Czajka
Jun 20, 2009, 12:15:56 PM
Ptaszek
I stało się, nikt nie zaprotestował, może nie zauważył, na konkursową scenę
wleciał ptaszek i słusznie poniekąd, bo bez ptaszka świat byłby mniej
kolorowy a rosół mniej tłusty.
Zasady są niezmienne, nie można zaglądać w Google i googlopodobne oraz nie
można dotykać książek z premedytacją konkursową.
Wszystkie odpowiedzi proszę wysyłać na adres:
***@tlen.pl
koniecznie z numerem fragmentu, imieniem i nazwiskiem autora za 1 punkt i
tytułem książki za 1 punkt. Jest 25 pytań łatwych i przyjemnych, bo trudnych
w pierwszy dzień wakacji nie wypada zadawać. Kalkulator rzecze, że w sumie
można zdobyć 50 punktów jak kto chce, a jak kto nie chce, to mniej.
Proszę bardzo uważać, żeby korespondencja była kierowana tylko do mnie, a nie
na grupę. Każdą otrzymaną odpowiedź będę potwierdzać. Potwierdzeń należy się
spodziewać w ciągu doby, brak potwierdzenia proszę reklamować.
Odpowiedzi można przesyłać do 27 czerwca, czyli soboty, do późnych,
dwudziestych czwartych, godzin nocnych.
Uwaga! Jeżeli ktoś ma chęć wziąć udział w konkursie, a boi się wygrać, może
to zaznaczyć na marginesie maila, będzie wtedy ujęty poza podium. Ale zaraz
potem puszczony wolno.
1.
– Na drzewie siedzi ptaszek – powiedział Iks. – Widzę go stąd. A może to
rybka?
2.
Chcę być tym ptakiem, byle w twoich dłoniach.
3.
- Kraczesz? - spytał wachmistrz.
4.
Ja nie zapomnieć ty Memsahib. Szanowna Memsahib. Teraz wszystka twoja służący
nigdy zadowoleni bo ty być wyjechać. Gdyby my być ptak my polecieć zobaczyć
do ty. Potem wrócić. Bo twoja farma być dobre miejsce dla krowy cielęta i
czarni ludzie. Teraz oni nie mieli nic krowy kozy owce nic nie mieć. Teraz
wszyscy źli ludzie cieszyć się bo twoja stare służący przyjść na biedni
ludzie teraz
5.
Dla pozyskania jej względów na turniejach na najzuchwalsze hazardy się ważył,
wyprawiał wspaniałe uczty i podarunki czynił mnogie, na stan majątku swego
wcale nie bacząc. Aliści dama, równie uczciwa jak piękna, nie dbała ani o
niego, ani o to, co na jej cześć urządzał. Federigo siła pieniędzy ponad
możność swą zmarnotrawiwszy, a nic nie zyskawszy, jak to łatwo się dzieje,
popadł wkrótce w taką biedę, że z całej majętności nic mu nie pozostało, krom
małej posiadłości, z której nędzny profit czerpał, i jednego wspaniałego
sokoła. Miłość jego przez tę biedę wcale się nie zmniejszyła, owszem,
gorętszą jeszcze się stała; a ponieważ nie mógł w mieście już dłużej żyć tak
okazale, jakby był tego pragnął, przeniósł się do owej posiadłości i tam,
niczyjej pomocy nie prosząc, zajmował się polowaniem z sokołem i cierpliwie
ubóstwo swoje znosił.
6.
- Co tobie, sokole?
- Dusza boli, maty - rzekł posępnie - ale kozacze słowo nie dym, więc
zdzierżę.
- Terpy, synku, mohorycz bude.
7.
Przewodnik karawan szedł tropem kulawego zająca, marząc o smakowitej
pieczeni, kiedy ujrzał mrowie kaczek, gęsi i łabędzi. Wystraszone przez
człowieka ptaki trzepotały gwałtownie skrzydłami w miejscu, ale ulecieć w
powietrze nie mogły. Ponieważ karawanbasza nie należał do najlepszych
strzelców, odłożył na bok kołczan i łuk ogromny, a sięgnął do pochwy po nóż.
Z długim, ostrym kindżałem zaczął podchodzić coraz bliżej stada. Przerażone
ptactwo ponownie usiłowało oderwać się od lodu. Machało skrzydłami, wyciągało
szyje, wrzeszczało. Bez skutku. Jednakże strach wszystko potrafi, jak trzeba,
to i kurczak w orła przemieni. Załopotały ptaki skrzydłami raz, drugi,
trzeci... i nagle wzbiły się do góry wraz z lodem. Olbrzymi lodów placek na
kaczych, gęsich i łabędzich skrzydłach pofrunął ponad piaskami karszyńskiego
stepu. A kto nie wierzy, może przekonać się na własne oczy. Na miejscu, gdzie
było jeziorko, pozostał wszakże dowód oczywisty: ogromna pusta jama. Na
próżno karawanbasza, ile tylko tchu w płucach, popędził z powrotem po łuk i
kołczan, nadaremnie strzały wypuszczał. Bo, po pierwsze jak już wspominałem,
nie był najzręczniejszym strzelcem, a i drugie, strzały odbijały się od
lodowego półmiska niczym od tarczy wojownika. Ptaki uszły z życiem. Z
pewnością nieraz widzieliście nad brzegami Kaszkadarii ocalałe kaczki i ich
potomstwo. To jeszcze jeden dowód, że mówiłem prawdę.
8.
Po przebyciu niezbyt gęstego lasku znaleźliśmy się na równinie pokrytej
krzewami. Tam ujrzałem nagle zrywające się ptaki, które szczególny układ ich
długich piór zmuszał do latania pod wiatr. Ich lot falisty, pełne wdzięku
wygięcia skrzydeł, połyskliwe barwy - przyciągały oczy i napawały zachwytem.
Poznałem je od razu.
- Rajskie ptaki! - wykrzyknąłem.
- Rząd wróblowatych, sekcja... - zaczął klasyfikować Igrek.
- Czy może rodzina kuropatewek? - zapytał Iks.
- Nie sądzę, mości Iks. Jednak liczę na waszą zręczność: złowicie chyba choć
jeden taki okaz podzwrotnikowej fauny!
- Spróbujemy, panie profesorze. Przyznam się jednak, że poręczniej mi władać
harpunem niż strzelbą. (...)
Na szczęście Igrek, ku swemu własnemu zdumieniu, zabił jednym wystrzałem
białego gołębia i grzywacza i w ten sposób zapewnił nam choć śniadanie. Oba
ptaki, co prędzej oskubane i nadziane na rożen, piekły się nad ogniem z
suchych gałęzi. Iks przygotował przez ten czas owoce chlebowca. Oba gołębie
zostały następnie zjedzone do ostatniej kosteczki i określone jako wyborne.
Gałka muszkatołowa, którą się obżerają, nadaje ich mięsu doskonały zapach i
smak.
- To tak, jakby pularda żywiła się truflami - zauważył Igrek.
9.
Potem wniesiono tacę, na której leżał pierwszej wielkości dzik i to w czapce
na głowie, a z kłów jego zwisały dwa z palmowych gałązek plecione koszyki,
jeden pełen suszonych, a drugi świeżych daktyli. Małe warchlaki, z twardego
ciasta, leżące wokoło, jak gdyby dobierały się do wymion, wskazywały, że
zwierze przedstawia maciorę. Te były przeznaczone do rozdania między gości.
Dla pokrajania dzika nie zjawił się ten sam krajczy, co dzielił drób, lecz
brodaty chłop z owijakami na nogach i w płaszczyku myśliwskim, i dobywszy
myśliwskiego noża, przebił potężnym ciosem bok dzika, z którego rany
wyleciały kwiczoły.
10.
"W domu Obłońskich zapanował kompletny zamęt" – jak to sprawiedliwie
zdefiniował znakomity pisarz Lew Tołstoj. Z pewnością nie inaczej wyraziłby
się i w tym przypadku. W głowie Iksa zapanował właśnie kompletny zamęt.
Najpierw przebiegła mu przed oczyma długa iskra, potem jej miejsce zajął
jakiś żałobny wąż, który na moment przyćmił majowy dzień, i Iks zleciał ze
schodów trzymając w rękach swój dowód osobisty.
Dotarłszy do półpiętra wybił nogą szybę i usiadł na stopniu. Pędząca w
podskokach beznoga kura wyprzedziła go i spadła na parter.
11.
Nieszczęsna kura była chuda i pokryta skórą twardą i kostropatą, której nie
zdołały przebić ostre i sterczące kości; zapewne szukano jej długo na
grzędzie, gdzie chciała w spokoju dokonać długiego żywota.
"Do licha - pomyślał Iks - bardzo to smutne; szanuję starość, ale nie mam jej
w wielkiej estymie, kiedy jest ugotowana lub upieczona".
Tu rozejrzał się wokół, by sprawdzić, czy współbiesiadnicy podzielają jego
mniemanie; wszelako rzecz miała się przeciwnie: zebrani przy stole płonącymi
oczami pożerali cudowną kurę, przedmiot jego pogardy. Pani C. przysunęła do
siebie półmisek, oderwała zręcznie dwie wielkie czarne łapy i położyła je na
talerzu męża; odcięła szyję, którą wraz z głową przeznaczyła dla siebie;
odjęła wreszcie skrzydła dla Iksa, po czym oddała służącej półmisek z
nietkniętym niemal ptakiem. Kura znikła
12.
Wyjrzawszy przez okno, same tylko widziałem obłoki, a nad głową słyszałem
szum straszny jakby machania skrzydeł. Naówczas zacząłem poznawać, w jak
niebezpiecznym znajdowałem się stanie, i domyślać się, że orzeł trzymał w
dziobie sznur od pudła mego, chcąc je upuścić na jaką skałę, jak żółwia w
skorupie, i tym sposobem stłukłszy, trupa mego wyciągnąć i pożreć, gdyż ptak
ten taką ma roztropność i węch, że może z bardzo daleka postrzec swój łup,
choćby nawet lepiej był ukryty aniżeli ja pod deskami, które nie były grubsze
nad dwa cale. Po niejakim czasie usłyszałem, że bicie skrzydeł znacznie się
powiększyło, i poczułem, że się moje pudło w tę i ową stronę miota jak szyld
podczas wielkiego wiatru. Usłyszałem, iż niosący mnie orzeł dostał kilka
gwałtownych uderzeń (bo niechybnie orzeł mnie niósł), potem nagle poczułem,
żem leciał prosto na dół przez dobrą minutę, ale z taką szybkością, żem nie
mógł złapać oddechu. Spadanie moje zakończyło się strasznym wstrząśnieniem,
które mi większy szum w uszach sprawiło niż spadające wody Niagary.
13.
Mieliśmy nieco czasu, mogliśmy go spędzić na lądzie. Romek po wielu, wielu
kieliszkach opowiedział mi po raz sto pierwszy historię o swojej ciotce:
- Na wołanie papugi: Kohle hier! Kohle hier! do drzwi ciotki zapukał węglarz
z pełnym workiem na plecach. Ponieważ nie był to ten, u którego ciotka stale
brała węgiel, zwymyślała go, mówiąc, że nikt u niego nie zamawiał. Ale
węglarz domagał się zapłaty za fatygę, twierdząc, że słyszał wyraźnie, jak
ciotka wołała: Węgiel tutaj! Węgiel tutaj! Ciotka domyśliła się, że to
papuga. Dała pół guldena węglarzowi i postanowiła sprać ptaka. Papuga zaraz
na początku awantury schowała się przezornie pod łóżkiem. Rozwścieczona
ciotka, nie mogąc znaleźć papugi, „popędziła kota” kotu. Przerażony kot, nie
wiedząc o co chodzi, pognał tak szybko w zaciszny róg pod łóżko, że o mało
się nie roztrzaskał o jego nogę. Widząc to papuga spytała kota: Czy i ty
zamawiałeś węgiel?
14.
„Wołu należy cierpliwa orka, ptakowi szybowanie bez troski - mówił sobie
drukarz.
- Ja jestem wołem, Lucjan będzie orłem.”
Od trzech lat blisko dwaj przyjaciele złączyli swe losy tak świetne w
przyszłości. Czytali
wielkie dzieła, które pojawiły się od czasu pokoju na literackim i naukowym
horyzoncie;
dzieła Schillera, Goethego, lorda Byrona, Walter Scotta, Jean-Paula,
Berzeliusa, Davy'ego,
Cuviera, Lamartine'a etc. Rozgrzewali się przy tych wielkich ogniskach,
próbowali się w dziełach poronionych lub zaczynanych, rzucanych i znów
podejmowanych z zapałem.
Pracowali bez ustanku, nie znajdując dna niewyczerpanych skarbów młodości.
Jednako biedni, ale pożerani miłością sztuki i nauki, zapominali o nędzy,
pracując nad podwalinami przyszłej sławy.
15.
Niejeden już się zastanawiał nad tym, czemu akurat tu w Porębie chwytanie
ptaków jest tak rozpowszechnionym, ulubionym zajęciem. Nie było bez mała
rodziny, która by przed oknem nie powiesiła sobie chociaż jednego szczygła
lub czyża. W lecie było tu tak piękne śpiewanie, że serce rosło. Przy tym
sprawa była całkiem prosta. A dlaczego? Bo wszyscy ludzie byli tu muzykalni,
a nie mogli sobie kupić radia czy gramofonu. Zabawa taneczna była raz w
tygodniu i kosztowała trochę forsy. Ptak nie kosztował nic, jeno trochę
karmy. Najpiękniej śpiewają szczygły. Ale na ten temat każdy jest innego
zdania. Wielu uważa, że najlepsze są makolągwy. Samiczki w ogóle nie
śpiewają, tak że samiczkę można sobie co najwyżej jako ozdobę powiesić w
izbie. Kiedy ptaszek wesoło skacze sobie w klatce, to też jest piękna rzecz.
W takim jednak przypadku lepiej mieć gila, który też niewiele śpiewa, ale za
to jest ładniejszy. Jeśli komuś na śpiewie tak bardzo nie zależy, to i zięba
może być. Bywa też i tak, że starzy samotni ludzie - może ich dzieci nie
przeżyły lub opuściły - że starzy ludzie, tam na zadku w podwórzu, gdzie sami
mieszkają w izbie, trzymają sobie takiego upierzonego przyjaciela, bo wtedy
nie czują się już tacy samotni. A w tym przypadku znowu jest lepiej, jeśli
mają dobrego śpiewaka. Skacze sobie wkoło, jest wesoły, śpiewa, odgania
troski i można sobie z nim pogawędzić na różne tematy.
16.
Zadziwiłem się nie lada, że ptak tak wyraźnie gada,
Chociem jego odpowiedzi nie mógł pojąć ani rusz
17.
Nini pieszo dotarła do pałacu, z siatką robioną szydełkiem. Zjawiła się tak,
jak wędrują ptaki; nie umiała mówić po francusku, nie znała nazwy ulicy,
nigdy nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, jakim sposobem odnalazła w obcym
mieście dom, który ukrywał chore dziecko. Weszła do pokoju, wyjęła z łóżka
konającego chłopca, który był już zupełnie cichutki, tylko oczy mu
błyszczały; wzięła go na kolana, ciasno otoczyła ramionami i kołysała siedząc
w milczeniu. Trzeciego dnia udzielono dziecku ostatniego namaszczenia.
Wieczorem Nini wyszła z pokoju chorego i powiedziała hrabinie po węgiersku:
– Chyba się uchowa.
18.
- A czy ja już nigdy nie wyrosnę na prawdziwego człowieka? - pytał jeszcze
Iksuś.
- Nigdy.
- I nigdy nie będę prawdziwym ptakiem?
- Nie będziesz.
- Więc cóż będzie ze mnie?
- Będzie to, co i teraz. Ni to, ni owo - pokiwał głową Salomo i uderzony
trafnością swej uwagi, z zadowoleniem podrapał się w łebek.
19.
- Ani ptak, ani mysz... jak nietoperz!
W sposób ten uplastycznił przed sobą to zmieszanie bogactwa i ubóstwa,
oświaty i nieuctwa, dość wysokiego stanowiska społecznego i zupełnej życiowej
nicości, które ona sobą przedstawiała. Nigdy jeszcze nie czuła się tak
zupełnie, tak nawet subtelnie zrozumianą, jak przez tego człowieka, który do
jej życia i położenia, przykładał miarę pracowitości i niezależności własnej.
Powiedział nawet, że nie pojmuje, jak ona taką mękę wytrzymać może, bo gdyby
jemu kazano po dniach całych z założonymi rękami siedzieć i kawałka chleba,
dachu, surduta z cudzych rąk wyglądać, utopiłby się niezawodnie albo na
pierwszej gałęzi powiesił. - Dziecko albo stary, to co innego, ale jak pani
do tej pory tak wyżyć mogła, dziw mnie bierze.., bo, chwała Bogu, zdrowie i
siła aż biją od pani i zdaje się, choć wiadra z wodą na plecy zarzucić, toby
podniosła pewno...
20.
Kot wstąpił do Komitetu Reedukacji i przez kilka dni działał w nim niezwykle
aktywnie. Raz widziano go siedzącego na dachu i przemawiającego do kilku
wróbli znajdujących się poza zasięgiem jego pazurów. Tłumaczył im, że dziś
wszystkie zwierzęta są towarzyszami i że każdy wróbel może bez obawy
przysiąść na jego łapce; ptaki jednak trzymały się z daleka.
21.
Jest to scena, a raczej dramat i, jak przystało na dramat antyczny, rozgrywa
się między skąpą ilością bohaterów: bizon przekłuty oszczepem, leżący
człowiek, ptak i niewyraźny w zarysie odchodzący nosorożec. Bizon stoi
profilem, ale ma odwróconą ku widzowi głowę. Z brzucha wypływają wnętrzności.
Człowiek, potraktowany schematycznie jak na rysunkach dzieci, ma ptasią głowę
zakończoną prostym dziobem, rozrzucone czteropalczaste ręce i sztywno
wyciągnięte nogi. Ptak jakby wycięty z kartonu i umieszczony na patyku
prostej linii. Całość rysowana grubą, czarną krechą, nie wypełniona kolorem,
tylko złotą ochrą tła odbiega swą surową, jakby niezdarną fakturą od
malowideł wielkiej sali czy absydy. A mimo to przyciąga uwagę prehistoryków,
nie tyle ze względów artystycznych, ile dla ikonograficznej wymowy.
22.
– Lepiej zjedz te kanapki, Henryku – ostrzegła go pani B. – Posmarował je
marmoladą kupioną po zniżonej cenie i jestem pewna, że uważa to za niezwykły
przysmak. Jeżeli zostawisz choć jedną kanapkę, dziurę w brzuchu ci wywierci.
– Dobrze, ale sześć! – burknął pan B. – Wcale nie przepadam za marmoladą. I
to o dwunastej w południe! Nie zjem potem obiadu.
Spojrzał przeciągle na okno, a potem znów na talerz z kanapkami.
– Nie, Henryku – powiedziała pani B. czytając jego myśli. – Nic nie oddasz
ptakom. Wątpię, żeby lubiły marmoladę.
– A poza tym – dodała – Iks mówił coś, że obiad będzie późno, więc nie
zaszkodzi, jak zjesz te kanapki.
Tęsknym okiem spojrzała na drzwi.
– Mimo wszystko chciałabym zobaczyć, co się tam dzieje. Najgorzej, jak się
nic nie wie. Miał całe wąsy w mące, gdy przyszedł tu przed chwilą.
23.
A oprócz tego na niebie pojawiły się znaki złej wróżby zwiastujące większe
jeszcze klęski i nieszczęścia. Raz wraz z chmur przelatujących niebiosa
tworzyły się jakoby wieże wysokie, jakoby flanki forteczne, które następnie
zawalały się z łoskotem. Pioruny biły w ziemię, jeszcze śniegiem pokrytą,
lasy sosnowe żółkły, a gałęzie drzew skręcały się w dziwne, chorobliwe
kształty; zwierzęta i ptaki padały od jakiejś nieznanej choroby.
24.
Prenumeratorzy "Świata Zwierząt" zaczęli się niepokoić. Powodem tego
zaniepokojenia były różne moje wiadomości z dziedziny pszczelnictwa i hodowli
drobiu, w których rozwijałem nowe teorie. Wywołały one istny popłoch,
ponieważ po moich prostych radach trafił szlag znanego pszczelarza pana
Pazourka, a pszczelnictwo na Szumawie i Podkarkonoszu uległo zagładzie. Na
drób zwaliła się zaraza generalna: zdychało wszystko. Prenumeratorzy pisywali
do mnie listy z pogróżkami i odsyłali czasopismo.
Przerzuciłem się na ptaki polne i leśne i jeszcze dzisiaj pamiętam szczegóły
mojej afery z redaktorem "Przeglądu Wiejskiego", klerykalnym posłem i
dyrektorem, Józefem M. Kadlczakiem. Z czasopisma angielskiego "Country Life"
wyciąłem obrazek jakiegoś ptaszka siedzącego na leszczynie. Nazwałem go
orzechówką, tak samo, jak byłbym nazwał ptaszka siedzącego na jałowcu -
jałowcówką albo nawet jałówką. I masz tobie! Pan Kadlczak przysłał do mnie
zwyczajną pocztówkę, w której zaatakował mnie, że ten ptak to sójka, a nie
żadna orzechówka, i że nazwa moja to kiepski przekład niemieckiej nazwy
Eichelhäher.
25.
Że bocian ma dziób zamiast głowy
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Czajka
Jul 5, 2009, 5:33:40 PM
Ptaszek
I na Ptaszka przyjdzie koniec, tak więc i na konkursowego przyszedł. Zgodnie
z zasadami powinnam wysłać do Was maile z odpowiedziami, ale ponieważ nastał
czas wakacji, urlopów i wyjazdów, więc podaję od razu wyniki, reklamacje (mam
nadzieję, że nieliczne) będę rozpatrywać od ręki i na miejscu. Konkurs okazał
się dla jednych łatwy, dla innych trudny, jak to z konkursami bywa.
A ptaszki były w nim takie:
1.
– Na drzewie siedzi ptaszek – powiedział Kubuś – Widzę go stąd. A może to
rybka?
Tym nigdy nie trafiam wtedy kiedy trzeba, pewnie teraz też tak będzie: Wit
Szostak - Potargane granie
Czy tego już nie było w konkursie o rybkach?
W końcu nie było wiadomo, czy to byl ptaszek czy rybka:
Kubuś Puchatek, A.A. Milne 8/11
__________________________________________________
2.
Chciałbym być biednym ptaszkiem w twoich ręku.
Nie wiem.
Boję się dowiedzieć.
Bo się pewnie okaże, że to jakiś Mały Pervert ukrywający się po roboczym
pseudonimem Książę.
Nie, to nie Książę, ani nie "Tajemniczy stwór napastuje Laurę", to jedynie
prequel - pojawia się już w nim ojciec franciszkanin ze znaczącym imieniem
Laurenty i sam potwór:
"Mamże myśleć,
(...) że chudy ten potwór
W ciemnicy tej cię trzyma jak kochankę?"
ale samej Laury jeszcze nie ma, jest za to Julia:
Romeo i Julia, William Szekspir 4/11
__________________________________________________
3.
- Kraczesz? - spytał wachmistrz.
Pan Wołodyjowski, Henryk Sienkiewicz 9/11
__________________________________________________
4.
Ja nie zapomnieć ty Memsahib. Szanowna Memsahib.
Jak memsahib, to pewnie Indie, a jak Indie to "Slumdog mill...".
Znaczy "Tomek na tropach Yeti". Albo Kipling.
Jak Murzyni, to strzelam w Karen Blixen
Pożegnanie z Afryką, Karen Blixen 8/11
__________________________________________________
5.
Dla pozyskania jej względów na turniejach na najzuchwalsze hazardy się ważył
Może Cervantess i Don Kiszot?
Łojezu, to jakieś starolekturowe jest, na polskim przerabiałem. Boccaccio
zdaje się, ale tytułu nie dam rady
A tytuł był przecież w passusie:
Dekameron, Sokół, Giovanni Boccaccio 6/11
__________________________________________________
6.
- Co tobie, sokole?
Ogniem i mieczem, Henryk Sienkiewicz 11/11
__________________________________________________
7.
Przewodnik karawan szedł tropem kulawego zająca
Rany boskie, co to jest? Kulawy zając, olbrzymi lodów placek na skrzydłach
gęsich?
Myśliwy Charibu?
Niezwykłe przygody Hodży Nasreddina, Zdzisław Nowak 2/11
__________________________________________________
8.
Po przebyciu niezbyt gęstego lasku znaleźliśmy się na równinie pokrytej
krzewami.
To znam na pewno, ale nie pamiętam.
Do harpuna myślałem, że to Szklarski.
Profesor plus harpun równa się Juliusz Verne i 20 tysięcy czegoś tam pod
wodą. Mil podmorskiej pądróży. Żęglugi. No, że Nemo, ale nie "Finding".
20 000 mil podmorskiej żeglugi, Juliusz Verne 6/11
__________________________________________________
9.
Potem wniesiono tacę, na której leżał pierwszej wielkości dzik i to w czapce
na głowie
Bejsbolówce zapewne.
Nie wiem kto wypisywał takie nonsensy z tym dzikiem nadziewanym latającymi
kwiczołami.
Wygląda na Ucztę Lukullusa. Niestety Lukullus chyba tylko żarł, a nie pisał
Uczta Trymalchiona, Gajusz Petroniusz 3/11
__________________________________________________
10.
W domu Obłońskich zapanował kompletny zamęt
Absurd, Rosja i kura. To musi być miszcz. Powiedzmy Praczet. Terry Praczet.
Albo powiedzmy Małgorzata Musierowicz.
Tym razem jednak był to miszcz znany z drugiej świeżości:
Mistrz i Małgorzata, Michaił Bułhakow 8/11
__________________________________________________
11.
Nieszczęsna kura była chuda i pokryta skórą twardą i kostropatą,
Niech Cię jastrząb, Czajko chuda i kostropata. Czytałam przecież, a nie wiem
gdzie to mi dzwoni. To muszą być jakieś straszne świństwa.
Właściwie gdyby ten tytuł potraktować nieco dosłowniej, to jak najbardziej
Sodoma z Gomorą, czyli:
Trzej muszkieterowie, Aleksander Dumas 8/11
__________________________________________________
12.
Wyjrzawszy przez okno, same tylko widziałem obłoki,
Podróże Guliwera, Jonathan Swift 7/11
__________________________________________________
13.
Mieliśmy nieco czasu, mogliśmy go spędzić na lądzie.
A koń odwrócił głowę i powiedział:
- Tak, k....! Ty przywiozłeś!
Znaczy Kapitan, Karol Olgierd Borchardt 9/11
__________________________________________________
14.
Wołu należy cierpliwa orka, ptakowi szybowanie bez troski — mówił sobie
drukarz.
Makuszyński?
Stracone złudzenia, Honoriusz Balzak 1/11
__________________________________________________
15.
Niejeden już się zastanawiał nad tym, czemu aku¬rat tu w Porębie chwytanie
ptaków
Geograficznie byliście blisko.
Może Tokarczuk i Dom dzienny, dom nocny? Co prawda nie pamiętam takiego
fragmentu, ale ja sporo z tego nie pamiętam
Nie wiem. Stasiuk?
To mi pachnie Hrabalem
Cholonek, czyli Dobry Pan Bóg z gliny, Janosch (właśc. Eckert Horst) 0/11
__________________________________________________
16.
Zadziwiłem się nielada, że ptak tak wyraźnie gada
"...a havran na rameni skřehotá:
Nevermore!"
Kruk, Edgar Allan Poe 6/11
__________________________________________________
17.
Nini pieszo dotarła do pałacu, z siatką robioną szydełkiem.
Carlos Ruiz Zafon - Cień wiatru choć mam wrażenia, że to głupi strzał.
Zupełnie bez przekonania strzelę w Andersena. Coś mi się wydaje, że mogłam to
czytać. Kojarzy mi się też z jakimś realizmem magicznym typu Marquez, ale
jakaś węgierska Nini u francuskuej hrabiny?
Właśnie, węgierski był kluczowy:
Żar, Sándor Márai 1/11
__________________________________________________
18.
- A czy ja już nigdy nie wyrosnę na prawdziwego człowieka? - pytał jeszcze
Piotruś.
Wiliam Wharton – Ptasiek
Nic mi tu nie pasuje do końca, ale dla formalności strzelę sobie w "Akademię
pana Kleksa" Brzechwy? Może to ten książę zamieniony w szpaka czy inną wronę?
Przygody Piotrusia Pana, James Matthew Barrie 4/11
__________________________________________________
19.
- Ani ptak, ani mysz... jak nietoperz!
Proszę nie straszyć dzieci Orzeszkową! A już szczególnie "Nad Niemnem".
Używanie "Nad Niemnem" w konkursach powinno być karalne.
Nad Niemnem, Eliza Orzeszkowa 7/11
__________________________________________________
20.
Kot wstąpił do Komitetu Reedukacji i przez kilka dni działał w nim niezwykle
aktywnie.
Folwark zwierzęcy, Georges Orwell 10/11
__________________________________________________
21.
Jest to scena, a raczej dramat i, jak przystało na dramat antyczny,
Gdzie są te malowidła to wiem, ale geograficznie, a nie książkowo.
Bizą z oszczepem i nąsorożec odchodzący z wnętrznościami ku zachodzącemu
słońcu? Nie wiem. I wcale nie przyciąga.
A szkoda, że nie przyciąga, bo jest prześliczny:
Barbarzyńca w ogrodzie, Zbigniew Herbert 2/11
__________________________________________________
22.
– Lepiej zjedz te kanapki, Henryku – ostrzegła go pani Brown.
Jedyny Henryk, jakiego kojarzę, to hrabia Henryk. Ale to mi na Nieboską
komedię nie wygląda. Strzelę sobie w Chmielewską Joannę, co mi zależy.
Przez chwilę chciałem poszybować na skrzydłach złośliwości i powiedzieć,
że "Pani Bovary", ale jeszcze ktoś by to wziął poważnie... Więc nie powiem
Paddington daje sobie radę, Michael Bond 2/11
__________________________________________________
23.
A oprócz tego na niebie pojawiły się znaki złej wróżby
Gulbranssen "A lasy wiecznie śpiewają"
Potop, Henryk Sienkiewicz 8/11
__________________________________________________ _________
24.
Prenumeratorzy "Świata Zwierząt" zaczęli się niepokoić.
Melchior Wańkowicz - Ziele na kraterze
Mark Twain. Jak byłem redaktorem czegoś tam gdzieś tam. A nie, pan Kadlczak?
U Twaina? Niemożliwe.
No właśnie:
Przygody dobrego wojaka Szwejka, Jaroslav Hašek 8/11
__________________________________________________
25.
Że bocian ma dziób zamiast głowy
A najpiękniej śpiewają sowy
Sroka kłamczucha, Jan Brzechwa 3/11
Największym znawcą ptaszków okazał się (fanfary, brawa, machanie
wstążeczkami):
Woy 38 pkt
Ponieważ jednak, wiedziony szóstym zmysłem, wspaniałomyślnie zrzekł się
nagrody w postaci prowadzenia kolejnego konkursu, zatem lista laureatów
uprawnionych wygląda następująco:
2. Michał Jankowski 35
3. TRad 31
4. Ryszard 31
5. Imka 31
6. Gosia W. 28
7. AJK 26
8. Cezar Matkowski 25
9. Paweł W. 18
10. Grzegorz Bednarczyk 17
11. Agnes 13
Gratuluję wszystkim i pozdrawiam serdecznie
Czajka
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/