[Konkurs] Ryby
Czajka
Apr 27, 2008, 9:23:22 PM
Ryby

Witam!

Były już konie, koty, robaczki, gryzonie i psy, aż tu przyszła wiosna
słoneczna i wraz z nią przyszedł czas na ryby. Oczywiście ryby są nielegalne
i właściwie nie powinno być nagrody, ale może laureat sam ją sobie przydzieli.

Ponieważ nielegalne konkursy nie mogą być trudne, więc konkurs o rybach jest
łatwy.
Nie można ściągać z Internetu ani z własnych półek, stosików książkowych i
stołów, nie można też podglądać akwarium, jeżeli ktoś ma. Jeżeli nie ma, to
ewentualnie dwa razy może podejrzeć.

Nie ma FUTa zgodnie z tradycją, wszystkie odpowiedzi proszę wysyłać na adres:

czajkaczaj...@tlen.pl

Każda prawidłowa odpowiedź jest za jeden punkt, ale tylko na zadane
pytanie, jeżeli ktoś poda głębokość Rowu Mariańskiego to oficjalnie
punktu nie dostanie. Nieoficjalnie może coś dostać, ale niedużo.

Proszę bardzo uważać, żeby korespondencja była kierowana tylko do
mnie, a nie na grupę. Każdą otrzymaną odpowiedź będę potwierdzać.
Potwierdzeń należy się spodziewać w ciągu doby, brak potwierdzenia
proszę taktownie reklamować.

Odpowiedzi można przesyłać do 04.05.2008, czyli do niedzieli, do
godziny 24.00.


1.
- Co waćpan robisz? - Ryby sobie łowię.
- Ależ, mośpanie, mnie kapie po głowie!

Na czym siedział?

2.
K., któremu kazano nałapać jak najwięcej skaczących ryb, przestał je łowić na
wędkę, a natomiast urządził z cienkich bambusów wysoki płot, a raczej rodzaj
kraty - i zastawę tę przeciągnął w poprzek rzeki. W środku kraty był duży
otwór, przez który ryby musiały koniecznie przepływać chcąc dostać się na
wolną wodę. Otwór ten zastawiał K. mocną siecią, uplecioną ze sznurków
palmowych; w ten sposób zapewnił sobie obfite codzienne połowy.
Napędzał zaś ryby do zdradzieckiej sieci za pomocą K., który, wprowadzony w
wodę, mącił ją i burzył tak niesłychanie, że nie tylko owe srebrne skoczki,
ale wszystkie inne stworzenia umykały, ile mogły, ku niezmąconej toni.
Zdarzały się z tego powodu i szkody, gdyż kilkakrotnie uciekające krokodyle
przewracały kratę, a czasem czynił to i sam K., żywiąc bowiem do krokodylów
jakąś wrodzoną nienawiść ścigał je, a gdy znalazły się na płytkich wodach,
chwytał je (…), wyrzucał na brzeg i rozdeptywał zawzięcie.
W sieci znajdowały się także często żółwie, z których mali wygnańcy warzyli
sobie wyborny rosół. K. oprawiał ryby i mięso ich suszył na słońcu, a
pęcherze odnosił do Iksy, która rozcinała je, rozciągała na desce i zmieniała
je jakby w ćwiartki papieru, tak duże jak dwie dłonie.

Co robili z pęcherzy?

3.
Mało jest chwil w życiu, w których by człowiek doznawał większej przykrości,
nie zjednywując sobie przytem żadnego współczucia, jak kiedy odbywa polowanie
na własny kapelusz. Trzeba mieć wielki zasób zimnej krwi i wielką trafność
sądu, by go ułowić. Biegnąc zbyt szybko, wyprzedza się go; jeżeli schylamy
się zbyt powolnie, to właśnie gdy sądzimy, iż go już trzymamy, kapelusz
odbiega gdzieś daleko. Najlepsza metoda polega na tem, by biegnąć równolegle
do przedmiotu, mającego być pochwyconym, zachować największą przezorność,
umieć skorzystać ze stosownej chwili, stopniowo wyprzedzać, potem nagle
pochylić się, ująć kapelusz za rondo i mocno osadzić na głowie, wdzięcznie
uśmiechając się podczas całej gonitwy, jak gdybyśmy sami znajdowali żart tak
dobrym jak wszyscy.
Podmuchiwał lekki wiaterek i kapelusz pana Iks toczył się przed nim, jakby
igrając. Wiatr dmuchał, pan Iks sapał, kapelusz bujał, jak rybka w bystrym
nurcie. I pewno dotoczyłby się Bóg wie jak daleko, gdyby nie natrafił na
przeszkodę opatrznościową, w chwili gdy nasz podróżnik zamyślał już
pozostawić go jego nieszczęśliwemu losowi.
Pan Iks, niezwykle zmęczony, miał już zaniechać pogoni, gdy kapelusz wplatał
się w koło jednego z kilkunastu powozów, stojących rzędem. Filozof umiał wnet
skorzystać z pomyślnej chwili, szybko pochylił się, pochwycił niesforne
nakrycie głowy, silnie nasunął na czoło i stanął, by odetchnąć.

4.
Podjeżdżam ze szczotką pod samą ścianę i staję nos w nos z olbrzymia
fotografią, którą rzecznik prasowy powiesił tu kiedyś, gdy mgła była tak
gęsta, że go nie widziałem. Fotografia przedstawia faceta łowiącego na muszkę
pstrągi w górskim potoku; nad sosnami widać ośnieżone szczyty – są to chyba
Ochocos niedaleko Paineville – a na brzegach porośniętych zielonymi Platami
zajęczego szczawiu bielą się wysmukle pnie osik. Facet zarzuca wedkę w
rozlewisku za głazem. To nie miejsce, żeby łowić na muszkę, tu najlepsze
byłoby jajko na haczyku numer sześć – muszkę powinien zarzucić w wartkiej
wodzie nieco dalej.
Między osikami wije się ścieżka – wjeżdżam na nią ze szczotką, siadam na
kamieniu i spoglądam z ram(…).

5.
Kiedy przybyli nad rzekę, doktor wyniósł Iksę z powozu i rzucił ją z mostu do
wody. Potem kazał młodemu koniowi wracać inną drogą, aby go jeździec nie
spotkał, a sam skierował się z powrotem na brzeg rzeki. Biegł teraz
równolegle z Iksą; (…) zanurzona w wodzie wydawała radosne pomruki i chwytała
każdą rybę, na jaką miała ochotę.

6.
Ten cudowny mężczyzna pomylił się w sposób oczywisty. Idzie sobie teraz i
myśli o niej, że jest idiotką. Karpie! O, podły losie! Dlaczego nie zachowała
tajemniczego myślenia, które zawsze i z całą pewnością jest lepsze niż głupie
i nie przemyślane wypowiedzi. Dlaczego nie pozwoliła mu trzymać się w
ramionach, co było wszak takie przyjemne!

A karpie co?

7.
Jeżeli ma znowu grzmieć tak jak ostatnim razem, to nie wiem, gdzie się
schowam. Z takiej chmury może tylko lunąć jak z cebra. A to co znowu?
Człowiek czy ryba? Żywe toto czy nieżywe? Ryba! W każdym razie czuć ją rybą;
bardzo starodawny i rybi zapaszek; coś jak wędzony dorsz, tylko nie zanadto
świeży. Przedziwna ryba! Gdybym teraz był w Anglii – gdzie już raz byłem – i
miał na jarmarku budkę z tą rybą na szyldzie, każdy dureń dałby mi sztukę
srebra za wstęp. Wyszedłbym tam z tym z powrotem na ludzi; w Anglii można
zarobić fortunę na każdym niefortunnym wybryku natury. Kulawego żebraka ani
groszem tam nie wspomogą, za to wybulą dziesięć, żeby zobaczyć ubitego
Indianina. A ta ryba… zaraz, przecież ona ma nogi, jak człowiek! A płetwy
podobne do ramion! W dodatku ciepła, jak Boga kocham! Nie mogę się już dłużej
wstrzymać od wyrażenia poglądu, a pogląd jest następujący: to nie ryba, tylko
jakiś tubylec, dopiero co rażony piorunem.

Co to było?

8.
- Na drzewie siedzi ptaszek – powiedział K. – Widzę go stąd. A może to rybka?
- Powinnaś stąd widzieć ptaszka – powiedział K. – Chyba, żeby to była rybka…

A co naprawdę siedziało na drzewie?

9.

Sonny zapalił cygaro i łyknął whisky. Michael, oszołomiony, zapytał:
- Co, u diabła, znaczy ta ryba?

W co była zawinięta?

10.
Była tam mała sionka i schludna izdebka, i komora, gdzie każdy miał swoje
łóżko, i kuchnia, i spiżarnia, i mnóstwo najpotrzebniejszych i pięknie
poustawianych naczyń, cynowych i mosiężnych. Za domem znajdował się śliczny
ogródek, pełen warzyw i owoców, a po podwórku kręciły się kury i kaczki.
- Widzisz – rzekła żona – podoba ci się?
- O, tak – odparł mąż – no, ale teraz będziemy już żyli w zadowoleniu i
spokoju.
- O tym jeszcze pomówimy – rzekła żona.

11.
Pamiętam, że czasami rodzice zabierali mnie do słynnego japońskiego Ogrodu
Herbacianego w San Francisco. Jedno z moich najszczęśliwszych wspomnień z
tego okresu związane jest z tamtejszym stawem. Przesiadując nad nim,
zafascynowany obserwowałem karpie, które pływały dostojnie pod liliami
wodnymi i mieniły się kolorami.
W tych spokojnych chwilach pozwalałem swobodnie błądzić mojej wyobraźni.
Zadawałem sobie naiwne pytania, jakie może sobie stawiać tylko dziecko, na
przykład: jak karpie w stawie postrzegają świat wokół siebie? Jak dziwny musi
być ich świat, myślałem.
Przebywając przez całe swoje życie w tym płytkim stawie, karpie wierzą, że
ich „wszechświat" składa się z mętnej wody i lilii. Spędzając większość czasu
na żerowaniu na dnie stawu, mają tylko niejasne przeczucie, że ponad
powierzchnią może istnieć inny świat. Nie mogą zrozumieć natury mojego
świata. Zaintrygowało mnie to, że siedziałem tylko kilka centymetrów od
karpi, a jednak dzieliła mnie od nich ogromna otchłań. Karpie i ja
spędzaliśmy swoje życie w dwóch osobnych wszechświatach, nigdy nie
przekraczając nawzajem ich granic, chociaż znajdowała się między nami tylko
najcieńsza z barier – powierzchnia wody.

12.
- Musi mnie papa kiedy nauczyć, jak się jada ryby nożem.
Igrekowi wydało się to wprost niesmaczne.
"Widzę, że odkocham się tu przed końcem obiadu."

13.
Owe ryby! łososie suche, dunajeckie,
Wyzyny, kawijary weneckie, tureckie,
Szczuki główne i szczuki podgłówne, łokietne,
Flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne!
W końcu sekret kucharski: ryba nie krojona,
U głowy przysmażona, we środku pieczona,
A mająca potrawkę z sosem u ogona.

14.
Wyprostował palce, a Harunowi o mało oczy nie wypadły z orbit.
Wodnemu Dżinnowi łaziły po ręce maleńkie ptaszki; nie tylko łaziły, ale
dziobały go, machały skrzydełkami i unosiły się tuż nad dłonią. Oprócz ptaków
były tam latające istoty z baśni rodem: asyryjski lew z głową brodatego
mężczyzny i para włochatych skrzydeł wyrastających z boków, skrzydlate małpy,
latające talerze, maleńkie aniołki oraz lewitujące ryby (które widocznie
oddychały suchym powietrzem).

15.
Trzeba wiedzieć, że na Como rybacy zakładają martwe wędki w znacznej
odległości od brzegu. Górny koniec sznurka przywiązany jest do deseczki z
korkiem, giętka zaś gałązka leszczyny, umocowana na tej deseczce, opatrzona
jest dzwonkiem, który dzwoni, skoro ryba chwyciwszy się na haczyk szarpie
sznurek.
Głównym celem tych nocnych wypraw, którymi dowodził Fabrycy, była inspekcja
martwych wędek, zanim rybacy usłyszą sygnał, jaki dawały małe dzwoneczki.
Wybierali się na te niebezpieczne wyprawy porą burzliwą i puszczali się nad
ranem, na godzinę przed świtem. Siadając do łódki malcy mieli uczucie, że
narażają się na największe niebezpieczeństwo, i to była piękna strona ich
czynu; naśladując swych ojców odmawiali pobożnie Zdrowaś. Otóż zdarzało się,
iż w chwili wyjazdu, tuż po odmówieniu pacierza, Fabrycy widział jakiś znak.

16.
- Niech no który skoczy do dworu po ryby, mieli rano jeszcze przysłać, a
jakoś nie przysyłają! Tylko prędzej! - grzmiał rozkazująco.
- Nie przyszlim tu na posługi - ozwał się jakiś hardy głos.
- Niech sam leci, żal mu przetrząsnąć kałduna - zaśmiał się któryś, że to
pisarz miał brzucho kiej bęben.
Pisarz jeno zaklął, a po chwili wyszedł wójt od podwórza, przebrał się za
karczmę i pognał tyłami wsi ku dworowi.
- Dzieci pani pisarzowej przewinął i obtarł, to się ździebko przewietrzy.
- Juści, pani pisarzowa nie lubi takich fetorów na pokojach.

17.
Jakkolwiek rzeczy się mają, jest przynajmniej pewne, że królestwo wód zawiera
nieprzebrane ilości istnień wszelkich kształtów i rozmiarów, które wyposażone
we własności witalne w proporcjach bardzo rozmaitych, zachowują się w sposób
zgoła inny niż zwierzęta ciepłokrwiste.
Niemniej jest prawdą, że morze powszędy i zawsze zawiera ogromne ilości
pokarmów etc., co przy obecnym stanie wiedzy pozwala wprowadzić na nasze
stoły najmilsze urozmaicenie.
Ryba, mniej pożywna jak mięso, ale soczystsza od roślin, stanowi mezzo
termine: odpowiada wszystkim niemal temperamentom i nawet dla
rekonwalescentów jest dozwolona.

18.
Daleko na morzu woda jest tak błękitna jak płatki najpiękniejszych bławatków
i tak przezroczysta jak najczystsze szkło, ale jest bardzo głęboka, tak
głęboka, że jej dna nie sięga żadna kotwica; trzeba by ustawić wiele wież
kościelnych jedne na drugich, aby sięgnęły od dna aż ponad wodę. Tam na dole
mieszka lud morski.
Ale nie myślcie, że jest tam tylko nagie, piaszczyste dno, nie - rosną tam
najpiękniejsze drzewa i rośliny o łodygach i liściach tak giętkich, że
poruszają się przy najlżejszym ruchu wody tak jak żywe stworzenia. Wszystkie
ryby małe i duże przemykają pomiędzy gałęziami jak ptaki w powietrzu. W
najgłębszym miejscu stoi zamek króla mórz mury ma z koralu, wysokie spiczaste
okna z najczystszego bursztynu, a dach tworzą muszle, które otwierają się i
zamykają, w miarę jak faluje woda; wygląda to prześlicznie, bo w każdej
muszli znajdują się promienne perły, jedna jedyna byłaby już skarbem w
koronie królewskiej. Król mórz, tam na dole, był od wielu lat wdowcem, a jego
stara matka zajmowała się gospodarstwem; była to mądra kobieta, ale dumna ze
swego pochodzenia i dlatego nosiła w ogonie dwanaście ostryg, gdy inne
wykwintne damy mogły nosić tylko sześć.


Powodzenia i pozdrawiam
Czajka

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
	

[Konkurs] Ryby
Czajka
May 5, 2008, 4:44:50 PM
A letnia pora nie trwa, jak obiecywała.
Tak powiedział kiedyś bliżej nieznany William Szekspir i dlatego znowu witam
Was poniedziałkowym rankiem. Weekend długi się skończył, konkurs się
skończył, a w czasie jego trwania toczyły się mądre rozmowy

- Ale pomyślisz jeszcze?
- No... może jeszcze kiedyś pomyślę...

i przyszedł czas na zjazd ichtiologów czyli wyniki i odpowiedzi rybne.


1.
- Co waćpan robisz? - Ryby sobie łowię.


Paweł i Gaweł, Aleksander hrabia Fredro, siedział na komodzie 12/12
_______________________________________________________________

2.
Kali, któremu kazano nałapać jak najwięcej skaczących ryb

W pustyni i w puszczy, Henryk Sienkiewicz, z ryb robiono latawce 11/12
_______________________________________________________________

3.
Mało jest chwil w życiu, w których by człowiek doznawał większej przykrości


Najbardziej podejrzany był Jerome Klapka Jerome

Klub Pickwicka, Karol Dickens 4/12
_______________________________________________________________

4.
Podjeżdżam ze szczotką pod samą ścianę i staję nos w nos


Lot nad kukułczym gniazdem, Ken Kesey 5/12
_______________________________________________________________

5.
Kiedy przybyli nad rzekę, doktor wyniósł Zofiję z powozu i rzucił ją z mostu

Cyrk doktora Dolittle, Hugh Lofting 9/12
_______________________________________________________________

6.
Ten cudowny mężczyzna pomylił się w sposób oczywisty.

Szósta klepka, Małgorzata Musierowicz, A karpie ciekły 9/12
_______________________________________________________________

7.
Jeżeli ma znowu grzmieć tak jak ostatnim razem, to nie wiem, gdzie się
schowam.


Wplątany w sieci został Kubuś Fatalista i jego Denis Diderot, Robinson
Cruzoe, Terry Pratchett. A ja myślałam, że pioruny i Londyn Was wyprowadzą
prosto na łowisko.

Burza, William Szekspir, prawie rybą był Kaliban 0/12
_______________________________________________________________

8.
- Na drzewie siedzi ptaszek – powiedział Kubuś – Widzę go stąd. A może to
rybka?

Kubuś Puchatek, A.A. Milne, na drzewie chyba nic siedziało, chyba że ptaszek -
szpak czy kos - ale głównie chodziło o to, żeby porwać Maleństwo według
Planu 7/12
_______________________________________________________________

9.

Sonny zapalił cygaro i łyknął whisky. Michael, oszołomiony, zapytał

Zaskakująco były problemy z owijaniem tej ryby, wszyscy zawijali w gazetę,
ale mafia nie sklep w gazetę nie zawija. Najpierw o tym wiedziała jedna pani,
a wczoraj wieczorem przyznało się jeszcze do tej wiedzy dwóch panów

Ojciec chrzestny, Mario Puzo Ryba była zawinięta w kuloodporną kamizelkę
("Luca Brasi sleeps with the fishes") 10/12
_______________________________________________________________

10.
Była tam mała sionka i schludna izdebka, i komora


Jakbym Diderota widziała. A to po prostu najsłynniejsza i najbardziej
upragniona z rybek, czyli złota.

O rybaku i jego żonie, bracia Grimm 7/12
_______________________________________________________________

11.
Pamiętam, że czasami rodzice zabierali mnie do słynnego japońskiego Ogrodu


Auć :) To jest dobre... Na 99% to napisał Michio Kaku...

Michio Kaku, Hiperprzestrzeń 3/12 (ale tylko jedna osoba z tytułem)
_______________________________________________________________

12.
- Musi mnie papa kiedy nauczyć, jak się jada ryby nożem.


Lalka, Bolesław Prus 10/12
_______________________________________________________________

13.
Owe ryby! Łososie suche, dunajeckie

Pan Tadeusz, Adam Mickiewicz 11/12
_______________________________________________________________

14.
Wyprostował palce, a Harunowi o mało oczy nie wypadły z orbit.


Harun i morze opowieści, Salman Rushdie 2/12
_______________________________________________________________

15.
Trzeba wiedzieć, że na Como rybacy zakładają martwe wędki


Pustelnia parmeńska, Stendhal 1/12
_______________________________________________________________

16.
- Niech no który skoczy do dworu po ryby


Jak można się przebrać za karczmę? Sądzę, że nogami. :)

Chłopi, Władysław Reymont 6/12
_______________________________________________________________

17.
Jakkolwiek rzeczy się mają, jest przynajmniej pewne


A to miało być niezgadnięte, a jednak - starszy utwór opisowy, czyli:

Fizjologia smaku, Anthelme Brillat-Savarin 1/12
_______________________________________________________________

18.
Daleko na morzu woda jest tak błękitna jak płatki najpiękniejszych bławatków

Mała syrena, Hans Christian Andersen
_______________________________________________________________


Okazało się w trakcie połowów, że najbardziej na tchnych pitługach znają się
w kolejności znania (brawa, rzucanie w górę kapeluszy, ryb świeżych,
wędzonych, konfetti i szampana):


1. Michał Jankowski 32


_____________________

2. Gosia Wolniewicz 30
3. Imka 28
_____________________

4. Isia 27
5. Hania B. 25
6. Azja 24
7. Paweł Wolniewicz 23
8. Jurek Jaskuła 18
9. Szymon Sokół 13
10. Marcin Fastyn 12
11. Leszek Maszczyk 11
12. Grzegorz Bednarczyk 7

I ja myślę, że skoro juz i tak panoszą się konkursy nielegalne, to czas na
nielegalną nagrodę i w nagrodę upragnioną może laurat rybny odznaczony
orderem uplecionym wdzięcznie z łusek zrobiłby nam jakiś miły nielegalny
konkurs?

Dziękuję wszystkim za udział i pozdrawiam serdecznie

Czajka

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/