[konkurs] miłość w literaturze
Yola
Aug 3, 2006, 5:39:57 AM
Przy braku protestów, puszczam zatem.
Zasady jak zwykle. Termin, powiedzmy do północy z przyszłego wtorku na środę
(8/9 sierpnia).
Po dwa punkty za pytanie, zwykle proszę o autora i tytuł, chyba, że
zaznaczono inaczej. Ale wtedy też za dwa punkty.
Uważajcie, gdzie ślecie, bo jak wiadomo niektóre czytniki olewają FUTa (czy
go ustawiłam...?).
Adres bez spamtrapa.
Miłej zabawy
y.
Motto:
Make love, not war... Get married and do both...


1. [Imiona bohaterów zastąpiono przez ona i on]
...widziała jak odtrącają wszelkie jadło, wszelki napój i wszelkie
pokrzepienie, jak się szukają niby ślepi posuwający się po omacku ku sobie,
nieszczęśliwi, kiedy usychali rozdzieleni, bardziej nieszczęśliwi jeszcze,
kiedy będąc przy sobie, drżeli przed grozą pierwszego wyznania.
Trzeciego dnia, kiedy on zbliżał się do namiotu rozpiętego na pokładzie,
gdzie ona szukała schronienia, ona ujrzała go nadchodzącego i rzekła
pokornie:
- Wejdźcie panie!
- Królowo - rzekł on - czemu nazywasz mnie panem? Czy nie jestem,
przeciwnie, twym lennikiem, wasalem, powinnym cię czcić, służyć ci i kochać
ciebie jak swoją królową i panią?
Ona odparła:
- Nie, ty wiesz o tym, że jesteś moim panem i władcą! Ty wiesz, że twoja moc
włada nade mną i że jestem twą niewolnicą! (...)
Położyła rękę na jego ramieniu, łzy przygasiły promienie jej ócz, wargi
zadrżały. Zapytał:
- Miła, co ciebie dręczy?
Odpowiedziała:
- Iż cię miłuję.
Wówczas położył usta na jej ustach.


2.
A tu, pod noc już, Wraca Wenus z biesiady weselnej. Wino jej szumi w głowie,
a wonnościami ocieka całe ciało opasane setką kraśniejących róż. Zobaczywszy
z jaką skrzętnością pracy dokonano, mruczy:
"Ej, nie twoja to, ty ladaco jedno, ani twoich dłoni praca, ale tego,
któremuś do serca przypadła na twoje, ale i na jego nieszczęście" - i
cisnąwszy jej glonek chleba uschłego, spać se poszła.
Tymczasem Kupidyna, zamkniętego samiuteńkiego w jednej izdebce, w głębi
pałacu, strzeżono surowo i dlatego, by sobie - w rozpuście i swawoli - znowu
rany nie rozjadził, i dlatego, by się nie spotkał ze swą miłą. Tak
przecierpieli ciężką noc kochankowie oderwani od siebie i oddzieleni, choć
pod jednym dachem.


3.
Miłość rzecz nędzną i pełną marności
Przemienia w kształtną i pełną godności.
Miłość nie okiem, lecz myślą ocenia,
Kupid ma skrzydła; jednak bez wejrzenia
Maluje się go; ślepy jest, dlatego
Miłość nie wyda sądu rzetelnego;
Choć nie ma oczu, lecz będąc skrzydlata,
Na chybił trafił i bezładnie lata.
Nazwać Kupida dzieckiem każdy może,
Gdyż często mami siebi przy wyborze.
Jak psotni chłopcy kłamią przy zabawie,
Tak chłopiec Kupid kłamie wszędzie prawie;
Bo nim Demetriusz w Hermi oczach zginął,
Siał gradem przysiąg, że jestem jedyną;
Ów grad od ciepła, które z Hermii biło,
Zniknął i tysiąc przysiąg się stopiło.


4.
Spojrzę na dół... na szpaler... patrz, tam przy altanie,
Ujrzałem ją niespodzianie!
Suknią między ciemnymi bielejąca drzewy
Stała w miejscu, grobowej podobna kolumnie;
Potem biegła, jak lekkie zefiru powiewy,
Oczy zwrócone w ziemię... nie spojrzała ku mnie!
A lica jej bardzo blade.
Nachylam się, zajrzę z boku,
I dojrzałem łezkę w oku;
Jutro, rzekłem, jutro jadę!
'Bądź zdrów!' odpowie z cicha: ledwie posłyszałem,
'Zapomnij!'... Ja zapomnę? o! rozkazać snadno!
Rozkaż, luba, twym cieniom, niechaj wraz przepadną
I niech zapomną biegać za twym ciałem!...
Rozkazać snadno!
Zapomnij!
(śpiewa)
Przestań płakać, przestań szlochać,
Idźmy każdy w swoję drogę,
Ja cię wiecznie będę...
(urywa śpiewanie)
wspominać,
(kiwa głową)
Ale twoją być nie mogę!


5.
- Bogu niech będzie chwała! jesteś tedy w domu chirurga, zakochany na śmierć
w żonie lub córce doktora.
- Zdaje mi się, że pan się myli.
- I ty myślisz, że ja będę tkwił trzy miesiące u doktora, nim usłyszę słówko
o twoich amorach? O, to być nie może. Darujże mi, błagam, opis domu i
charakteru pana doktora, i humorów pani doktorzyny, jak również postępów
leczenia; przeskocz to wszystko. Do rzeczy! spieszmy do rzeczy! Zatem kolano

wpółwyleczone, masz się niezgorzej i kochasz.
- Kocham tedy, skoro panu tak pilno.
- Kogóż kochasz?
- Słuszną brunetkę lat osiemnastu, śliczna figurka, wielkie czarne oczy,
małe wiśniowe usta, piękne ramiona, ładne rączki... Ba, te rączki...
- Zdaje ci się, że je trzymasz.
- Bo też pan niejeden raz brał je i trzymał ukradkiem, i od nich jeno
zależało, abyś pan z nimi zrobił wszystko, co...
- Na honor, nie spodziewałem się tego obrotu.
- Ani ja.


6.
Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
czy to poważne, czy to pożyteczne -
co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?
Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
że tak się stać musiało - w nagrodę za co? za nic;


7. Tylko tytuł
Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust!
Bo miłość twa przedniejsza od wina.
Woń twych pachnideł słodka,
olejek rozlany - imię twe,
dlatego miłują cię dziewczęta.
Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy!
Wprowadź mnie, królu, w twe komnaty!
Cieszyć się będziemy i weselić tobą,
i sławić twą miłość nad wino;
[jakże] słusznie cię miłują!


8.
Nie myśl, że nie kocham
Lub, że tylko trochę
Jak cię kocham nie powiem
No bo nie wypowiem
Tak ogromnie bardzo
Jeszcze więcej może
I dlatego właśnie żegnaj
Zrozum dobrze, żegnaj


9.
Niosła obrzydliwe, niepokojąco żółte kwiaty (...) Wstrząsnęła mną nie tyle
jej uroda, ile niezwykła, niesłychana samotność malujące się w tych oczach.
Posłuszny owemu żółtemu znakowi losu ja również skręciłem w zaułek i
ruszyłem jej śladem. Szliśmy bez słowa tym smutnym, krzywym zaułkiem, ja po
jednej jego stronie, ona po drugiej. I proszę sobie wyobrazić, że prócz nas
nie było w zaułku żywej duszy. Męczyłem się, ponieważ wydało mi się, że
muszę z nią pomówić, i bałem się, że nie powiem ani słowa, a ona tymczasem
odejdzie i nigdy już jej więcej nie zobaczę. I proszę sobie wyobrazić, że to
właśnie ona odezwała się nieoczekiwanie:
- Podobają się panu moje kwiaty?
Dokładnie pamiętam dźwięk jej głosu, taki dosyć niski, ale załamujący się
niekiedy, i chociaż to głupie, wydało mi się, że żółte, brudne mury uliczki
powtarzają echem jej słowa.
Spiesznie przeszedłem na tę stronę, po której szła ona, podszedłem do niej i
odpowiedziałem:
- Nie.
Popatrzyła na mnie zdziwiona, i ja nagle i najzupełniej nieoczekiwanie
zrozumiałem, że przez całe życie kochałem właśnie tę kobietę!


10. Tylko autor, bo tytuł musiałam podać
MIŁOŚĆ
Jest czekaniem
na niebieski mrok
na zieloność traw
na pieszczotę rzęs
Czekaniem
na kroki
szelesty
listy
na pukanie do drzwi
Czekaniem
na spełenienie
trwanie
zrozumienie
Czekaniem
na potwierdzenie
na krzyk protestu
Czekaniem
na sen
na świt
na koniec świata


11.
Ty piszesz mi, Danusiu, że idąc na przekór panującemu prądowi, nie kochasz
się, a nawet nie wiesz, jak to się robi. Nie wiedziałem, że aby kogoś
pokochać, potrzeba na to specjalnej umiejętności i szerokiej wiedzy. To jest
ludzkie i przychodzi wtedy, kiedy się najmniej tego spodziewasz. Zdaje się
tobie, że już nikt nie będzie cię mógł zainteresować, że do tego potrzeba
silnej woli. A tymczasem nie. Nagle stanie ci przed oczyma... w tramwaju, w
sklepie, na alejce... i koniec. Widzisz, że to twój człowiek. I wtedy wrasta
ci w serce na życie, na śmierć. Wtedy dopiero wszystko nabiera sensu.
Zyskałaś cel: żyć dla kogoś, żyć dla człowieka. Jeden człowiek może dać
więcej niż wszyscy razem. Nigdy prawdziwie szczęśliwym nie będzie ten, kto
nawet w pracy, którą przedsięwziął, osiągnął zamierzony cel, kto życie swe
poświęcił dla pewnej idei, jeżeli obok siebie nie będzie miał kogoś
jedynego, bliskiego, kto by w chwilach zwątpień i rozgoryczeń umiał, Danusiu
droga, znaleźć dla niego dobre słowo, uspokoić skołatane nerwy i tchnąć nowe
siły do dalszej pracy.


12. [hint: język, język!]
Ach - ona była kiedyś panną! Nigdy mi to na myśl nie przyszło. Ona była
malutką dziewczyneczką - córeczką - bidulką! Ta niesmaczna w wysokim stopniu
piosenka jej rozczuliła mnie do łez. Na mnie więcej działają takie oto
rzeczy niż rzeczywiste cierpienie. Mała czyjaś gafka wstydliwa rozczula mnie
do obłędu, a na kiszki na wierzchu mogę patrzeć bez drgnienia. Złotko moje
jedyne! Jakże bezmiernie cię kocham. Straszne jest, jak demoniczne pożądanie
zejdzie się w jednym punkcie z największą tkliwością. Wtedy samiec jest
gotów - gotiu.


13.
Miłości, któż się wyrwie z twych obieży!
Miłości, która runiesz na ofiary,
W gładkich dziew licach gdy rozniecisz czary,
Kroczysz po morzu i wśród chat pasterzy,
Ni bóg nie ujdzie przed twoim nawałem,
Ani śmiertelny. Kim władasz, wre szałem.
Za twym podmuchem - do winy
Zboczy i prawy wraz człowiek;
Spory ty szerzysz wśród jednej rodziny.
Urok wystrzeal zwycięsko spod powiek
Dziewicy, sięgnie i praw majestatu
Moc Afrodyty, co przewodzi światu.


14.
Wiem, że liczę się tylko ja, i nigdy nie uwierzę, że mógłbyś się dla mnie
zmienić! Chociaż ONA mówi, że dla niej się zmieniłeś... No nie, nonsens
oczywisty! To przecież zupełnie co innego! ONA i ja, cóż za porównanie...!
Tymczasem, póki Cię nie ma, żyję z nią raczej w zgodzie. Gdyby nie
rywalizacja o Twoje względy, rozumiałybyśmy się nawet zupełnie nieźle,
ostatecznie obie jesteśmy tej samej płci.
(...)
Przyznam Ci się, że czasem jest mi jej nawet trochę żal. Straciła przecież
Twoje uczucia! Wyobrażam sobie, jak ja bym się czuła, gdybym straciła Twoje
uczucia...! Nie, co też mówię, w ogóle nie potrafię sobie tego wyobrazić...
No i głupia jest, łatwowierna i ma takie idiotycznie dobre serce, a my
obydwoje, Ty i ja, jesteśmy jednak trochę wymagający... Byłoby mi jej pewnie
bardziej szkoda, gdyby nie to, że sama jest sobie winna. Za dużo na raz
chciała mieć, i Ciebie, i mnie, i coś tam jeszcze... A swoją drogą, gdybyś
miał mnie traktować tak jak ją i być dla mnie taki nieuprzejmy, nie
zniosłabym tego absolutnie!


15. [imiona bohaterów zastąpiono inicjałami]
- Kocham cię, M. - powiedziała B., nie patrząc na mnie. - Kocham cię, czy
tego chesz, czy nie. Czy ja tego chcę, czy nie. To jest jak choroba. Jak
niemoc, w otchłani. Zabłądziłam w tobie, M., nigdy już się nie odnajdę, nie
odnajdę siebie takiej, jaką byłam. A jeżeli odpoweisz uczuciem na moją
miłość, zabłądzisz również, przepadniesz, pogrążysz się w odment, nigdy już
nie odnajdziesz dawnego M. Dlatego dobrze się zastanów, zanim mi odpowiesz.
Korab stał przy kamiennym nabrzeżu. Coś wyładowywano. Ktoś krzyczał i klął
po walijsku, poganiając tragarzy. Zwijano żagle. Żagle...
- To straszna choroba, ta miłość - ciągnęła B., też przyglądając się żaglom
korabia.
	

[konkurs] miłość w literaturze
Yola
Aug 9, 2006, 4:07:48 PM
ODPOWIEDZI!
Odpowiedzi podaję w formacie następującym: kawałek cytatu (przycięty),
następnie od myślniczków parę co ciekawszych strzałów w płoty (chyba, że nie
było nic zabawnego), następnie bez myślnika odpowiedź poprawna. Jeśli w
cudzysłowie, to w brzmieniu dosłownym z czyjegoś maila. Jeśli nie było
jakichś wybitnie oryginalnych, wartych zacytowania, odpwowiedzi poprawnych,
to bez cudzysłowu i bez udziwnień ;-)
Komentarze dodatkowe moje w nawiasach kwadratowych.

> Motto:
> Make love, not war... Get married and do both...

...i kochaj kota swego, bo możesz mieć gorszego...
[woyowi za uzupełnienie motta dziękuję pięknie]


> 1. [Imiona bohaterów zastąpiono przez ona i on]
> ...widziała jak odtrącają wszelkie jadło, wszelki napój i wszelkie
> pokrzepienie, jak się szukają niby ślepi posuwający się po omacku ku
> sobie, nieszczęśliwi, kiedy usychali rozdzieleni, bardziej
> nieszczęśliwi jeszcze, kiedy będąc przy sobie, drżeli przed grozą
> pierwszego wyznania.

Dzieje Tristana i Izoldy, spisane przez Bediera.
[Reklamacji co do autora nie uwzględnia się, sporo poprawnych odpowiedzi i
nazwisko na okładce książki było jednoznaczne.]

> 2.
> A tu, pod noc już, Wraca Wenus z biesiady weselnej. Wino jej szumi w
> głowie, a wonnościami ocieka całe ciało opasane setką kraśniejących
> róż. Zobaczywszy z jaką skrzętnością pracy dokonano, mruczy:

- "Dziwne jakieś, nic mi się nie kojarzy"
- "Edward Redliński, Konopielka"
- "wyrażenie 'glonek' czegoś tam kojarzy mi się jeszcze z jakimiś bajkami
śląskimi Gustawa Morcinka, które czytałam dawno jako dziecko. Tak żeby
uspokoić sumienie, że zrobiłam wszystko co można, strzelam w tego pana"
- "A nie wiem i nawet mi nic nie świta. Kupidyna w izdebce... To jakiś góral
musiał wymyślić".
[Ewentualnie góralsko-śląsko tłumacz namieszał...]

"Metamorfozy albo Złoty osioł by Apulejusz z Madaury"

> 3.
> Miłość rzecz nędzną i pełną marności
> Przemienia w kształtną i pełną godności.

- "Tradycyjnie większość strzelam w Szymborską. Tytuł? Może Kupidyn?"

"Wiedziałem, że będzie dużo teatru, nastawiłem się odpowiednio :). Sen nocy
letniej, Szekspir".
[To poprawna odpowiedź i poprawne nastawienie :-))
Ej, ludzie, ludzie - imiona zostawiłam!]

> 4.
> Spojrzę na dół... na szpaler... patrz, tam przy altanie,
> Ujrzałem ją niespodzianie!

- "Wygląda jak Szekspir. Romeo i Julia? tematycznie by pasowało"

[Odpowiedź poprawna w dwóch wersjach, bo nie mogłam się zdecydować, która
ładniejsza ;-)]

"Dziady cz.4? poważnie nie jest to jakaś przeróbka?
by Adam Mickiewicz?"
[Ależ najpoważniej na świecie]

"Dziady i Baby... a nie, bez bab. Adaś M. ci to spłodził, Dziadami nazwał,
ale z ktorej części fragment? z IV?
(zaraz, jak to "bez bab"? Co to jest w kontekście tego fragmentu? Parada
Miłości?)"

> 5.
> - Bogu niech będzie chwała! jesteś tedy w domu chirurga, zakochany na
> śmierć w żonie lub córce doktora.

- Żeromski?
- Rozpaczliwy strzał. Oskar Wilde i Portret Doriana Graya?

Kubuś Fatalista i jego Pan, Denis Diderot
[sporo poprawnych]

> 6.
> Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
> czy to poważne, czy to pożyteczne -

- William Shakespeare, Romeo i Julia

"Szymborska, tylko ona tak rytmizuje, ale nie wiem co to dokładnie"
"Rzekłbym, że Szymborska Wisława. A że to poezja współczesna, więc może się
zwie 'Miłość szczęśliwa'?"
[I wszystko jasne. Tytuł prosty do zgadnięcia, sporo osób deklarowało strzał
i zwykle strzelało poprawnie.]

> 7. Tylko tytuł
> Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust!
> Bo miłość twa przedniejsza od wina.

"Pieśń nad Pieśniami - woy ma rację, extra punkty za autora!"
[Nie będzie!]

> 8.
> Nie myśl, że nie kocham
> Lub, że tylko trochę

- "Nie wiem, ale mądre :)"
- "Tu to mi nawet Szymborska nie pasuje. Jakieś takie wrażenie
czegoś śpiewanego mi się przyczepiło. A co tam, strzelę. Śmiech to zdrowie.
Turnau. Pożegnanie? (Na zdrowie!)"

Edward Stachura, Z nim będziesz szczęśliwsza.
[SDM ułatwiło o tyle, że wiele osób "miało w uszach", a utrudnił o tyle, że
były wielkie problemy z tytułem ;-) Coś za coś...]

> 9.
> Niosła obrzydliwe, niepokojąco żółte kwiaty (...)

- "Pierwsze skojarzenie było z Grą w klasy Cortazara. Pewnie to nie to, ale
drugiego wrażenie nie mam..."

"Mistrz i Małgorzata by Misiek Bułchakow
a myślałby kto, że się Lupa do niczego człowiekowi nie przyda - to
zapamiętałam z jego inscenizacji - fatalna cena z żółtymi kwiatami"
[E, tam. "Obrzydliwe, niepokojąco żółte kwiaty" charakterystyczne jak
cholera. Ci co nie zgadli meldowali, że niepokój płynący z kwiatów się im
niezwykle udzielił.]

> 10. Tylko autor, bo tytuł musiałam podać
> MIŁOŚĆ
> Jest czekaniem
> na niebieski mrok

- "Strzelam jakaś Poświatowska?
bo Bursa to to nie jest z całą pewnością:
'tylko rób tak, zeby nie było dziecka
tylko rób tak, żeby nie było dziecka...'"

Ni.
Małgorzata Hillar.
[Charakterystyczna, wiele osób strzeliło "po stylu", "po klimacie" albo "po
syndromie zbyt luźnego entera" ;-)]

> 11.
> Ty piszesz mi, Danusiu, że idąc na przekór panującemu prądowi, nie
> kochasz się, a nawet nie wiesz, jak to się robi.

- Grochola?
- Tu mi się narzuca jakaś babska współczesność. Jest takich autorek trochę.
Wylosowała mi się Grochola. Tytułu nawet nie odważę się strzelać
- Danusia oczywiście była, każdy wie gdzie, jednak przeciwko Krzyżakom
opowiada się i Jagiełło i sklepik z alejką. Strzelę sobie w Kunderę:
Nieznośna lekkość bytu, Milan Kundera
- Raczej nie żaden Prus i Emancypantki prawda?
- Nie znam onej Danusi, w ogóle z Danuś znam tylko Danuśkę ze Spychowa i
moją ciotkę Danusię z Korytek, ale to chyba żadna z nich...

Marek Bieńczyk, "Tworki".

[Jedyne pytanie, które nie poddało się nikomu. Daga, czemu nie brałaś
udziału, co?
List do Danusi charakterystyczny, ale niezbyt reprezentatywny dla całości.
Dobra książka to jest...
Biedny Bieńczyk... Grochola, Prus... hehe...]

> 12. [hint: język, język!]
> Ach - ona była kiedyś panną! Nigdy mi to na myśl nie przyszło. Ona
> była malutką dziewczyneczką - córeczką - bidulką! Ta niesmaczna w
> wysokim stopniu piosenka jej rozczuliła mnie do łez.

[Oważ niesmaczna piosenka brzmiała (cytuję z pamięci, bo książka w domu):
"Ja jestem z domu von und zu
I to tak imponuje mu
Pędzę jak antylopa gnu
Jestem to tam to tam to tu"
Wszystko jasne?]

Nie Dickens, nie Gombrowicz, a Witkacy i jego "Szewcy"

> 13.
> Miłości, któż się wyrwie z twych obieży!
> Miłości, która runiesz na ofiary,
> W gładkich dziew licach gdy rozniecisz czary,

- "Pewnie coś greckiego, skoro Afrodyta, a i Ty wspominałaś o
mitach...Jednak czy Iliada, czy Odyseja, czy któraś z greckich tragedii -
nie wiem".
- "Szymb... nie wróć. Tu mi bardziej Mickiewicz pasuje. Sonety?"
- "Boszz. Apostrofa nieco romantyczna, ale chyba raczej coś około Jana
Andrzeja Morsztyna? Jakiś barok jak nic, ale Will już był, ech miałam nie
zgadywać. No ale ja to znam skądś"
[oj, znasz, znasz...]

"To ona, Antygona! Starożytnie dowodził pan Sofokles".

> 14.
> Wiem, że liczę się tylko ja, i nigdy nie uwierzę, że mógłbyś się dla
> mnie zmienić! Chociaż ONA mówi, że dla niej się zmieniłeś...

- "Też wiem, tylko nic z tego nie wynika. Tego, co to jest, akurat nie
wiem".
- "A to też znam skądś. To jakaś psica mówi albo kocica, ale oczywiście
psica, bo jak wiadomo koty nie umieją ułożyć sensownego zdania ;-P chyba, że
są diabłem wcielonym ;-P"

[nie psica i nie kocica, lecz...]

"I tu ujawnia sie moje pokrzywienie, to byl pierwszy cytat, ktory
skojarzylam. 'Jeden kierunek ruchu', czyli listy pokopanej Skody, Joanna
Chmielewska".

[...samochodzica]

> 15. [imiona bohaterów zastąpiono inicjałami]
> - Kocham cię, M. - powiedziała B., nie patrząc na mnie. - Kocham cię,
> czy tego chesz, czy nie. Czy ja tego chcę, czy nie. To jest jak
> choroba.

- "Ten walijski mnie rozkojarza :)"
[a nie powinien...]

"To straszna choroba ta miłość. No właśnie. Francuskie, mimo że walijskie,
mimo że polskie. Choroba, czyli Maladie, czyli Sapkowski".

Wyniki indywidualne porozsyłam za chwilę. Proszę sobie sprawdzić. Reklamacje
przyjmuję do jutra, do mniej więcej tej samej godziny (czyli 9 rano). Słowa
obelżywe pod moim adresem proszę sobie darować. Pomidory również (nie
lubię). Waląc głową w mur proszę uważać na tynk. Odszkodowań za uszkodzenia
po obu stronach tego zabiegu nie wypłacam. Hm... to chyba wszystko...

y.
	

[konkurs] miłość w literaturze
Yola
Aug 10, 2006, 5:37:00 PM
WYNIKI!!!
Otóż nadeszła ta wiekopomna chwila...
W konkursie wzięło udział 10 osób, a zatem wszyscy załapali się na pierwszą
dziesiątkę!
W dwóch przypadkach doszło do remisu punktowego. Niżej w klasyfikacji
wzięłam pod uwagę datę _ostatniej_ poprawki (ale jakbym wzięła datę
pierwszego maila to akurat byłoby tak samo). Wyżej w klasyfikacji natomiast
wątpliwości nie było, bo obie osoby odpowiedziały raz a dobrze :-)))

A zatem.....

10. Paweł Wolniewicz, punktów 6
9. Srebrna, puktów 8
8. Marcin Fastyn, punktów 10,
ostatnia poprawka: 7 sierpnia 2006 14:36
7. Gosia Wolniewicz, punktów również 10,
ostatnia poprawka również 7 sierpnia 2006, ale o 8:18
6. Sigurd, punktów 12
5. Czajka, punktów 15
4. Magha, punktów 17 (to te 500 czy ileś wspólnych ocen w b-netce ;-) )

Napięcie sięga zenitu, pierwsza trójka
(Dwie osoby z pierwszej trójki przysłały odpowiedzi 8 sierpnia tuż przed
północą!)

3. Michał Jankowski, punktów 20
2. Monika Wandzel, punktów 21 (odpowiedzi z 8 sierpnia)

I... Nie w strzelaniu a w biegach (za to o parę długości)...
Wygrywa...

1. WOY!!!
(punktów 21, odpowiedzi z 3 sierpnia)

Dziękuję wszystkim uczestnikom. Gratuluje zwycięzcy, który mimo braku czasu
i pomysłu będzie miał niewątpliwy zaszczyt ułożenia kolejnego konkursu.
Mharharharhar.

y.