, mruku strumienia."
3.
"Pewnego wieczoru, kiedy zaczajony w trzcinach czekał na zmierzch, aby
wejść na drogę, dostrzegł zastęp przybywający z południa. Okryte kurzem
chorągwie należały do chrześcijan, a rycerze byli przyodziani w długie,
białe płaszcze z wyszytym na sercu czerwonym krzyżem z rozszerzonymi
końcami: templariusze.
Wilem skoczył na drogę. Rycerz, za jadącym na czele giermkiem, rzucił
któtki rozkaz i dobył miecza. Zastęp znieruchomiał z chrzęstem.
I nagle wydało się Wilemowi, że jest naraz dwoma istotami patrzącymi
sobie twarzą w twarz: tym sztywnym i dumnym templariuszem na paradnym
siwym rumaku i tym kaleką w łachmanach ściskającym swój kindżał... Jakby
rozdwojony widział się na czele eskorty i szacował równocześnie własną
nędzę... Na mgnienie oka zatracił się na granicysnu i jawy.
Ponadto był pewny, że przeżył już tę chwilę, acz bylo to
nieprawdopodobne... Zapach koni, chrzęst rzędów, czerwone światło słońca
zachodzącego nad morzem: każdy szczegół całości był zgodny z jego
wspomnieniem. Obrazy przesuwały się jakby fakty już kiedyś przeżyte...
Doznawał uczucia, że gdyby się trochę postarał, mógłby sobie nawet
przypomnieć, co ma nastąpić..."
4. I Pierwszy bonus, za 1 punkt: jakie miasto paliło się w tym cytacie?
"Rudy zakręcił koniem i skoczył w następną ulicę. Ta dopiero zaczynała
się palić i nie wypełniały jej jeszcze płomienie. Zarzucił koniowi derkę
na łeb, a sobie na głowę skraj opończy. Oszalałe ze strachu zwierzę
gnało ze skulonymi po sobie uszami i wyciągniętą szyją, nieomal sięgając
brzuchem ziemi.
Ogień trzaskał i strzelał nad głowami jeźdźców. Palące sie wiechcie
słomy i drzewne szczapy śmigały w powietrzu, sypiąc iskrami. Żar był
coraz silniejszy, tamował oddech, kłując płuca tysiącami rozpalonych
igieł. Gnali jednak przed siebie zwartą gromadą, grzmiąc kopytami koni
wśród huku i trzasków pożogi.
Raptem ulica się skończyła i wypadli na drogę wiodącą wzdłuż wałów. Tu
powietrze nie było juz tak rozgrzane. Wkrotce ujrzeli przed sobą bramę,
którą poprzedniego dnia wjeżdżali do miasta.
Była jednak zawarta, a przed nią, na półkolistym placu, stala zbita
gromada obszarpanych zbojów, zbrojnych w maczugi, glewie, oszczepy i
zwykłe cepy."
5. Pytanie bonusowe, za 1 punkt: co ja w tym cytacie wykropkowałem?
"Ziemia zatrzęsła się nagle, zadudniła. Z mgły wypadły konie, cały
tabun, nagle zaroiło się wokół nich od bijących i drących ziemię kopyt,
od rozwianych grzyw i ogonów, wyszczerzonych zębów w spienionyvch
pyskach, od dzikich oczu. Ledwie zdołali uskoczyć za głazy. Konie
przeleciały w szaleńczym galopie, znikły równie nagle, jak się pojawiły.
Ziemia tylko dygotała wciąż od uderzeń kopyt.
Nim zdołali ochłonąć, z mgły wynurzył się następny koń. Ale w
odróżnieniu od poprzednich ten niósł jeźdźca. Jeźdźca w saladzie, w
pełnej płytowej zbroi, w czarnym płaszczu. Płaszcz, rozwiany w galopie u
ramion, wyglądał jak skrzydła upiora.
(...)
Rycerz ściągnął wodze, koń stanął dęba, zamłócił powietrze przednimi
kopytami, zarżał. A rycerz dobył miecza i runął na nich."
6.
"Żołnierze podali konia i X siadłszy począł go objeżdżać wedle
kołowrotu. Pod biegłym jeźdźcem koń wydał się jeszcze dwakroć
piękniejszy. Śledziona grała w nim, gdy szedł rysią, oczy wypukłe
nabrały blasku, i zdawało się, że chrapami wyrzuca ogień wewnętrzny, a
grzywę wiatr mu rozwiał. X zataczał koła, zmieniał chody, na koniec
najechał tuż na księcia, tak że chrapy konia nie były dalej jak o krok
od jego twarzy, i krzyknął:
- Alt!
Koń wsparł się czterema nogami i stanął jak wryty."
7.
"- Karolu Stuarcie - rzekł pułkownik angielski zbliżając się do króla,
który tylko co przywdział oznaki swojej dostojności - czy oddajesz nam
się do niewoli?
- Pułkowniku Tomlinson - rzekł Karol - król nie poddaje się nigdy,
człowiek tylko uległ.
To mówiąc król dobył szpady i złamał ją.
W tej chwili koń bez jeźdźca, pokryty pianą, z zaognionym okiem,
nadbiegł, poznał swego pana i zatrzymał się przed nim - był to Arthus.
Król uśmiechnął się, pogłaskał go i lekko wskoczył na siodło.
- Moi panowie - rzekł - prowadźcie mnie, gdzie chcecie."
8. Pytanie dodatkowe za 1 punkt: kto to jest W.?
"Podniecona i nazbyt nerwowa Frou-Frou zmarnowała pierwszy moment na
starcie, tak że kilka koni ruszyło z miejsca przed nią, ale jeszcze
zanim dopadli do rzeki, W. który z całych sił wstrzymywał kładącą się na
cugle klacz, z łatwością pozostawił trzech za sobą; przed nim był już
tylko kasztanowaty Gladiator, którego zad pracował równo i lekko tuż
przed W., i wyprzedzająca wszystkich śliczna Diana, niosąca na wpół
żywego ze strachu Kuzowlewa.
W pierwszej chwili W. nie panował ani nad sobą, ani nad koniem i aż do
pierwszej przeszkody, to jest do rzeki, nie zdołał kierować ruchami
Frou-Frou.
Gladiator i Diana zbliżyły się ku rzece razem i prawie jednocześnie -
raz w raz - uniosły się nad nią i znalazły się na drugim brzegu. Tuż za
nimi, niepostrzeżenie, jakby w locie uniosła się Frou-Frou, lecz w
chwili gdy W. uczuł, że jest w powietrzu, nagle zobaczył prawie pod
nogami swej klaczy Kuzowlewa, który szamotał się z Dianą na
przeciwległym brzegu (Kuzowlew puścił cugle po skoku i Diana
przekoziołkowała razem z jeźdźcem). O tych szczegółach W. dowiedział się
dopiero później, teraz zaś widział tylko jedno: to, że wprost pod
nogami, tam gdzie ma stanąć Frou-Frou, może wypaść właśnie noga lub
głowa Diany. Frou-Frou wszakże, jak spadający kot, zrobiła w skoku tak
zręczny ruch nogami i grzbietem,że ominęła tamtego konia i pomknęła
dalej."
No to tyle historii, teraz będzie różnie, bo nie wszystko da się w
kalendarzu ulokować i nie wszystko miało szansę się wydarzyć. Ale, o ile
można, jakiś sens w kolejności pytań postaram się od czasu do czasu
zachować.
9.
"Nastąpiła seria wspaniałych, nieoczekiwanych i szybkich manewrów na
koniach. Obroty w miejscu, szarże i okrężne wycofywanie się przypominały
lot krążących jaskółek. Zadawano ciosy dzidami, piasek unosił się w
powietrzu i niejednokrotnie zdawało się, że pchnięcie musi okazać się
śmiertelne, a jednak każdy z wojowników siedział jeszcze na koniu i
pewną ręką trzymał uzdę. W końcu jednak Teton musiał zeskoczyć na
ziemię, chcąc uniknąć ciosu, który położyłby go pewno trupem. Pawni
przebił jego konia dzidą i przelatując koło niego wydał okrzyk triumfu.
Zawrócił, by skorzystać z tej przewagi, gdy nagle jego ognisty rumak
potknął się i padł, nie mogąc już dłużej unieść swego ciężaru. W
odpowiedzi na przedwczesny okrzyk triumfu wroga Mahtori z nożem i
tomahawkiem rzucił się ku uwięzionemu pod koniem młodzieńcowi. Nieugięte
Serce zrozumiał, że nawet największa zręczność nie wystarczy, by mógł w
porę wydostać się spod konia, i że nastapiła decydująca chwila. Poszukał
noża, ujął jego ostrze kciukiem oraz wskazującym palcem i z podziwu
godnym spokojem rzucił w nadbiegającego wroga."
10. Pytanie dodatkowe za 1 punkt: kim była Luiza?
"- Moja droga - powiedział K. - Zdejmij tego pana z konia i przynieś mi
go tutaj, lecz nie wyrządź mu żadnej krzywdy. Ujmiesz go ostrożnie
między górną a dolną szczękę, tak by mu nie połamać kości i nie podrzeć
skóry. Pojęłaś mnie, kochanie?
Przy tych słowach wskazywał nieszczęsnego Rao, ktory też pragnął
natychmiast zawrócić, tylko że koń jego zaczął wierzgać i stawać dęba.
Konie sztabowe były tak samo niespokojne i oficerowie zawrócili co
prędzej, bojąc się, że Luiza pomyli ich z Rao. W nieładzie puscili się
cwałem pomiędzy szeregi piechoty.
Rao z wielką chęcią poszedłby w ich ślady, lecz los mu zabronił. Luiza
bowiem wskoczyła na grzbiet jego konia, chwyciła nieszczęśnika za pas i
skacząc na ziemię wysadziła z siodła. Po czym - na wzór kota, co złapaną
mysz trzyma w pysku, lecz nie chce od razu jej zadusić - złożyła na wpół
zemdlonego Rao u stóp kapitana."
11.
"- Du hast sehr blaue Augen, so blau wie der Himmel! - rzekł pochylając
się feldfebel z udanym zaciekawieniem i chciał jeszcze coś powiedzieć,
co być może wydawało mu się dowcipne, kiedy dobiegł do ich uszu stukot
końskich kopyt: od Latowicza zbliżali się konni: sylwetki jeźdźców lekko
falowały w ciemnościach, pośród których zaczęły pokazywać się pierwsze
nitki nadciągającego świtu. Usłyszeli jeszcze pianie koguta, ale nim
drugi zdążył mu odpowiedzieć, Niemiec, który siedział w przyczepie,
puścił serię w nadjeżdżających ułanów. Dwóch od razu zwaliło się z koni.
Ten zaś, który chciał dobić Ligęzę, też zaczął strzelać, a także i
trzeci, stojący obok konia. Kawalerzyści gwałtownie skręcili między
drzewa, zaraz jednak wyskoczyli stamtąd i coś zamigotało na tle coraz
jaśniejszego nieba: były to szable uniesione w dłoniach jeźdźców."
12.
"Maria wdzierała się w tłum przy tripli, popatrzyłam na konie na
paddocku. Trzylatki, folbluty, Trojanka wyraźnie naparzona, w pląsach,
Krzemień lezie i powłóczy za sobą nogami, Krzemień to koń Lipeckiego,
gdyby to była imienna gonitwa, grałabym go za wszystkie pieniądze
świata, jeżeli w imiennej gonitwie koń Lipeckiego wygląda jakby już
zdechł, mur beton wygrywa, ale tu leci druga grupa. Diabli wiedzą, co z
nim zrobi ten piekielnik, Sarnowski, jak on go do tej pory nie chował,
to ja jestem szach perski. Balbina sie nie liczy, Diodor, Teorban,
Sitwa, no owszem, wyglądają całkiem nieźle... Jesień się zaczyna,
powinny przyjść klacze. Nasturcja spieniona, albo sie zdenerwowała, albo
jej dali glukozę, jeszcze Gwardia i Heronik. Nie grywam koni na samo H,
to jest jakaś gorsza linia, przychodzą najwyżej raz do roku...
Zdecydowalam się na Trojankę, Krzemienia i Nasturcję, dołożyłam im
jeszce Sitwę, bez sensu, Trojanka pierwsza gra. Wróciłam na górę (...)"
13.
"Mercedes nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy jeszcze raz; zatrzymała
się jednak, poprawiła sprzączkę pantofelka i kątem oka obserwowała
pochyloną postać chłopca na drodze. Szła parę kroków za nim, co pewien
czas przystając, by musnąć jakiś kwiat albo nos klaczy, a tymczasem
chłopak szedł do widocznej przy końcu drogi zagrody, z której pędziło
coś w ich kierunku, wzniecając tuman coraz gęstszego kurzu: był to
parskający, wypełniający rżeniem ogołoconą ziemię, straszliwy kłąb;
Mercedes stanęła jak wryta i oparłszy się plecami o palisadę oczekiwała
końca hałaśliwej galopady rozszalałych kopyt; wreszcie zobaczyła drżące
nozdrza i pianę wyciekającą z pyska; koń atakował kopytami palisadę
wzniecając tumany kurzu, zmylił drogę, ale nie zmniejszyło to szybkości
jego galopu, kurz spowijał Mercedes: oczy zwierzęcia jak szpilki
utkwione były w jej piersiach. Odjęła dłonie od rozpalonych policzków i
miała wrażenie, że ktoś odnosi przewagę nad rozjuszonym zwierzęciem:
odczytała to w mocnej woni potu, w rżeniu i wściekłości konia; naprzeciw
bestii stanął chłopak z najeżonym kolcami prętem: na grzbiecie konia
połyskiwał czarny kolec, a ręka chłopca zmierzała powoli do zwisających
cugli. Chłopiec odwrócony był tyłem do Mercedes: widziała tylko jego
ramię i napięte mięśnie, potargane włosy i pięść zaciśniętą wokół pręta.
Zwierzę rżało, w jego grzbiecie utkwił nowy kolec, a z rany trysnęła
struga krwi; tułów konia stawał dęba i opadał z ciężkim dyszeniem.
Zafascynowana tą sceną Mercedes obserwowała zwierzę i usiłowała odnaleźć
we wzburzeniu malującym się w całym ciele konia wyjaśnienie i odbicie
swego własnego, pełnego napięcia ciała, wszystkich ciał: w miarę jak
chłopak zyskiwał przewagę nad zwierzęciem i ująwszy cugle coraz bardziej
przybliżał ku sobie wygięty koński kark, podniecenie konia wzmagało
się - oczy płonęły, pysk spływał pianą, struga krwi na grzbiecie
zalewała kolec, a między nogami wzbierało ziarno jego siły, unerwiony i
gruby nóż, drgające źródło jego wściekłości i szaleństwa, i majestatu
nie tajonej furii."
14.
"Z wszystkich czterech stron świata nadchodzili czterej Władcy Świata,
zstępowali z Góry Sumernu: oto zbliżał się Pan Północy, otoczony
zastępem swych Jakszów, wszyscy w złocie, na żółtych koniach, z
tarczami, odbijającymi refleksy złotego światła; zbliżał się Anioł
Południa w orszaku swych dworzan Kumbandaszów, na błękitnych rumakach i
z tarczami koloru szafiru; oto ze Wschodu podążał Pan Wschodu, z
jeźdźcami, którzy dźwigali tarcze koloru pereł, wszyscy ubrani w srebro;
z Zachodu zbliżał się Ten, którego Nagowie dosiadali koni koloru krwi,
wszyscy w czerwieni, z koralowymi tarczami. Kopyta ich zwierząt zdały
się nie dotykać trawy, a jedynym dźwiękiem, ktory dał sie słyszeć, była
muzyka, coraz potężniej napełniająca przestworza."
15. Bonus za 1 punkt: dla kogo przeznaczony był Gryf: dla X-a, Y-a czy
Z-a? Oczywiście należy tę podaną literę zamienić we właściwe nazwisko.
"Po trzykroć powtórzył gwizd, aż od stepów doleciało wraz ze wschodnim
wiatrem nikłe jeszcze w oddali rżenie konia. Czekali w podziwie. Wkrótce
usłyszeli tętent kopyt, zrazu stłumiony jak lekie drganie ziemi,
dosłyszalne jedynie dla uszu X, gdy je przytykał do trawy, potem coraz
głośniejsze, a szybkie w rytmie.
- Koni jest kilka - rzekł X.
- Pewnie! - odparł Y. - Za wielu nas na jednego.
- Trzy! - rzekł Z. wpatrując się w step. - Spójrzcie, jak mkną z
wichrem, Hasnufel, a przy nim mój przyjaciel Arod. Ale na przedzie
cwałuje inny jeszcze koń, ogromny. Nie spotkałem jeszcze w życiu takiego
rumaka.
- I nie zobaczysz drugiego - powiedział Y. - To Gryf."
16. Pytanie bonusowe, podchwytliwe dość: jakiej rasy był koń?
"Spojrzawszy w lewo ujrzałem konia posuwającego się z wolna polem. Moi
prześladowcy musieli zapewne dostrzec go wcześniej i on to był przyczyną
ich ucieczki. Koń zatrzymał się na chwilę zbliżywszy ku mnie, lecz
wkrótce opanował się i spojrzał mi prosto w twarz z wyraźnymi oznakami
zdziwienia. Przyjrzał się mym dłoniom i stopom, a później obszedł mnie
kilkakrotnie dokoła. Ruszyłbym dalej, lecz zagrodził mi drogę,
spoglądając jednak łagodnie i nie okazując żadnej gwałtowności. Stalismy
przez pewien czas przyglądając się sobie nawzajem; wreszcie ośmieliłem
się wyciągnąć ramię w kierunku jego szyi, pragnąc go pogłaskać;
gwizdnąłem przy tym, jak to zwykle czynią ujeżdżacze, gdy chcą okiełznać
obcego konia. Lecz zwierzę to przyjęło, jak sie wydaje, z wzgardą moje
umizgi; potrząsnęło głową i ściągnęło brwi, ostrożnie unosząc lewą
przednią nogę, by odsunąć mą rękę. Później zarżało trzy- lub
czterokrotnie, lecz w tak różnych kadencjach, że byłem niemal gotów
uznać to za jakiś język, którym mówiło do siebie."
17.
"X skoncentrował się, lina ze świstem krążyła mu nad głową. Koń
przekręcił łeb po psiemu i wyszczerzył zęby.
Najwyraźniej postanowił jednak czmychnąć z kręgu. X ruszył bokiem, żeby
zastąpić mu drogę ku rzece i traktowi.
- Dobry koń... Dobry, bardzo dobry koń - mamrotał na przemian przymilnie
i stanowczo. Uznał, że nie ma dłużej na co czekać, i rzucił. Lasso
śmignęło w powietrzu jak wąż, wierzchowiec stulił uszy i wystrzelił
nagłym, panicznym kłusem wprost na X.
Szarpnięcie omal nie wyrwalo mu nadgarstka. Co gorsza, wstrząs uraził
też kostkę i X runął na ziemię. Zwierzę, kwicząc przeraźliwie,
przewlokło go po mokrej, pokrytej topniejącym szronem trawie,
najwyraźniej zamierzając dotrzeć do szlaku, co oznaczało, że X będzie
wleczony po skałach i kamieniach.
Podciągnął się na linie, ile się dało, po czym popuścił ją, usiłując
przekręcić się nogami do przodu. Szarpnięcie postawiło go na nogi, ale
za chwilę runął ponownie.
Uratowało go to, że podduszony wierzchowiec postanowił zatrzymać się na
moment i stanąć dęba, a potem otrząsnąć się i poluzować pętlę.
- Zły koń! Bardzo zły, niepozytywny koń! Niedobry koń! - krzyknął X,
wypluwając trawę."
18. I pytanie ostatnie. Żeby było ciekawiej, nie występują w nim konie.
Ale za to cała opisana sytuacja, ba, cały wątek, jest związany z końmi,
a raczej z ich brakiem. I z tego wypływa kolejny, ostatni już bonus: co
z tymi końmi? Kto wie - zarobi dodatkowy punkt.
"- Wojno...
- Cco...?
- Czy nie było... - Zaraza po omacku szukał kieliszka. - ...Nie mieliśmy
jakiejś sprawy?
- Cco...?
- Powinniśmy... Chyba coś powinniśmy teraz robić - wtrącił Głód.
- Zgaddza się. Mamy sspotkanie.
- Tę... - Zaraza wpatrzył się zadumany w swoj drink. - To coś...
Smętnie popatrzyli na ladę. Oberżysta już dawno uciekł. Pozostało
jeszcze kilka nie otwartych butelek.
- Okra - oznajmił w końcu Głód. - To było to.
- Nie.
- Apo... Apostrof - zaproponował niepewnie Wojna.
Pokręcili głowami. Przez chwilę zgodnie milczeli.
- A co to znaczy "apokryficzny"? - spytał Zaraza, zaglądając w skupieniu
do jakiegoś wewnętrznego świata.
- Wątpliwy - odparł Wojna. - Tak myślę.
- Więc to nie to?
- Chyba nie - przyznał posępnie Głód.
Zapadło kłopotliwe milczenie.
- Lepiej łyknijmy jeszcze po jednym. - Wojna wziął się w garść.
- I słusznie..."
I to by było na tyle. Teraz walczcie, czekam na odpowiedzi.
--
woy
(pisz do mnie tu: http://tinyurl.com/6mym8 )
"Answer to life, the universe, and everything = 42"
[Google Calculator]
woy
Dec 28, 2005, 6:58:07 PM
No, to w końcu podaję pełen zestaw odpowiedzi, bo niektórzy już mi żyć z
niecierpliwości nie dają. Jak przypuszczałem, konkurs okazał się
banalno-niszowy i dzięki temu dla każdego. Odważni, którym nie wydawało
się, że wiedzą za mało, mieli premię, bo nikt nie wiedział za dużo. Ale
o tym będzie w ogłoszeniu wyników, teraz natomiast odpowiedzi.
Porównajcie sobie ze swoimi. Daję czas na reklamacje do 12.00 w południe
jutro, tj. 29.12.2005 r.
A odpowiedzi są takie:
1. Zbigniew Nienacki "Ja, Dago"
Tu była niezła celność w autora i cykl, natomiast dokładnie w tytuł
trafiła bodajże jedna osoba, co warte podkreślenia: debiutantka
Dobronata.
2. Józef Ignacy Kraszewski "Stara baśń"
To znało wielu, ale też wielu strzelało kulą w płot, od Bunscha po
Gołubiewa.
3. Pierre Barret, Jean Noel Gurgaud "Grosz ubogich"
Tego nie znał nikt. Niszowe, jak się okazuje. A szkoda, bo niezłe.
4. Kazimierz Korkozowicz "Nagie ostrza". Palił się Kieżmark.
Tu nikt nie odgadł płonącego miasta, chociaż książkę sporo osób znało.
Niektórzy co prawda w rozwikływanie rodzinnych koligacji się wdali,
czego skutkiem były takie odpowiedzi: "Otóż albowiem żem był poplątał.
Bo tak sobie teraz siedzę i myślę... i dochodzę do wniosku, że
ambicjonalnie popsowany na rozumie szwagier Czarnego nie miał chyba na
imię Jaksa, bo Jaksa to właśnie był Rudy, a popsowany szwagier od
popsowanej żony nosił jakieś inne dziwaczne imię. On w ogóle był trochę
dziwaczny ten szwagier. Bardziej na ponuro niż orzeł z kanapkami, ale
skala ta sama", przy których to odpowiedziach autor konkursu tracił w
połowie wątek, ale ogólnie było nieźle.
5. Andrzej Sapkowski "Narrenturm". Wykropkowałem "Adsumus! Adsumuuus!"
A tu zaskakująco duzo osób nie wiedziało, a zdawało mi się, że fragment
charakterystyczny. Uznawałem oczywiście "Adsumus" z dowolną ilością "u"
:)
6. Henryk Sienkiewicz "Potop"
To rzeczywiście znali prawie wszyscy, nawet, okazuje się, tacy, co nie
czytali. Ale to "prawie" było jednak, jak na taki kanon, spore.
7. Aleksander Dumas "Dwadzieścia lat później"
Dumasa trafiło dość dużo osób, tytuł - chyba ze dwie.
8. Lew Tołstoj "Anna Karenina". W. to Wroński
Wiadomo, że są czytelnicy, którzy klasyki nie czytają, nie lubią i mają
w pogardzie. Ale żeby niektórzy jej miłośnicy i fani nie rozpoznali...
Przez miłosierdzie nie wymienię po nazwisku. Wstyd. ;)
9. James Fenimore Cooper "Preria"
Tu nikt nie trafił tytułu, chociaż kilka osób rozpoznało cykl, podając
inne jego części. Mnie niestety "Pięcioksiąg przygód Sokolego Oka"
zaginął w pomroce dziejów i mam tylko "Prerię", stąd na przyszłość
wskazówka, w co celować...
10. Alfred Assollant "Niezwykłe choć prawdziwe przygody kapitana
Korkorana". Luiza to tygrysica
Aj, jakie piękne bylo zgadywanie, co to za licho, ta Luiza. Małpa,
smoczyca, Horpyna... A to taka przyjemna francuska książka dla
młodzieży.
11. Zdzisław Umiński "Zaprzęg"
Tego nie zgadł nikt. Wszyscy strzelali w "Lotną". Bo co, bo ułani? Ale
książka i autor, jak widać, niszowi, mimo że powieść niezła, nawet
bardzo niezła.
12. Joanna Chmielewska "Wyścigi"
Chmielewską zgadnąć nie było trudno, gorzej z tytułem. Bo też ona
rzeczywiście jak spod sztancy te książki pisze, zwłaszcza o wyścigach.
13. Carlos Fuentes "Kraina najczystszego powietrza"
Nooo, tu dopiero było... Najlepszy jest rozrzut ocen cytatu:
"Jakieś takie harlequinowe to jest. Styl niedobry i imię Mercedes
pretensjonalne"
"A to bardzo ładny fragment, ale książki nie czytałam"
"A ja nie mam odwagi jeszcze raz czytać tych perwersji! (...) co to
jest? "Nasty rancho girls"? (...Rany boskie, a tu może dzieci to
czytają?"
Nikt nie trafił, najbliżsi geograficznie strzelali w Marqueza, czyli
prawie dobrze :)
14. Roger Zelazny "Pan Światła"
Ejże, szanowni Państwo, w dużej części kolaborujący z sff-em! Kanonu
fantastyki się nie zna? Jednostki wiedziały, jednostki (jedna jednostka
bodajże, a może dwie najwyżej).
15. J.R.R. Tolkien "Władca Pierścieni: Dwie Wieże". Gryf był dla Y -
Gandalfa
Tu nie było specjalnych wątpliwości, poza tym, że puryści językowi z
upodobaniem wytykali mi literówkę w imieniu jednego z koni. Oświadczam
więc, że wiem, iż nazywał się on Hasufel! W ramach pokuty w następnym
pytaniu dopuściłem możliwość jednej literówki w nazwie rasy konia. Ale
tylko jednej! (To do niektórych, co na mnie usiłują wymusić większe
ustępstwa ;) )
16. Jonathan Swift "Podróże Guliwera". Koń był rasy Houyhnhnm
Tu największe problemy były w nazwie rasy konia. Zlitowałem się więc i
dopuściłem wszelkie możliwe kombinacje liter h,m,n i u, za co dawałem
0,5 punkta. Tak też oceniłem sprytną próbę ominięcia nazwy przez
podanie, że koń był rasy rozumnej. No, nie da się ukryć...
17. Jarosław Grzędowicz "Pan Lodowego Ogrodu"
To mało kto wiedział, co i nie dziwota, bo książka świeża. Ale fragment
o poskromieniu konia bardzo smaczny, jeden z lepszych w tej powieści.
18. Terry Pratchett "Czarodzicielstwo". Konie zostały ukradzione przez
ekipę Coneny i Nijela.
Moim skromnym zdaniem na najwyższe uznanie zasłużył przy tym pytaniu
Michał Jankowski. Bo Pratchetta rozpoznał, a wszyscy tu wiemy, jak on
tego autora kocha. Mnie się od razu przypomniało powiedzenie nauczyciela
języka niemieckiego, który usiłował przez cztery lata ogólniaka wpoić mi
choć podstawy tego fascynującego języka. Otóż on uzasadniał potrzebę
nauki tym, że należy znać język wroga. Michał mi tu tę zasadę twórczo
przeniósł na literaturę... :)
To tyle. Teraz czekam na reklamacje, gromy z jasnego nieba i
nieuzasadnione pretensje. Po czym ogłoszę wyniki, i tak według mojego
widzimisię :)
--
woy
(pisz do mnie tu: http://tinyurl.com/6mym8 )
"Answer to life, the universe, and everything = 42"
[Google Calculator]
woy
Dec 29, 2005, 8:03:13 PM
Taaak... Teraz, zanim ogłoszę wyniki, muszę coś wyjaśnić. To jest drugi
konkurs, który układałem. Daję słowo honoru, że ten pan nie jest moją
rodziną, widziałem go bodaj raz w życiu i nic mi w kopercie do kieszeni
nie wsunął (a przynajmniej nie tyle, żebym miał go jakoś specjalnie
faworyzować, ot, tyle, co wszyscy... ;) ). I naprawdę nie maczały w tym
palców żadne moce piekielne ni anielskie, że po raz drugi w konkursie,
który miałem przyjemność organizować, wygrywa...
.
.
.
(fanfary)
.
.
.
...w cuglach... (nomen omen)
.
.
.
(fanfary jeszcze głośniejsze)
.
.
.
(teraz werble, gołąbki fruuuuną...! do nieba)
.
.
.
...panny mdleją, mężatki wnoszą pozwy o rozwód, panowie ostrzą szpady i
nabijają pistolety...
.
.
.
(fanfary wręcz ogłuszjące)
.
.
.
AJK!!!
zdobywając 21,5 punktów.
Teraz gratulacje, uściski, łzy szczęścia i zawiści... Triumfator
proszony do rundy honorowej!
A my tymczasem podamy kompletną listę rankingową:
1. AJK - 21,5 pkt
2. Popey - 19 pkt
3. Michał Jankowski - 17 pkt
4. Aganieshka - 16 pkt
5. Ryszard "roy" Kaczmarek - 14,5 pkt
6. Ewa "Srebrna" Marczyńska-Goldstein - 12,5 pkt
7. Monika Wandzel - 12,5 pkt
8. Szymon Sokół - 12 pkt
9. Wiedźma "Ortofaszystka" (Ewa Pocierznicka) - 11,5 pkt
10. Kinga - 11 pkt
11. Ania Ladorucka - 10,5 pkt
12. Grzegorz Bednarczyk - 10 pkt
13. Artur "bans" Goc - 10 pkt
14. Dobronata - 10 pkt
15. Nika - 7 pkt
16. Sylwek "el_Biutre" - 4,5 pkt
I to by było na tyle. Triumfator może już przestać latać wokół stołu.
Wracamy do zgrzebnej rzeczywistości, albowiem teraz to AJK będzie się
męczyć z następnym konkursem. Powodzenia :)
--
woy
(pisz do mnie tu: http://tinyurl.com/6mym8 )
"Answer to life, the universe, and everything = 42"
[Google Calculator]