Gosia Wolniewicz
Oct 26, 2008, 5:35:24 AM
Cud się stał pewnego razu i z jajek zniesionych przez Czajkę w poprzednim
konkursie wykluły się... papugi. Wszystkie pięknie upierzone, kolorowe i w
większości (mam nadzieję) znane. Każda z papug gadać umie i wszystkie powinny
po umiejętnej perswazji się przedstawić. Obłaskawiać je należy oczywiście
samodzielnie, a wszelka pomoc w postaci googla, szperania w książkach
(niezależnie od formy i nośnika) czy korzystania z wiedzy rodziny i znajomych
jest zakazana.
Odpowiedzi (lub odpowiedź :P) należy nadsyłać powiedzmy do północy, 3
listopada 2008 roku, na adres
magnolia1973 (at) gazeta kropka pl.
Jak powiada mój drogi mąż, nie sztuką jest zrobić konkurs - sztuką jest zrobić
konkurs łatwy. Tym razem wyjątkowo starałam się ten ideał osiągnąć i wkrótce
się przekonamy czy swoimi dobrymi intencjami jak zwykle mogę jedynie piekło
brukować. W każdym razie powodzenia!
1.
"Papużko, papużko,
Powiedz mi coś na uszko."
"Nic nie powiem, boś ty plotkarz,
Powtórzysz każdemu, kogo spotkasz."
2.
Wszyscy rzuciliśmy się na jedzenie. Minęła spora chwila, zanim ktoś wyrzekł
słowo. Zamieszkujące w nas zwierzę pożywiało się i poiło winem. Jedzenie i
napój szybko zamieniały się w krew. Świat wydawał się coraz piękniejszy,
siedząca obok kobieta z każdą minutą stawała się młodsza, zmarszczki znikały z
jej twarzy. Wisząca przed nami papuga w zielonym fraku z żółtą kamizelką
wysunęła łebek, by się nam przyjrzeć. Czasem wydawała się krasnoludkiem, to
znów duchem starej śpiewaczki w jej zielono-żółtej toalecie. Winorośl nad
naszymi głowami nagle pokryła się wielkimi liśćmi i czarnymi owocami.
3.
Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą;
Pawiem narodów byłaś i papugą,
4.
Zajrzałem do Romana, gdyż korciło mnie, by opowiedzieć komuś o mojej
przygodzie. Roman, trzymając się za brodę, stał przy stole laboratoryjnym i
przyglądał się małej zielonej papużce, leżącej w szalce Petriego. Papużka była
nieżywa, oczy miała zasnute martwą białawą błoną.
- Co jej się stało? - spytałem.
- Nie wiem - odpowiedział Roman. - Zdechła, jak widzisz.
- Skąd się u ciebie wzięła papuga?
- Sam się dziwię.
- Może to sztuczna?
- Ależ nie, normalna papuga.
- Pewnie Witek znowu siadł na umklajderze. Pochyliliśmy się nad papugą i
zaczęliśmy ją dokładnie oglądać. Na czarnej podkurczonej łapce była obrączka.
- “Foton" - odczytał Roman. - I jeszcze jakieś cyfry... “Dziewiętnaście zero
pięć siedemdziesiąt trzy".
5.
G. swoje podstawowe życzenie spełnił od razu na podwórku.
- Ja - powiedział w obecności mnóstwa świadków - chciałbym, złota rybko,
otrzymać brazylijską papugę arę, która może nauczyć się ludzkiej mowy.
- To nic trudnego - odparła rybka - ja sama przecież potrafię mówić po ludzku.
- Zgoda - powiedział G., postawił słoik z rybką na ławce, wyjął z kieszeni
grzebień i w oczekiwaniu na uroczysty moment przeczesał gęste, rozwichrzone
kosmyki.
- Chwileczkę - powiedziała złota rybka. - Z Brazylii droga daleka... Trzy,
cztery, pięć.
Wspaniała, ogromna, wielobarwna, dumna papuga ara siedziała na gałęzi drzewa
tuż nad G. i przechyliwszy głowę na bok patrzyła na stojących pod drzewem ludzi.
G. zadarł głowę i powiedział:
- Cip, cip! Chodź tutaj, drogi ptaku. Papuga zastanawiała się, czy warto
zeskoczyć na wyciągniętą dłoń G., gdy akurat weszli na podwórko śpiewający
głośno radosną pieśń P. z K., również posiadacze złotych rybek. Jak się
później okazało, to właśnie oni, niezależnie jeden od drugiego, przekształcili
wodę w wódkę. Teraz, zadowoleni z wyników doświadczenia i ze zbieżności swoich
życzeń, szli ku sąsiadom, aby obwieścić im początek nowej ery.
- Carramba! - powiedziała papuga, ciężko zeskoczyła z gałęzi drzewa i
wzleciała ponad dachy. Tam zatoczyła koło, strasząc wrony i połyskując
tęczowymi skrzydłami.
- Carramba - krzyknęła ponownie i wzięła kurs na zachód, ku brzegom ojczystej
Brazylii.
- Zawróć ją! - krzyknął G. - Zawróć ją natychmiast!
- To twoje drugie życzenie? - zapytała podstępnie rybka.
- Pierwsze! Przecież go nie spełniłaś!
- Zamawialiście papugę, towarzyszu G.?
- Zamawiałem. A gdzie ona jest, złota rybko?
- Odleciała.
- Przecież mówię.
- Ale była.
- I odleciała. Dlaczego nie w klatce?
- Dlatego, że wy, towarzyszu G., klatki nie zamawialiście.
6.
Pierwszą ofiarą mej zręczności była papuga, której przestrzeliłem skrzydło.
Żyła jeszcze, kiedym ją podniósł. Chciałem ją dobić, ale wyjąwszy strzałę z
rany ujrzałem, że ma tylko skrzydło strzaskane. Przy tym tak żałośnie na mnie
spoglądała, że nie mogłem się odważyć na odebranie jej życia. Związałem
zranione skrzydełko, obłożyłem je mchem zwilżonym w wodzie, a biedna ptaszyna
po kilku dniach przyszła zupełnie do siebie. Przez czas choroby oswoiła się
zupełnie i nie opuszczała jaskini. Przyjemnie mi było mieć chociaż takiego
towarzysza samotności.
7.
- Ikso - powiedziałem opierając się o poręcz krzesła i ogryzając czubek
gęsiego pióra - jaki byłby według ciebie najlepszy wstęp do nowej książki o
doktorze Igrek?
Stara papuga, która przeglądała się w szklanym kałamarzu na moim biurku,
przestała podziwiać swoje odbicie i spojrzała na mnie bystro.
- Jeszcze jedna książka! - zawołała Iksa. - Więc będzie jeszcze jedna książka
o doktorze Igrek?
- Rozumie się, oczywiście - powiedziałem - przecież chcielibyśmy opisać
wszystkie przygody z życia doktora, a pozostało ich jeszcze bardzo dużo.
- Tak, tak, masz słuszność - odpowiedziała Iksa. - Zastanawiałam się tylko nad
tym, kto właściwie decyduje, ile książek o doktorze Igrek ma się jeszcze ukazać.
- Myślę, że przede wszystkim czytelnicy. Ale powiedz mi, od czego ty
zaczęłabyś tę nową książkę?
- Szanowny panie T. S. - powiedziała Iksa i zmrużyła oczy. - Na to pytanie
trudno jest odpowiedzieć. W życiu doktora Igrek było tyle ciekawych przygód,
że raczej chodzi o to, co opuścić, a nie o to, co wybrać. Twoje włosy, kochany
T., siwieją już nieco na skroniach. Gdybyś rzeczywiście chciał opisać
wszystko, co się doktorowi zdarzyło, byłbyś chyba w moim wieku, zanim byś
doszedł do końca. Chociaż nie dla uczonych piszesz twoją książkę, muszę ci
wyznać, często myślę o tym, że ty, jako jedyny człowiek, który poza doktorem
Igrek zna mowę zwierząt, że ty właściwie powinieneś napisać coś uczonego z
dziedziny nauk przyrodniczych. Mam na myśli coś uczonego, z czego ludzie
mogliby osiągnąć jakąś korzyść. Ale może to jeszcze kiedyś nastąpi. Jak
powiedziałeś, dzieje życia tego wielkiego człowieka wciąż nas jeszcze zajmują.
Jak zacząć opowiadanie?
8.
Ledwie zniknął yaniri ze swą trzodą samic, wróciły papugi. Ciągnąc za sobą
jeszcze więcej papug. Zacząłem im się przyglądać. Przeróżne to były papugi.
Duże, małe i maciupeńkie; o dziobach długich i zakrzywionych i dziobach
perkatych; były tam i papużki, i tukany, i ary. Ale przede wszystkim gadatliwe
amazonki. Wszystkie gaworzyły jednocześnie, głośno, bez przerwy, w uszach
rozbrzmiewał mi nieustanny papuzi grzmot. Niepokój coraz większy mnie
ogarniał, gdy im się tak przyglądałem. To jednym, to drugim się przyglądałem,
niespiesznie. Co one tam robią? Coś wisiało w powietrzu, na pewno, pomimo
moich ziół przeciwko dziwnym dziwnościom. „Czego chcecie, o czym to tak
gadacie”, zacząłem do nich krzyczeć. „O czym mówicie, z czego się tak
śmiejecie”. Wystraszony, ale i strasznie ciekawością zżerany zarazem. Nigdy
nie widziałem tylu papug naraz. To nie przypadek, to nie było ot tak, po
prostu. Wobec tego skąd się ich tyle wzięło i dlaczego? Kto mi je przysłał?
9.
Na Protostenezie żyje mały ptaszek, będący odpowiednikiem ziemskiej papugi,
nie gada on jednak, lecz pisze. Najczęściej niestety wypisuje na płotach
nieprzyzwoite wyrazy, jakich uczą go ziemscy turyści. Ptaszka tego pewni
ludzie umyślnie doprowadzają do wściekłości, wytykając mu błędy ortograficzne.
Zaczyna wówczas zjadać ze złości wszystko, co zobaczy. Podtykają mu pod dziób
imbir, rodzynki, pieprz oraz krotowrzask, rodzaj ziela, wydającego o wschodzie
słońca przeciągły krzyk (jest to ziele kuchenne, używane też czasem zamiast
budzika). Kiedy ptaszek ginie z przejedzenia, biorą go na rożen. Zwie się on
pismaczek przedrzeźniak (graphomanus spasmaticus Essenbachii). Temu rzadkiemu
gatunkowi grozi obecnie zagłada, ponieważ każdy turysta, przybywający na
Protostenezę, ostrzy sobie zęby na przysmak, za jaki uchodzą pieczone
pismaczki w malignie.
10.
Porównywałem nowe stworzenie z jego poprzednikiem; nie ulega wątpliwości, że
obaj należą do tego samego gatunku. Miałem zamiar wypchać jedno z nich dla
mojej kolekcji, lecz Iksa z jakichś powodów jest nieprzychylnie nastawiona do
tego projektu. Porzuciłem więc tę myśl, choć uważam, że to błąd. Nauka
poniosłaby niepowetowaną stratę, gdyby te stworzenia wyginęły. Starsze
stworzenie jest teraz bardziej oswojone i umie śmiać się i paplać jak papuga,
czego bez wątpienia nauczyło się, przebywając tak często z papugą i posiadając
dobrze rozwinięty dar naśladowczy. Zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że jest
to nowy rodzaj papugi, a jednak nie powinienem się dziwić, gdyż stworzenie to
było już wszystkim, co tylko przyszło mi na myśl od czasu tych pierwszych dni,
gdy było rybą. Nowe stworzenie jest tak samo brzydkie, jak z początku był jego
poprzednik, ma taką samą skórę barwy siarki i surowego mięsa i dziwną,
pozbawioną owłosienia głowę. Iksa nazywa go A.
11.
Kiedym jeszcze dawniej handlował zwierzętami, przyszła do mnie jakaś dama i
powiada, że jej papuga wyleciała do ogrodu, a ponieważ bawiły się tam jakieś
dzieciaki w Indian, więc powyrywały papudze wszystkie pióra z ogona i
przystroiły się nimi, jako policjanci. Papuga rozchorowała się ze wstydu, że
nie miała ogona, a weterynarz dobił ją jakimiś proszkami. Chciała więc ta pani
kupić nową papugę, ale przyzwoitą, nie taką, która umie tylko pyskować. Cóż
było robić, kiedy w domu papugi nie miałem i o żadnej nie wiedziałem! Miałem w
domu tylko buldoga, złego i ślepego. Więc musiałem, proszę pana oberlejtnanta,
przemawiać do tej pani od czwartej po południu do siódmej wieczorem, dopóki
zamiast papugi nie kupiła tego buldoga. Była to sprawa gorsza od intrygi
dyplomatycznej, ale kiedy już odchodziła mogłem rzec do niej: „Teraz niech
jemu chłopcy spróbują wyrwać ogon!” Więcej z tą panią nie rozmawiałem, bo
musiała wyprowadzić się z Pragi przez tego buldoga, który pogryzł cały dom.
Czy pan oberlejtnant uwierzy jak trudno znaleźć porządne zwierzę?
12.
Generał właśnie zapalał papierosa, kiedy z drugiej strony okna, pod którym
siedział, padł nagle chrapliwy okrzyk:
- Nieder mit Österreich... hoch Italien. (Precz z Austrią... niech żyją
Włochy.) Pfeffer... Pfeffer!
Inspektor zdrętwiał i znieruchomiał z jedną ręką wzniesioną z papierosem na
połowie drogi do ust. Twarz mu nabrzmiała, szeroko wytrzeszczył przekrwione
oczy na obydwu oficerów, których wyraz twarzy wskazywał na jakieś dziwne
osłupienie.
- Evviva Italia... (Niech żyją Włochy), evviva Cadorna... (niech żyje
Cadorna), á bas les boches! (precz z Niemcami!).
Generałowi twarz nabrzmiała tak, jakby za chwilę miał dostać ataku
apoplektycznego.
- Coo too jest?
Adiutant ostrożnie, jakby z wahaniem, wychylił się za okno.
- Papuga, panie generale.
- Pa-pu-ga?
Oczy mu wyłaziły z orbit i mówił z trudem.
Tymczasem papuga recytowała cały, pracowicie wyuczony repertuar, jakby
składała egzamin. - Niech żyją politycznie podejrzani żołnierze... pieprzu...
pieprzu... Ara, papużko... pan generał idiota!
Generał oprzytomniał i głęboko nabrał powietrza w płuca.
- Chodźmy zobaczyć tę papugę - chrapliwym, głosem rzekł do adiutanta.
Kiedy stanęli przed klatką umieszczoną na ławeczce, papuga podwoiła swoją
energię. (…)
- Czyje to bydlę?
- Nie wiem, panie generale - odpowiedział kapitan.
Jak na zawołanie, ukazał się na widowni K., który wyszedł zza węgła budynku i
szybko szedł w stronę drugiego baraku, nie patrząc na stojącą pod oknem grupę.
- Hej, frajtrze, chodźcie tutaj!
K. podbiegł i stanął przed generałem.
- Czyja to papuga?
- Pana oberlejtnanta von N., panie generale. Papuga darła się tak energicznie,
jakby chciała być słyszana przez cały garnizon.
- Nieder mit Österreich... pan jest idiota! (…)
Generał trzepnął laską i klatka zleciała na ziemię, papudze jednak nie zrobiło
to wielkiej różnicy i prędko odzyskała równowagę.
- Maulhalten! Pieprzu!
- Przecież to nie można słuchać tego, co to bydlę wykrzykuje! Zawołajcie,
frajtrze, pana oberlejtnanta!
- Rozkaz, panie generale.
13.
Papuga była zawsze zafrapowana widokiem rekina na pokładzie. Wyskakiwała z
szałasu i wdrapywała się w szalonym pędzie po ścianie domku, dopóki nie
znalazła bezpiecznego punktu obserwacyjnego na palmowym dachu, gdzie siadywała
i spoglądała przekrzywiając łebek lub też podskakiwała i pokrzykiwała z
podniecenia. Ptak bardzo szybko stał się dobrym marynarzem i tryskał zawsze
humorem i dowcipem. Było nas więc siedmioro na pokładzie: sześciu ludzi i
zielona papuga. (...) W nocy papuga właziła do klatki pod dachem, a w dzień
dreptała po pokładzie albo wieszała się na padunach i sztagach wykonując
fascynujące łamańce akrobatyczne. Na początku mieliśmy na sztagach
podtrzymujących maszt ściągacze, lecz przecierały one liny i trzeba je było
zastąpić zwyczajnymi węzłami. Kiedy sztagi wskutek słońca i deszczu
rozciągnęły się i obluzowały, wszyscy musieliśmy naciągać takielunek tak, aby
maszt z twardego i ciężkiego jak żelazo drzewa mangrowego nie rwał lin i żeby
się nie przewrócił. Gdyśmy naciągali i utwierdzali liny, w najkrytyczniejszych
momentach papuga wołała swoim błazeńskim głosem: “Ciągnij! Hej raaz!
Ho-ho-ho-ho, ha-ha-ha!" Kiedy zaczynaliśmy się z tego śmiać, ptak zaśmiewał
się również ze swego dowcipu i kręcił się wirując wokół sztagów.
Z początku papuga boczyła się na naszych radiotelegrafistów.
Bywało, że siadywali oni spokojnie w kąciku radiowym, z magicznymi słuchawkami
an uszach, szczęśliwi i pogrążeni w rozmowie z jakimś radioamatorem w
Oklahomie. Nagle głos w słuchawkach zamierał i nie można było złapać żadnego
dźwięku, mimo manewrowania gałkami i drutami. To papuga odgryzała antenę.
Zdarzało się to szczególnie często w pierwszym okresie podroży, kiedy antena
wisiała na baloniku. Lecz pewnego dnia ptak poważnie zachorował. Siedział w
klatce nastroszony i osowiały i nie ruszał jedzenia przez dwa dni, a jego
“wizytówki" lśniły złotymi kawałkami drutu od anteny. Wtedy radiotelegrafiści
pożałowali swoich gniewnych słów, a papuga swoich psot. Od tego dnia Torstein
i Knut stali się jej najlepszymi przyjaciółmi. Ptak zaczął sypiać tylko w
kąciku radiowym. Kiedy papuga przybyła na tratwę, jej ojczystym językiem był
hiszpański. Bengt twierdził, że ptak zaczął mówić po hiszpańsku z norweskim
akcentem na długo przedtem, zanim nauczył się naśladować ulubione przekleństwa
Torsteina w rdzennym, norweskim języku.
14.
"Kochany A.!
Zdumienie, jakie cię ogarnęło, kiedy skryty za kotarą przysłuchiwałeś się
deklamacji, nie było większe ani mniejsze niż to, którego doświadczaliśmy
oboje podczas audiencji udzielonej posłowi indyjskiemu. Wśród darów
przysłanych nam przez jego władcę znajdowała się złota klatka. Czy
przypominasz sobie, jak poseł zdjął z niej jedwabną chustę i po raz pierwszy w
życiu ujrzeliśmy papugę, ptaka o szkarłatnym podgardlu i szmaragdowych
piórach, która wykrzyknęła: "Witaj, Cezarze, Ojcze Ojczyzny!" Na takie zdanie
potrafi się zdobyć i małe dziecko, które dopiero niedawno zaczęło gaworzyć,
ale osłupieliśmy słysząc, że wykrzykuje je ptak. A przecież żaden rozsądny
człowiek nie będzie wychwalał rozumu papugi za to, że w odpowiednim momencie
wypowiedziała odpowiednie słowa. Nie wiedziała bowiem zupełnie, co znaczą. Na
uznanie zasługuje tylko człowiek, który z niezmordowaną cierpliwością
wytresował papugę. Wiesz przecież dobrze, że kiedy indziej ptak ten wtrąca się
do rozmowy, wykrzykując takie nonsensy, że musimy zakrywać klatkę. Podobnie ma
się sprawa z Iksem. Choć, nawiasem mówiąc, porównanie z mym wnukiem to
wątpliwy komplement dla tak niezwykle pięknego ptaka jak papuga. Przemówienia,
któremu się przysłuchiwałeś, nauczył się niewątpliwie na pamięć. Ostatecznie
podboje rzymskie w Niemczech to temat mocno oklepany i Atenodor mógł mu kazać
wyuczyć się słowo w słowo z pół tuzina wzorowych deklamacji. Nie sądź, że nie
ucieszyłam się wiadomością, którą mi zakomunikowałeś. Przeciwnie, sprawiła mi
niemałą radość. Okazuje się bowiem, że można tego chłopca wytresować, a to
znaczy, że potrafi wyuczyć się tego, co potrzebne do ślubu. Natomiast twój
pomysł, żeby bywał u nas na wieczerzy, wydaje mi się wprost śmieszny. Ja
absolutnie nie będę jadać w tym samym co on pokoju; dostałabym chyba
niestrawności. (...)”
15.
Dźwignia złamała się. Statek skręcił ostro i wystrzelił w górę, a załoga
przeleciała gwałtownie przez kabinę i wylądowała pod przeciwległą ścianą.
Należący do F. egzemplarz przewodnika (…) trzasnął w inną część konsoli
kontrolnej, z połączonym efektem: przewodnik zaczął objaśniać wszystkim,
którzy mieli ochotę słuchać, najlepsze metody szmuglowania z Antaresa
gruczołów papug („gruczoły papug z Antaresa na wykałaczkach to obrzydliwa,
lecz niezwykle poszukiwana zakąska koktajlowa, za którą bardzo bogaci idioci
płacą ogromne sumy tylko po to, aby zaszpanować innym bardzo bogatym
idiotom”), a statek nagle zaczął spadać jak kamień.
16.
Po śniadaniu powiedziały, że idą nakarmić ptaki, a ja postanowiłem pójść z
nimi. Przebrały się w robocze dżinsy i koszule, włożyły białe długie kalosze.
Ptaszarnia znajdowała się za kortami tenisowymi w niedużym parku. Były tam
różne ptaki: poczynając od kur, przez gołębie, pawie, do papug włącznie.
Dookoła kwietniki, krzaki i ławki. Dwóch mężczyzn, wyglądających na pacjentów,
zmiatało liście ze ścieżki. Obydwaj mieli między czterdzieści a pięćdziesiąt
lat. R. i N. podeszły do nich się przywitać, R. chyba zażartowała, ponieważ
obaj się roześmiali. Na klombie kwitły kwiaty, krzaki były starannie
przycięte. Na widok R. ptaki podniosły krzyk i zaczęły latać w kółko po klatce.
R. z N. przyniosły ze składziku obok ptaszarni torbę z karmą i gumowy wąż. N.
przymocowała go do kranu, odkręciła kurek. Potem uważając, żeby ptaki nie
wydostały się na zewnątrz, weszły do klatki. N. spłukiwała ptasie odchody, a
R. szorowała podłogę szczotką ryżową. Rozpryskująca się woda odbijała
promienie słońca, pawie uciekały, drepcząc i machając skrzydłami. Indyk
przypominający gderliwego starca podniósł głowę i wlepił we mnie wzrok, papuga
siedziała na drążku i bardzo niezadowolona machała skrzydłami. R. zamiauczała
jak kot w stronę papugi, która cofnęła się w kąt klatki i nastroszyła, lecz po
chwili zaskrzeczała: - Dziękuję, wariat, gówniarz.
- Kto ją tego nauczył? - zapytała N. z westchnieniem.
- Nie ja. Ja bym jej takich słów nie uczyła - odparła R.. I znowu miauknęła.
Papuga umilkła.
- Miała kiedyś okropną przygodę z kotem, dlatego teraz strasznie się ich boi –
wytłumaczyła R. ze śmiechem.
17.
Poczekalnia owa posiadała osobliwy urok, jakąś siłę przyciągającą: była tam
pstra papuga ze złośliwymi, małymi oczami, siedząca w mosiężnej klatce w kącie
pokoju i z niewiadomych powodów zwana Jozafatem. Miała ona zwyczaj mówić
głosem rozwścieczonej starej baby: - Proszę usiąść... Momencik... - a chociaż
w danych okolicznościach brzmiało to jak szkaradne drwiny, H. B. był do niej
przywiązany miłością połączoną ze zgrozą. Papuga... duży różnobarwny ptak,
zwany Jozafatem, który umiał gadać! Czyż nie umknął on jakby z zaczarowanego
lasu, z książki z bajkami Grimma, którą Ida w domu głośno czytywała?...
Również owo „proszę”, z którym pan Brecht otwierał drzwi, Jozafat powtarzał
jak najwyraźniej, tak że - i to było najdziwniejsze - do gabinetu
dentystycznego wchodziło się ze śmiechem i zasiadało się w dużym,
nieprzyjemnie skonstruowanym fotelu przy oknie, obok którego stała maszyna
dentystyczna.
Co się zaś tyczy pana Brechta, to był on zupełnie podobny do Jozafata, gdyż
nad szpakowatymi wąsami nos jego był równie twardo i krzywo zagięty jak dziób
papugi. Ale najgorsze ze wszystkiego, a właściwie najstraszniejsze było to, że
on sam nie dorósł nerwowo do cierpień, do których zadawania zmuszał go jego zawód.
18.
Na ulicy, gdzie sprzedają sprowadzone ze świata papugi, jeden rewir wydzielono
dla ptaków gadających. Ptaki szczekają i gwiżdżą w rozgwarze, na zasłanej
piórami alejce. Wiedziałem, które to plemię wędrujące jedwabnym lub
wielbłądzim szlakiem przeniosło je w maleńkich palankinach przez pustynię.
Czterdziestodniowa wędrówka, od kiedy niewolnicy schwytali ptaki i zasadzili
je jak kwiaty w podzwrotnikowych ogrodach, a później wsadzili do bambusowych
klatek i spuścili na wody rzeki, którą jest handel. Pojawiały się jak panny
młode ze średniowiecznych romansów.
Stanęliśmy pośród nich. Pokazywałem jej miasto, jakiego nie znała.
Dotknęła mej ręki przy nadgarstku.
- Gdybym ci poświęciła życie, odrzuciłbyś mnie, prawda?
Nic jej nie odpowiedziałem.
19.
PAPIEŻ
(zmięszanie śmiechem pokryć usiłuje i spędza papugę.)
Precz, szatanku! Z tiary na pastorał rusza,
Przeklęte zwierzę ptasie... o mało nie powiem,
Że w niej zaklęta Lutra pokutuje dusza;
Pełna przysłowków ergo, ponieważ, albowiem.
Raz za firanką skryta, wdała się w dysputy
Z kardynałem, prezesem dataryji biura.
Rozumiał, że mu doktor jakiś tęgo kuty
Odpowiadał na kwestie - ona trzęsła pióra,
A kardynał rwał włosy i nadrabiał krzykiem;
Papuga odrzucała odpowiedzi ślepe;
Na koniec go zabiła hebrajskim językiem,
Krzycząc... „Pappe satan! pappe satan! aleppe...”
Głupie stworzeńko! Tak to czasem Bóg pozwala,
Że słaby, Golijatów rozumu obbala...
No mój synu, idź z Bogiem, a niechaj wasz naród,
Wygubi w sobie ogniów jakobińskich zaród,
Niech się weźmie psałterza i radeł i sochy...
20.
Cała załoga poważała go niezmiernie, a nawet słuchała we wszystkim. Do każdego
umiał stosownie przemówić i każdemu wyświadczył jakąś szczególną przysługę.
Dla mnie był nieznużenie uprzejmy zawsze chętnie mnie widział w kuchni, którą
utrzymywał jak cacko w wielkiej czystości i porządku; naczynia wisiały
wypolerowane, a w kącie tuliła się klatka z papugą.
- Chodź no, Hawkins - mawiał zwykle - chodź pogawędzić ze starym Johnem.
Nikogo tu nie witam z taką radością jak ciebie, mój synu. Usiądź i posłuchaj
nowin. Oto kapitan Flint... nazwałem papugę „kapitanem Flintem” na pamiątkę
sławnego korsarza... więc oto kapitan Flint przepowiada nam powodzenie i
szczęśliwą podróż. Nieprawdaż, kapitanie?
A papuga powtarzała pośpiesznie:
- Talary! Talary! Talary! - dopóki John nie zarzucił chustki na klatkę.
- Czy ty wiesz, Hawkins - mawiał kucharz - ten ptak liczy sobie pewnie ze
dwieście lat życia! Papugi żyją długo. Ale jeżeli kto widział większego
zawadiakę, musiał być to chyba sam bies wcielony. Ona rozbijała się po świecie
wraz ze sławnym korsarzem - kapitanem Anglią. Była na Madagaskarze, w
Malabarze, Surinamie, w Providence, Portobello. Była przy wyławianiu
rozbitych okrętów ze skarbami. Tam właśnie nauczyła się wołać: „Talary!
Talary!” - nic dziwnego: było tego piętnaście tysięcy trzysta - wyobraź sobie,
Hawkins! Była przy tym, jak wicekról Indii opuszczał Goa; a patrząc na nią
powiedziałbyś, że to dziecko! Ale ty już wąchałeś prochu, prawda, kapitanie?
- Bądź gotów do dzieła! - skrzeczała papuga.
- Ach, co to za mądra bestia! - powiedział kucharz dając jej kawałek cukru
wyciągnięty z kieszeni, a ptak dziobał pręty i klął na całe gardło
potwierdzając opinię, że jest zawadiaką. John dodawał wtedy:
- Nie gorsz się, chłopcze; nie można dotykać smoły i nie powalać się. Ten
stary ptak jest bardzo cnotliwy i chociaż klnie siarczyście, nic z tego nie
rozumie, możesz być pewny! Stara papla klęłaby tak samo, że tak powiem, przed
kapelanem.
Mówiąc to Długi John wedle swego zwyczaju dotykał z powagą czupryny, co
budziło we mnie przekonanie, że jest najlepszym człowiekiem pod słońcem.
21.
Piękne papużki wciąż wdzięczyły się do niego. Raz udało mu się musnąć dłonią
jedną z nich po miękkich, piórkach. Wprawdzie ptak zręcznie mu się wymknął,
lecz Iks nabrał nadziei, że nie wróci do domu z próżnymi rękami. Z coraz
większą pasją uganiał za ptaszkami. Podczas gonitwy zagłębił się nieco w
gąszcz. Niebawem spostrzegł inne odmiany papug. Na gumowym drzewie wysysała z
kwiatów sok papuga wielkości gołębia. Była to lora. Jej zielone i czerwone
pióra mieniły się w słońcu, gdy zręcznie łaziła po gałęzi od kwiatu do kwiatu.
Lotem szybkim jak strzała przelatywała na inne drzewa obsypane co piękniejszym
kwieciem. Uganiając się za nią, Iks zauważył kilka lor modrogłowych o
liliowoniebieskich głowach i kryzach, ciemnozielonym grzbiecie, oraz
cynobrowoczerwonych piersiach. Skrzeczały do niego, jakby wyśmiewały się z
jego próżnego wysiłku.
- Och, głupi, myślałeś, że złapiesz papugę - rzekł głośno sam do siebie, zły,
że mu się te szczególne łowy nie udają.
„Och głupi, myślałeś, że złapiesz papugę!" ozwał się za nim czyjś głos.
Iks zaczerwienił się jak sztubak schwytany na niemądrej psocie. Więc ktoś
podpatrywał jego pogoń za papugami i teraz wyśmiewał się z niego. Zawstydzony
obejrzał się, nie dostrzegł nikogo. Zdziwiony zaczął przeszukiwać rzadkie w
tym miejscu krzewy, zaglądał za drzewa, lecz nie znalazł żartownisia. (...)
- Chyba się przesłyszałem - mruknął niechętnie. Nagle tuż nad jego głową znów
odezwał się głos: „Och, głupi, myślałeś, że złapiesz papugę!"
Iks natychmiast spojrzał w górę. O metr nad nim na gałęzi siedziała wspaniała
kakadu. Przekrzywiała łebek, zabawnie opuszczając i podnosząc na przemian duży
czub na głowie.
- A to znów co za licho? - krzyknął zdumiony Iks.
„Och, głupi, myślałeś, że złapiesz papugę!" odkrzyknęła kakadu i zaraz dodała:
„A to znów co za licho?"
Iks zachwycony swym odkryciem, aż przysiadł na ziemi. Spoglądał na
czerwonoczubatą kakadu, która przekornie patrzyła na niego. Kakadu wstrząsnęła
czubem i zawołała:
„A to znów co za licho?"
- Jakaś ty śliczna i mądra! - odezwał się Iks, nie wierząc, że naprawdę widzi
rozmawiającego ptaka.
„Jakaś ty śliczna i mądra" powtórzyła papuga.
Od tej chwili Iks zapomniał o wszystkim. Miał tylko jedno, jedyne pragnienie:
musi schwytać gadającego ptaka! Ostrożnie wspiął się na drzewko, ale kakadu w
ostatniej chwili przefrunęła na sąsiednie, przemawiając złośliwie:
„Och, głupi, myślałeś, że złapiesz papugę!"
22.
W bramie spotkaliśmy drobną staruszkę. Trzymała w ramionach klatkę z papugą i
opędzała się natrętnej gromadzie bachorów. Köster zatrzymał się.
- Gdzie panią podwieźć? - spytał.
- Mój Boże, nie mam pieniędzy na taksówkę.
- Nie potrzeba pieniędzy - odparł Otto. - Dzisiaj są moje urodziny i wożę za
darmo.
Trzymała kurczowo klatkę i spoglądała na nas nieufnie.
- A potem okaże się, że trzeba jednak coś zapłacić.
Uspokoiliśmy jej obawy i starowinka zdecydowała się wsiąść.
- Po co kupiliście tę papugę, matko? - spytałem, gdy wysadziliśmy ją przed domem.
- Tak na wieczory. Czy panowie myślą, że drogo będzie kosztować karmienie ptaka?
- Nie. Ale jak to na wieczory?
- Papuga przecież gada - powiedziała staruszka i spojrzała na mnie jasnymi,
starymi oczyma. - Będzie przynajmniej w domu ktoś, kto mówi.
- Ach tak...
23.
Jakaś dziewczynka, z wyglądu pierwszoklasistka, przyszła z dziwnym stworzeniem
na ramieniu. Podobne było do papugi, miało jednak dwie głowy. Jedna z nich
przyglądała się świeżym pędom, druga zerkała na węża.
Kiedy Dżawad wrócił z paczką nawozu, pędy liczyły już metr wysokości, a na
gałązkach pojawiły się pączki. Dżawad sypnął garść nawozu pod korzenie,
koniuszki wypełzły na zewnątrz i poczęły zachłannie podgrzebywać nawóz pod
siebie. K. cofnął się o krok. Tak na wszelki wypadek.
Na gałązkach pojawiły się żółte kwiatki, a gdy rośliny sięgały już trzech
metrów wysokości, płatki opadły i z zawiązków zaczęły rozwijać się owoce. K.
nie mógł oderwać oczu od tego widowiska. Upłynęło jeszcze kilka minut i owoce,
przypominające początkowo zielone obrączki, podrosły i zmieniły kolor na
żółty. Z czymś mu się wyraźnie kojarzyły, nie mógł sobie tylko uprzytomnić z czym.
Wtem jeden owoc oderwał się od gałązki i upadł na ziemię.
Dwugłowy ptak sfrunął z ramienia dziewczynki i pochwycił owoc w oba dzioby.
Nie mógł jednak ani rusz podnieść go z ziemi, bowiem głowy przeszkadzały sobie
nawzajem.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a dziewczynka powiedziała usprawiedliwiająco:
- Nie śmiejcie się. To ptak świeżo odkryty. Jeszcze nie zdążył się oswoić.
24.
Wyobraź sobie, że ten szkun - a można powiedzieć, że jest młody, bo jeszcze
nie ma trzydziestu lat - w ubiegłym roku dostał czapę za to, że niby zgwałcił
żonę jednego ze strażników. Sprawa wyssana z palca. Od dawna już szloił panią
domu, żonę jakiegoś Bretończyka, który był starszym strażnikiem. Jako że
pracował u nich w charakterze „przyjaciela domu", za każdym razem kiedy
Bretończykowi wypadała służba w ciągu dnia, zegarmistrz zabawiał się z jego
połowicą. Popełnili jednakże jeden błąd: cizia nie pozwalała mu więcej prać i
prasować bielizny. Robiła to sama. Mąż, któremu przyprawiała rogi, wiedząc,
jak bardzo jest leniwa, zainteresował się całą sprawą i zaczął coś
podejrzewać. Brakowało mu jednak dowodów. Toteż obmyślił sposób, żeby
przyłapać ich obydwoje na gorącym uczynku i załatwić. Nie doceniał sprytu
swojej lali. Pewnego dnia zszedł z warty w dwie godziny po jej objęciu.
Poprosił jednego z klawiszy, żeby poszedł z nim do domu, bo miał mu jakoby
odpalić szynkę, jaką dostał z rodzinnych stron. Wchodzi po cichu do domu, ale
ledwo zdążył otworzyć drzwi, a tu papuga jak nie wrzaśnie: „Pan wrrrócił!", bo
też takim właśnie okrzykiem witała go, gdy przychodził. Baba w krzyk: „Gwałtu!
Na pomoc!" Obydwaj strażnicy wpadają do pokoju w chwili, gdy kobieta wyrywa
się z objęć zaskoczonego zesłańca, który wyskakuje przez okno. Rogacz strzela
za nim i trafia go w ramie. Żona natomiast, długo się nie zastanawiając,
drapie paznokciami skórę na piersiach i na policzku, drze na sobie peniuar.
Zegarmistrz pada na ziemię. W chwili gdy strażnik zamierza go wykończyć,
zostaje rozbrojony przez kolesia. Muszę ci tu powiedzieć, że ten drugi był
Korsykaninem i od razu kapnął się, że dowódca wrobił go w całą tę historię i
że tu o żadnym gwałcie nie może być nawet mowy. Korsykanin nie mógł jednak
przecież powiedzieć tego Bretończykowi i postąpił tak, jakby uwierzył w te
jego bajery o gwałcie. Zegarmistrz dostaje czapę i do tej pory nie ma w tej
sprawie, chłopie, niczego szczególnego. Dopiero później staje się ona
interesująca.
25.
Dla mnie ogród był rajem na ziemi. Mam wyłącznie jak najlepsze wspomnienia z
okresu dorastania w zoo. Wiodłem żywot prawdziwie książęcy. Który syn
maharadży ma do dyspozycji tak olbrzymi, tak wspaniały plac zabaw? W jakim
pałacu jest taka menażeria? Dzwonek budzika zastępował mi w dzieciństwie dumny
ryk lwów. Choć nie były to szwajcarskie chronometry, mogłem na nich polegać i
być pewien, że co rano między piątą trzydzieści a szóstą będą ryczeć na całe
gardło. Śniadaniu towarzyszyły wrzaski i piski wyjców, skrzeczenie szpaków
azjatyckich i papug kakadu z Moluków. Wychodziłem do szkoły odprowadzany nie
tylko dobrotliwym spojrzenie matki, ale także bystrookich wydr, potężnego
bizona i przeciągających się leniwie, ziewających orangutanów. Przebiegając
pod niektórymi drzewami, musiałem uważać i patrzeć w górę, bo inaczej pawie
mogły narobić mi na głowę. Już lepiej było biec pod drzewami, w których
chroniły się całe wielkie kolonie nietoperzy kalongów; jedyną przykrością,
jaka mogła mnie spotkać z ich strony o tak wczesnej porze, były kakofoniczne
koncerty pisków i skrzeczeń. Mogłem też przystanąć przy terrariach, żeby
rzucić okiem na lśniącą, jakby glazurowaną, jaskrawozieloną lub
żółto-granatową czy brunatno-zielonkawą żabę. Moją uwagę mogły przyciągnąć
ptaki: różowe flamingi, czarne łabędzie, jednokoralowe kazuary lub coś
mniejszego - gołąbki diamentowe, szpaki o lśniącym upierzeniu,
brzoskwiniowogłowe papużki faliste, konury lub pomarańczowe papużki
długoogonowe. Było raczej nieprawdopodobne, żeby wstały już słonie, foki,
wielkie koty czy niedźwiedzie, ale pawiany, makaki, mangaby, gibony, jelenie,
tapiry, lamy, żyrafy i mangusty budziły się wcześnie. Co rano, zanim minąłem
główną bramę, rejestrowałem jakiś jeden ostatni obraz lub impresję, zwykłą i
zarazem niezapomnianą: piramidę żółwi, opalizujący pysk mandryla, uroczyste
milczenie żyrafy, żółtawy, rozdziawiony pysk opasłego hipopotama,
ekwilibrystyczne wyczyny ary zawieszonej dziobem i pazurami na drucianej
siatce, powitalny klekot trzewikodzioba, lubieżne spojrzenie starego
rozpustnika wielbłąda. I całe to bogactwo wrażeń przemykało mi błyskawicznie
przed oczami, kiedy śpieszyłem do szkoły.
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Gosia Wolniewicz
Nov 5, 2008, 12:22:23 AM
Gosia Wolniewicz
Nov 5, 2008, 12:22:23 AM
to
Myślę, że czas już zdradzić czym Was torturowałam :)
1. Jan Brzechwa - Papuga
2. Nikos Kazantzakis - Grek Zorba
3. Juliusz Słowacki - Grób Agamemnona
4. Arkadij i Borys Strugaccy - Poniedziałek zaczyna się w sobotę
5. Kir Bułyczow - Świeży transport złotych rybek
6. Daniel Defoe - Robinson Crusoe
7. Hugh Lofting - Ogród zoologiczny doktora Dolittle
8. Mario Vargas Llosa - Gawędziarz
9. Stanisław Lem - Ratujmy kosmos
10. Mark Twain - Pamiętniki Adama i Ewy
11. Jaroslav Hašek - Przygody dobrego wojaka Szwejka
12. Kazimierz Sejda - C.K. Dezerterzy
13. Thor Heyerdal - Wyprawa Kon-Tiki
14. Robert Graves - Ja, Klaudiusz
15. Douglas Adams - Autostopem przez galaktykę
16. Haruki Murakami - Norwegian Wood
17. Thomas Mann - Buddenbrookowie
18. Michael Ondaatje - Angielski pacjent
19. Juliusz Słowacki - Kordian
20. Robert Louis Stevenson - Wyspa skarbów
21. Alfred Szklarski - Tomek w Krainie Kangurów
22. Erich Maria Remarque - Trzej towarzysze
23. Kir Bułyczow - Było to za sto lat
24. Henri Charrière - Papillon
25. Yann Martel - Życie Pi
Wieczorem postaram się porozsyłać wszystkim punktację i, jeżeli nie będzie
kontrowersji i uzasadnionych reklamacji, jutro lub najdalej w środę ogłoszę
wyniki.
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Gosia Wolniewicz
Nov 5, 2008, 6:52:14 AM
Przedstawię jeszcze pokrótce czym się kierowałam przyznając punkty za niektóre
bardziej problematyczne fragmenty.
Publicznie, bo nie bardzo chce mi się wszystkim oddzielnie to opisywać, a poza
tym właściwie dlaczego unikać ewentualnej dyskusji. Istnieje wprawdzie
możliwość, że zbiorę jakieś publiczne inwektywy, ale zaryzykuję. ;)
1. Jan Brzechwa - Papuga
Tytuł wierszyka był w moim przekonaniu z gatunku tych samonarzucających się,
więc pełen punkt przyznawałam tylko za odpowiedź "Papuga". Pół punktu
przysługiwało za tytuł zbioru wierszyków, czyli "Zoo". No i nie byłam wredna,
bo pół punktu przyznawałam też za odpowiedź "Papużka", chociaż po pewnych
rozterkach.
5. Kir Bułyczow - Świeży transport złotych rybek
Tu oczekiwałam podania tytułu opowiadania. Pół punktu przyznawałam za tytuły
zbiorów opowiadań, gdzie złotorybkowe opowiadanko się znalazło, a nawet za
tytuł cyklu "Wielki Guslar".
6. Daniel Defoe - Robinson Crusoe
Trochę może z lenistwa, bo nie miałam zdrowia, czasu ani chęci przeszukiwać
sieci w celu znalezienia wszystkich możliwych wariantów tytułu polskiego
wydania, akceptowałam prawie że każdy string zawierający ciąg znaków
"Robinson". ;)
9. Stanisław Lem - Ratujmy kosmos
W przypadku mojego ulubionego autora czekałam na tytuł opowiadania czyli
"Ratujmy kosmos". Podtytuł był mile widziany, ale nie wymagany. Natomiast
"Dzienniki gwiazdowe" zdecydowałam się nagradzać połową punktu, zwłaszcza że
nabyłam ostatnio wydanie nie zawierające listu otwartego Ijona Tichego w ogóle.
11. Jaroslav Hašek - Przygody dobrego wojaka Szwejka
Nie byłam przesadnie wymagająca i nie oczekiwałam sprecyzowania, w której to
części występował konkursowy fragment.
13. Thor Heyerdal - Wyprawa Kon-Tiki
Pełen punkt przysługiwał oczywiście za "Wyprawę Kon-Tiki", ale samo "Kon-Tiki"
również akceptowałam, przyznając połowę punktu.
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Gosia Wolniewicz
Nov 6, 2008, 6:34:17 PM
Szybko się okazało, że wbrew moim najszczerszym chęciom konkurs do
najłatwiejszych nie należał. To tak delikatnie mówiąc. Więc jako motto
niniejszego podsumowania wyników konkursu wybrałam taki oto piękny cytat:
"Chcieliśmy jak najlepiej, a wyszło tak jak zawsze."
Wiktor Czernomyrdin (premier Wspólnoty Niepodległych Państw 1992-98)
Konkursowicze byli dosyć delikatni w sformułowaniach, inwektywami mnie nie
uraczyli, ale i tak komentarze nie pozostawiają złudzeń:
"Zacznij już to brukowanie..."
"No i nie wyszło Ci ;) (to zrobienie ŁATWEGO konkursu :))"
"Nawet możesz się podjąć stosunkowo dużego piekła."
"Chciałbym tylko podkreślić, że konkurs jest łatwy w miejscach, gdzie wiem.
Tam gdzie nie wiem, łatwy nie jest. ;)"
1.
"Papużko, papużko,
Powiedz mi coś na uszko."
"Nic nie powiem, boś ty plotkarz,
Powtórzysz każdemu, kogo spotkasz."
Ten wierszyk początkowo miał być jedynie mottem konkursu, gdyż wydawał mi się
zbyt oczywisty. Potem jednak awansowałam go na pełnoprawną zagadkę konkursową,
jako coś łatwego na zachętę. Raczej nie był to twardy orzech do zgryzienia,
chociaż kompletu punktów nie było. Jak to? To nie całe prk czyta dzieciom? ;)
Jan Brzechwa, Papuga (ewentualnie Zoo)
8(13)
2.
Wszyscy rzuciliśmy się na jedzenie. Minęła spora chwila, zanim ktoś wyrzekł
słowo. Zamieszkujące w nas zwierzę pożywiało się i poiło winem.
"Dobrze, winorośl, wino, strzelam w południe. Operetka, z operetka to mi się
kojarzy muzical, a musical z Zorbą."
Bardzo dobra dedukcja. Niestety mało komu tak się kojarzyło. Przyznaję, że
uległam urokowi tego fragmentu i chociaż znalazłabym w książce sporo bardziej
charakterystycznych, zdecydowałam się zostawić ten.
Nikos Kazantzakis, Grek Zorba
3(3)
3.
Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą;
Pawiem narodów byłaś i papugą,
"Słowacki, tyle przynajmniej pamiętam, ale tytułu dzieła nie pomnę (bo
przyznam się, że Juliusz moim ulubionym poetą nigdy nie był)"
"Ach, stawiam na Słowackiego. Na pewno nie Balladyna."
Na pewno nie, rzeczywiście. :)
Juliusz Słowacki, Grób Agamemnona
8(14)
4.
Zajrzałem do Romana, gdyż korciło mnie, by opowiedzieć komuś o mojej
przygodzie. Roman, trzymając się za brodę, stał przy stole laboratoryjnym i
przyglądał się małej zielonej papużce, leżącej w szalce Petriego.
Jak umklajder to tylko poniedziałek w sobotę. Tak mi się wydawało. I nie bez
racji chyba, bo fragment rozpoznali nawet niektórzy zaprzysięgli nieczytacze
fantastyki. ;)
Arkadij i Borys Strugaccy, Poniedziałek zaczyna się w sobotę
13(13)
5.
Grubin swoje podstawowe życzenie spełnił od razu na podwórku.
- Ja - powiedział w obecności mnóstwa świadków - chciałbym, złota rybko,
otrzymać brazylijską papugę arę, która może nauczyć się ludzkiej mowy.
"Hyhy, tego nie znam. Nie jest to Baltazar Gąbka, prawda? Jak jest to muszę go
chyba przeczytać."
Tu umarłam ze śmiechu. Towarzysz Gąbka... A ciekawe kto tę wodę w kranie w
gorzałę zamieniał. Czyżby Smok z Bartollinim? ;)
Kir Bułyczow, "Świeży transport złotych rybek" z cyklu opowiadań guslarskich
9(11)
6.
Pierwszą ofiarą mej zręczności była papuga, której przestrzeliłem skrzydło.
"To wiem!!!!! Uwielbiam tę papugę, a Robinson potem się z nią zaprzyjaźnił i w
ogóle. :))))"
Nie wiem czy wszyscy tę papugę uwielbiali, ale czy uwielbiali czy nie, to
zgadywali w większości dobrze.
Daniel Defoe, Robinson Kruzoe
15(14)
7.
- Polinezjo - powiedziałem opierając się o poręcz krzesła i ogryzając czubek
gęsiego pióra - jaki byłby według ciebie najlepszy wstęp do nowej książki o
doktorze Dolittle?
O tym, że chodzi o Polinezję i cykl o doktorze Dolittle przekonani byli niemal
wszyscy. Z tytułem już było ciężko. A wszystko dlatego, że nie wyobrażałam
sobie papuziego konkursu bez Polinezji i doktorka, ale na podorędziu miałam
jedynie mniej znany "Ogród zoologiczny...". :(
Hugh Lofting, Ogród zoologiczny doktora Dolittle
1(15)
8.
Ledwie zniknął yaniri ze swą trzodą samic, wróciły papugi. Ciągnąc za sobą
jeszcze więcej papug.
"Nie ma w ogóle takich zwierzątek yaniri. :))"
Zapewne nie ma i dlatego ich nie wyiksowałam, w nadziei, że jak ktoś czytał to
na pewno o tym wie. Chyba nikt nie czytał, bo prawidłowych odpowiedzi nie
było. Postrzelono jedynie Fiedlera z Cejrowskim.
Mario Vargas Llosa, Gawędziarz
0(0)
9.
Na Protostenezie żyje mały ptaszek, będący odpowiednikiem ziemskiej papugi,
nie gada on jednak, lecz pisze.
Charakterystyczny styl Lema znany był niemal wszystkim, co bardzo mnie cieszy. :)
Stanisław Lem, Ratujmy kosmos (z większości wydań "Dzienników gwiazdowych")
10(16)
10.
Porównywałem nowe stworzenie z jego poprzednikiem; nie ulega wątpliwości, że
obaj należą do tego samego gatunku.
"Nie wiem, ale niezłe :)"
Potwierdzam, że niezłe. Może z lekka szowinistyczne, ale i tak polecam. :)
Mark Twain, Pamiętniki Adama i Ewy
6(6)
11.
Kiedym jeszcze dawniej handlował zwierzętami, przyszła do mnie jakaś dama i
powiada, że jej papuga wyleciała do ogrodu, a ponieważ bawiły się tam jakieś
dzieciaki w Indian, więc powyrywały papudze wszystkie pióra z ogona i
przystroiły się nimi, jako policjanci.
Tu miały być gwarantowane dwa punkty dla każdego uczestnika i rzeczywiście były.
Jaroslav Hasek, Przygody dobrego wojaka Szwejka
17(17)
12.
Generał właśnie zapalał papierosa, kiedy z drugiej strony okna, pod którym
siedział, padł nagle chrapliwy okrzyk:
- Nieder mit Österreich... hoch Italien.
"Film każdy pewnie widział, książka to pewnie też C.K. Dezerterzy, ale jakoś
film nie skłonił mnie do poszukiwań tej książki, a więc i nie mam
najmniejszego pojęcia, kto ją napisał"
Pod tą wypowiedzią mogłabym z pełnym przekonaniem się podpisać. I
niewykluczone, że nie ja jedna. O ile tytuł był w miarę rozpoznawany to z
przypomnieniem sobie nazwiska autora było już dużo trudniej.
Kazimierz Sejda, C.K. Dezerterzy
12(6)
13.
Papuga była zawsze zafrapowana widokiem rekina na pokładzie.
Akcenty norweskie dobrze naprowadzały na właściwy trop. Autor raczej był
rozpoznawany, czasem tylko strzelano nieco niecelnie i obrywało się
niesłusznie "Aku-Aku".
Thor Heyerdahl, Wyprawa Kon-Tiki
10(13)
14.
"Kochany A.!
Zdumienie, jakie cię ogarnęło, kiedy skryty za kotarą przysłuchiwałeś się
deklamacji, nie było większe ani mniejsze niż to, którego doświadczaliśmy
oboje podczas audiencji udzielonej posłowi indyjskiemu.
Spodziewałam się, że wredna babcia i wybitnie niedoceniany wnuczek będą dużo
bardziej znani. Jeśli nie książka, to chociaż film może... Trochę chyba się
pomyliłam.
Robert Graves, Ja, Klaudiusz
5(6)
15.
Dźwignia złamała się. Statek skręcił ostro i wystrzelił w górę, a załoga
przeleciała gwałtownie przez kabinę i wylądowała pod przeciwległą ścianą.
Należący do Forda egzemplarz przewodnika (...) trzasnął w inną część konsoli
kontrolnej.
"Adams, Autostopem przez galaktykę? (albo jakiś inny Adams, ale już pierwszy
był niestrawny)"
Tak. Przyznaję tu sporo racji, nie tylko w sprawie autora i tytułu. :)
Douglas Adams, Autostopem przez Galaktykę
8(10)
16.
Po śniadaniu powiedziały, że idą nakarmić ptaki, a ja postanowiłem pójść z nimi.
"Jakiś szpital dla wariatów? Kukułcze gniazdo nie; coś, czego nie czytałam...
Mann, Czarodziejska góra?"
Szpital dla wariatów tak, "Czarodziejska góra" nie. Bo to Haruki Murakami i
"Norwegian Wood". Poszło by pewnie dużo łatwiej, gdybym zdecydowała się
zachować pełne imiona bohaterek. Obawiałam się jednak, że zbyt łatwo wręcz.
Ale chyba przesadziłam, bo właściwa odpowiedź nadeszła tylko jedna, ale za to
w momencie jak już porzuciłam wszelką nadzieję, bo po upływie oficjalnego
terminu trwania konkursu. :)
Haruki Murakami, Norwegian Wood
1(1)
17.
Poczekalnia owa posiadała osobliwy urok, jakąś siłę przyciągającą: była tam
pstra papuga ze złośliwymi, małymi oczami, siedząca w mosiężnej klatce w kącie
pokoju i z niewiadomych powodów zwana Jozafatem.
"Tomasz Mann "Buddenbrockowie". Nie pamiętam tam żadnej papugi, ale kojarzę
biednego dentystę."
Ja kojarzę jeszcze biedniejszego senatora Buddenbrooka, który po wizycie u
tego dentysty przeniósł się na inny, być może lepszy świat. :)
Thomas Mann, Buddenbrookowie
2(2)
18.
Na ulicy, gdzie sprzedają sprowadzone ze świata papugi, jeden rewir wydzielono
dla ptaków gadających.
W przypadku tego fragmentu nie pojawiła się żadna prawidłowa odpowiedź. Bo w
ogóle żadnych nie było. Ani jednego strzału, nieważne już w jakiej odległości
od celu. :/
Michael Ondaatje, Angielski pacjent
0(0)
19.
PAPIEŻ
(zmięszanie śmiechem pokryć usiłuje i spędza papugę.)
Papież-dobra rada, z papugą, to nasz rodzimy produkt. Lekturowy i chyba mało
lubiany, ale zgadywany chyba nie najgorzej. :)
Juliusz Słowacki, Kordian
10(11)
20.
Cała załoga poważała go niezmiernie, a nawet słuchała we wszystkim. Do każdego
umiał stosownie przemówić i każdemu wyświadczył jakąś szczególną przysługę.
Jakoś tak się złożyło, że nigdy nie czytałam "Wyspy skarbów", nie miałam więc
pojęcia czy zagadka będzie banalna czy trudna. Sądząc po ilości prawidłowych
odpowiedzi, wyszła chyba w sam raz. :)
Robert Louis Stevenson, Wyspa skarbów
9(11)
21.
Piękne papużki wciąż wdzięczyły się do niego. Raz udało mu się musnąć dłonią
jedną z nich po miękkich, piórkach. Wprawdzie ptak zręcznie mu się wymknął,
lecz Tomek nabrał nadziei, że nie wróci do domu z próżnymi rękami.
Głuptasem, który sądził, że złapie papugę był Tomek Wilmowski. Jeżeli dobrze
pamiętam to jemu się nie udało, ale za to uczestnikom konkursu wychodziło to
całkiem dobrze. :)
Alfred Szklarski, Tomek w Krainie Kangurów
11(12)
22.
W bramie spotkaliśmy drobną staruszkę. Trzymała w ramionach klatkę z papugą i
opędzała się natrętnej gromadzie bachorów.
"Koster???? Czy to czasem nie Remarque? "Trzej towarzysze""
Tylko jeden strzał, ale za to w sam środek tarczy.
Erich Maria Remarque, Trzej towarzysze
1(1)
23.
Jakaś dziewczynka, z wyglądu pierwszoklasistka, przyszła z dziwnym stworzeniem
na ramieniu. Podobne było do papugi, miało jednak dwie głowy.
"Fantasy, dzieci, w głównej roli jakiś K. Nie mam pojęcia, może “Naznaczeni
błękitem” Białołęckiej? Tam był Kamyk..."
"Znowu Bułyczow. Cykl o przygodach Alicji, Dżawad wskazuje na to bez pudła...
Ale który? Było to za sto lat?"
"Czytałem to dużo więcej niż 10 razy - ksiażka się rozlatuje już..."
Tak jest. K nie jak Kamyk lecz jak Kola, który przypadkiem przeniósł się w
przyszłość 100 lat do przodu. Faktycznie po dziesięciokrotnym czytaniu trudno
nie poznać. :)
Kir Bułyczow, Było to za 100 lat
2(2)
24.
Wyobraź sobie, że ten szkun - a można powiedzieć, że jest młody, bo jeszcze
nie ma trzydziestu lat - w ubiegłym roku dostał czapę za to, że niby zgwałcił
żonę jednego ze strażników. Sprawa wyssana z palca.
"No takie niecne to ja tylko z zamkniętymi oczami czytam i nie widze wtedy za
dobrze tytułu. :))"
Tylko jedna osoba rozpoznała, że o tych niecnych czynach może opowiadać
Papillon. :) Bo książka chyba do najpopularniejszych nie należy, a film był
raczej z tych "na motywach powieści", niż porządną adaptacją.
Henri Charriere, Papillon
1(0)
25.
Dla mnie ogród był rajem na ziemi. Mam wyłącznie jak najlepsze wspomnienia z
okresu dorastania w zoo.
"To bardzo prześliczne, ale nie wiem."
"Może Durrell, choć dzieciństwo to on na Korfu, ale może potem przy jakimś zoo
zamieszkał jeszcze :)"
To, że niektóre fragmenty mogą okazać się problematyczne to wiedziałam. Ale
tego o dorastaniu w zoo w Puttuczczeri raczej do nich nie zaliczałam. Fragment
chyba charakterystyczny, książka znana (w BiblioNETce ponad 1000 ocen)...
Życie jak zwykle pełne jest niespodzianek. :)
Yann Martel, Źycie Pi
2(1)
Najlepsze warunki do inkubacji zapewnił papugom Azja. On to zostaje zwycięzcą
i, miejmy nadzieję, organizatorem następnego legalnego konkursu. Wielkie brawa!
1. Azja 29
O dalszych miejscach na podium decydował fotofinisz i o dziób Michała
Jankowskiego wyprzedziła Czajka. :)
2. Czajka 28 (ostatni mail: 2 listopada)
3. Michał Jankowski 28 (ostatni mail: 3 listopada)
4. Kaja Kałużyńska 26,5
5. woy 25
6. PawelM 21,5
7. Nika 20,5 (ostatni mail: 27 października)
8. Marcin Fastyn 20,5 (ostatni mail: 28 października)
9. Imka 20,5
10. Szymon Sokół 20 (ostatni mail: 25 października)
11. Ewa Marczyńska 20 (ostatni mail: 29 października)
12. piotrg 20 (ostatni mail: 30 października, 12:00)
13. Hanna Burdon 20 (ostatni mail: 30 października, 21:38)
14. Grzegorz Bednarczyk 19
15. Agnes 18
16. Jan Rudziński 14
17. Villena 12
Bardzo dziękuję wszystkim za udział w konkursie!
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/